Powracam do zwyczaju, który prezentowałem na onecie:
artklater.blog.onet.pl
Zapraszam zatem wszystkich chętnych, którzy gościnnie
na moim blogu chcieliby zaprezentować swe posty. Mogą to być teksty
archwiwalne, lub specjalnie na tę okazję napisane.
Na onetowym blogu publikowali:
28 lipca 2007 - Ela Gruszfeld
30 sierpnia 2007 – Owsianko
26 stycznia 2008 – Alinka
7 kwietnia 2008 - Lady Basia Witwicka
1 lipca 2009 - Pydzia
8 lipca 2009 - Pydzia (tłum. Klater)
2 października 2009 - inesse
3 marca 2010 – Sarmata
Ponadto gościnny post umieściła tu
Andante (dawniej Babcia Barbie), ale nie mogłem go jakoś odnaleźć.
Tyle pamiętam, że był (za moją podpuchą, ofkors), że był
skrajnie feministyczny i dotyczył tzw. manify. Niestety w mej mailowej rozmowie z Andante okazało się, że tekst jest nie do odzyskania , a szkoda!
Ciekawy był również casus blogera Owsianko. Przez pół roku udzielałem mu gościny i publikował swe literackie posty jako rezydent. Na tę formę jestem również otwarty, przede wszystkim dla tych blogerów, którzy z różnych przyczyn nie prowadzą własnego bloga, a jedynie komentują innych.
Na dziś wybrałem z onetowego archiwum piękny post Pydzi. Publikuje na swym blogu wyłacznie po śląsku, co jest bardzo blisko memu hanysowemu sercu. Dotarłem do niej przez mego serdecznego przyjaciela, który obecnie prowadzi bardzo popularny i kultowy blog na onecie. Przyjaźń naszą utrwala to, że podobnie jak stary Klater jest rdzennym hanysem (zgadnijcie kto to?!) z krwi, kości i miłości.
Pydzia pisze dosadną i soczystą ślaszczyzną, która w pełni oddaje specyficzną ślaską obyczajowość.
Przedstawiam zatem dwa archiwalne posty, w drugim bowiem pokusiłem się o tłumaczenie poniższego tekstu na język ogólnodostępny:
1 lipca 2009r.
Pydzię
poznałem niedawno… Od razu ją polubiłem! Nadesłała mi tekst,
który dla mnie jest rewelacją!!! Tak pięknej śląszczyzny jeszcze
nie czytałem!! Polecam Wam go z całego chamskiego klaterowego
serducha!!!
Geburstak,
gorol i Ślonzoki
Ciotka
Gustla zaprosiła cołko familia na geburstak! To mioł być ekstra
fajer, bo ciotce pizło fufcich czyli 50 lot. Skuli tego na byzuch
ciotka Cilka z onklym Jorgiym szpecjalnie z Niymiec przijechali. Taki
fajer, to do kożdego kupa uciechy – idzie się dobrze pojeść,
fest popić , poklachać o bele czym, no, i powspominać te lepsze
downe czasy!!!
Ale
nojwożniyjsze w tym dniu boło poznanie Nowego. Nowym boł szac
łod ciotkowyj cery. Starego szaca wszyscy mieli radzi. Synek łod
nos, gryfny jak z łobrozka, a takie wice łosprawioł, że szło
dostać lachkramfu, a brzuch jeszcze z tego boloł bez cołki
tydziyń. Pszoli my mu wszyskie. No, ale cosik się młodzi
pochatrusili i stary szac przestoł być naszym szacym.
Terozki prziszło nom czekać na Nowego. Ciotka z onklym go
jeszcze niy widzieli,skiż tego niy poradzili usiedzieć na
stołkach!!! Onkiel z tych nerwów, jak ino wloz, charknoł na gibko
dwa sznapsy, a ciotka nasuła sie soli do kawy, bo tyż boła tako
nerwowo! Godom wom, szpana choby u Hitchcocka, a jak ciotka Ana
sie kichła, to ujek Alojz omało hercszlagu niy dostoł. Młodzi
na łobiod niy prziszli, mieli dziepiyro być na kawie.
Łobiecali być na półczworto. Ciotka Ana ino godała po nosym:
-
Aże już niyskoro, niyskoro!!!
Pydzia
ino suchała, wiela razy czajnik w kuchnie gwizdoł. Sąsiadka
Ela, kiero ciotce pomogała, durch przistowiała ta woda i
gasiła. W końcu pizło na sztyry, kiej zaklupali do dźwiyrzy.
Ciotka się zerwała,siadła nazod, juzaś się zerwała… Dźwiyrza
otwar mały Michałek. Wleźli. Młodo Kaśka pedziała:
-
Mamo,tato to jest Szczepan.
A
guchy ujek Achim ryknoł:
-
Jak? Szczepcio? A Tońko tyż prziszoł?
Nowy
dopod ciotka i pado:
-
Miło mi poznać, całuję rączki…
Ujek
Alojz pedzioł Pydzi do ucha:
-
A kaj„padam do nóżek”? !
Ciotka
Gustla zbladła, ale się zebrała do kupy i pado:
-
Jo tyżcie synek piyknie witom, siednijcie sie z
Kasią tam kole omy
Rołzy.
A
Nowy godo:
-
Ja wiem, Rołza to Róża, a co to oma?
Oma
Rołza walnyła krykom i rykła:
-
Oma to jo! Rołza tyżj o! Ta oma Rołza to jo! Babcia po waszymu!
W
końcu wlazła Ela z tortą. Wszystkie się dźwigli ze stołków i
ryknyli ciotce „Sto lot”!, wypiyli szampana. Po kawie ujhek
pedzieli:
-
Dobra, chopy, to rzadziolstwo już my wypili, to terozki dejcie coś
do ludzi, !
No
toż dostoł. Nowy tyż. Ale ino krziwo wejrzoł i pado:
-
Ja, podziękuję, wódki nie piję.
-
A co, ty synek, pijesz?
-
Ja to bym się koniaczku napił. Ale jak nie ma…
Ujka
Jorga aże to tromfło, że aż dźwigło:
-
A ftoci giździe pedzioł, że ni ma? Tu wszysko je, wszysko! Dejcie
mu ino tego koniaczku!
Mały
Michałek szarpnoł ciotka Gustla za szaty i pyto:
-
Ciotko,a tyn chop to gorol jes, pra?
Nawet
guchy ujek Achim dosłyszoł:
-
Ja,bajtel, mosz prawie, gorol cołkim pyskiym. No, ale gorol gorolym
a geburstak ciotki geburstakiym.
Toż
wszyscy bawili się jak trza. Ino biydny gorol niy za bardzo, bo
naszyj godki blank niy rozumioł, wiców niy poradzioł spokopić,
napić się niy chcioł, galertów, szałotu, preswusztu i bigosu
skosztować tyż niy chcioł…
To
niy boł piyrszy gorol w rodzinie, ale inksze jakosik gibko wleźli w
naszo familio, serca i Ślónsk. A tyn niy poradzioł! Bezma niy
chcioł. A z rynkom na sercu, my się wszyskie moc starali!!!
Pomału my się do niego przywykli, ino ujek Achim ciyngiym go
napasztowoł i Szczepciym nazywoł!
Minoł
rok. Zaś wszyskie prziszlido ciotki Gustli na geburstag. I juzaś
Kasia z Nowym, kiery już niy boł Nowy! I zaź ta samo szpana, zaś
wszyskie czekają… Narozki, jak niy dupną dźwiyrze! Wleciała
Kaśka. Ujek Achim ryknął:
-
A Szczepcio kaj?
A
Kaśka na to:
-
Kaj?Kaj? Ni ma, bo nachytoł!
-
A co,wybroł się na ryby ? - spytoł się
ujek Achim.
-
W tyta nachytoł! Co? Po ryju, ujek! Po gymbie, po pysku!!!
-Jezderkusie,
biydny synek! A łod kogo?
-
Łody mie.
-Dziołcha,
bój się Boga, a za co?
-
Bo tyn gizd skończył sztudiyrować i pedzioł , że jedzie do
Anglii i jo mom tam jechać śniym.
-Jezderkusie!
– rykła ciotka Gustla i łoparła się ło byfyj.
-
I co,pojedziesz? – zafrasowała sie moja muter.
-Muter,
za kogo ty mie mosz?! Jo się urodziła na Ślónsku, pra?!!!
-
Pra!!! - ryknyli wszyscy.
-Miyszkom
na Ślónsku, pra?
-
Pra!!!
-
I, do pierona kandego, chopa byda miała ze Ślónska i na Ślónsku
umra i dejcie mi świynty spokój.
A
ujek Achim spytoł:
-
To co z tym Szczepciym, toż przidzie łon eli niy?!
-
Niy, ujek ,niy przidzie. I Tońko tyż! !!!
A
na to ujek Alojz :
-
I padoł do nóżek już tyż niy bydzie… -
i ciepnąl mi gupio macha!
I
tak to stracioł się nom z łoczów gorol, kiery nos niy chcioł. A
Kasia i tak wziyna sie za chopa inkszego gorola, ino, że tyn nos
richtich chcioł i to je po prowdzie gryfny synek. A my wszyskie mu
pszajymy!!!
8 lipca 2009 r.
Idąc
na przeciw Waszym sugestiom, postarałem się o tłumaczenie tekstu
Pydzi z poprzedniego, gościnnego postu. Przypominam jak trafić na
pydziowy blog:
http://pydzia.blog.onet.pl
Urodziny,przybysz i Ślązacy
Ciocia
Gustawa zaprosiła całą rodzinkę na urodziny. To miała być super
impreza, bo cioci stuknęła„Pięćdziesiątka”! Z tej
okazji,przybywając z samych Niemiec, zaszczycili solenizantkę swą
obecnością ciocia Cecylia z wujkiem Jerzym. Taka uroczystość to
wielka gratka – wystawne jedzenie, wykwintne trunki, jak i również
okazja do plotek i wspomnień.
Gwoździem
programu jednak było zapoznanie się z Nowym. Nowym okazał się
aktualny oblubieniec ciocinej córeczki. Poprzedniego jej amanta
wszyscy bardzo lubili, bo to nasz ziomek, przystojny niczym
gwiazdor filmowy, a miał ponadto niesamowity dar opowiadania
dowcipów, że można było zachorować ze śmiechu, bo efektem jego
talentu były zawsze przez tydzień obolałe brzuchy słuchaczy!
Kochaliśmy go niezmiernie! Wskutek jednak pewnej scysji między
kochankami, został odtrącony i przestał, niestety , przebywać
wśród nas. Pozostało zatem wszystkim oczekiwanie na Nowego.
Ciocia z wujkiem tak byli tym podekscytowani, że aż trudno im było
usiedzieć na swych miejscach, bo tak byli ciekawi jego widoku!
Zestresowany wujek już w progu strzelił sobie na uspokojenie dwa
szybkie, a ciocia potraktowała kawę solą. Prawdziwy suspens
niczym u Hitchcocka, bo jak ciocia kichnęła sobie, to wujek o mało
co zawału nie dostał! Młodzi odpuścili sobie rodziny obiad,
zamówili się na kawę, na godzinę 15.30. Ciocia Ania tylko
mruczała pod nosem:
- Aże
już niyskoro, niyskoro (robi się już późno, przyp. tłum.)!
Pydzia
pilnowała czajnika, nasłuchując czy gwiżdże, a zaprzyjaźniona
sąsiadka Ela, która ciocia poprosiła o pomoc, na przemian, to
załączała kuchenkę, to wyłączała… Kiedy zegar wybił godzinę
czwartą, rozległo się pukanie do drzwi. Ciocia wstała gwałtownie,
usiadła i znowu wstała… Drzwi otwarł mały Michaś. Weszli.
Kasia dokonała prezentacji:
- Mamo,
tato, to jest Szczepan!
Przygłuchawy
wujek gromko krzyknął:
- Jak?
Szczepcio? A Tońko tyż prziszoł?
(imiona te
nie są wybrane przypadkowo: Tońko i Szczepcio tobohaterowie bardzo
popularnej audycji radiowej w przedwojennym Lwowie. Inna sprawa,że
Lwowiacy najszybciej zaasymilowali się na Śląsku. Przyczyny były
proste – wychowywali się w kulturze wielkomiejskiej i z racji
przebywania pod zaborem austriackim obca im była germanofobia –
przyp. tłumacza)
Nowy
energicznie przywitał się z ciocią:
- Miło
mi poznać, całuje rączki…
Wujek
Alojzy szepnął konfidencjonalnie Pydzi do uszka:
- A
kaj: „padam do nóżek”?!
Ciocia
Gustawa pobladła, jednakże szybko doszła do siebie i powiedziała:
- Jo
tyż cie, synek, piyknie witom, siednijcie się z Kasią tam kole omy
Rołzy.
A Nowy
na to:
- Ja
wiem, Rołza to Róża, ale oma? Nie rozumiem… Czy to ma coś
wspólnego z prawem Ohma?!
Babcia
Róża stuknęła głośno laską o podłogę i krzyknęła:
- Oma
to jo! Ta Rołza to tyż jo! Oma Roza to jo! Babcia po waszymu!!!
Sytuację
uratowała Ela wkraczając z imponującym tortem.Wszyscy powstali z
miejsc, odśpiewali cioci „Sto lat” i spełnili toast szampanem.
Po kawie wujek zaordynował:
-
Dobra, chopy, to rzadziolstwo (tu: trunek niegodny mężczyzny –
przyp. tłum.) to my już wypiyli, to terozki dejcie coś do
ludzi!
Na
stole od razu pojawiła się wódka i dla każdego kieliszek. Dla
Nowego również. Nowy jednak zrobił kwaśną minę:
- Ja
dziękuję, wódki nie piję!
- A co
ty synek pijesz?
- Ja
bym się koniaczku napił, ale jak nie ma…
Wujka
Jerzego strasznie to ubodło, że aż się podniósł:
- A
fto, ci giździe pedzioł, że ni ma?! Tu wszysko je, wszysko! Dejcie
mu ino koniaczku!
Mały
Michaś szarpnął ciocię za rękaw sukni i pyta:
-
Ciotko, a tyn chop to gorol jest, pra?
(gorolem
pierwotnie nazywano na dziewiętnastoletnim Śląsku przybysza z gór.
Potem określenie to przeniosło się na wszystkich nie –
Ślązaków, a szczególnie mieszkańców Zagłębia Dąbrowskiego!
Przyjmowało ono często formę obraźliwą, a to w wyniku animozji
podsycanych przez wszystkie aktualne władze: niemiecką,międzywojenną
i komunistyczną, ale to już temat na osobny post – przyp. tłum.)
Nawet
przygłuchawy wujek Joachim dodał swoje:
- Ja
bajtel, mosz prawie, gorol cołkiym pyskiym! No, ale gorol gorolem, a
geburstag ciotki geburstaskiem!
Impreza
rozkręciła się na dobre. Tylko biedny gorol w ogóle się nie
bawił – nie pojmował niczego z rozmów przy stole, nie śmieszyły
go śląskie dowcipy, odstawił kieliszek, a nawet nie spróbował
śląskich smakołyków: galaretki z nóżek, domowego salcesonu,
sałatki ziemniaczanej itd. Gościliśmy nieraz przybyszów spoza
Śląska, a każdy z nich umiał się jakość znaleźć i
dostosować, a co poniektóry i polubić! Ten jednak był
niereformowalny, chociaż obchodziliśmy się z nim jak z jajkiem i
żaden go nie obrażał! Powoli przestaliśmy go nawet zauważać,
tylko wujek Joachim nieco go zaczepiał, nazywając Szczepciem.
Minął
rok. Tradycyjnie zebraliśmy się u cioci przy urodzinowym stole
i
znowu to niecierpliwe oczekiwanie na Kasię z jej partnerem, który
przestał być przecież Nowym. Nagle walnęły drzwi i wpadła
Kasia. Wujek Joachim gromko krzyknął:
- A
Szczepcio kaj?!
- Kaj?
Kaj?! Ni ma , bo nachytoł!
- A co,
wybroł się na ryby? – zdziwił się wujek Joachim
- W
tyta nachytoł, po ryju, ujek, po gymbie, po pysku!!!
(dowcip
językowy polega tu na zbitce dwóch zwrotów, dosłownego:nachytać
ryb oraz idiomu: nachytać w tyta czyli oberwać po mordzie,
przyp.tłum.)
-
Jezderkusie, biydny synek! A łod kogo?
- Łody
mie!
-
Dziołcha, bój się Boga, a za co?!
- Bo
tyn gizd skończoł sztudiyrować i pedzioł, że jedzie do Anglii, a
jo mom tam jechać śniym!
-
Jezderkusie!- krzyknęła ciocia Gustawa i zachwiała się z wrażenia
tak, że musiała się oprzeć o kredens!
- I co,
pojedziesz? – zmartwiła się moja mama
-
Muter, za kogo ty mie mosz?! Jo się urodzioła na Śląsku,pra?
-
Pra!!! – głośno potwiedzili wszyscy
-
Miyszkom na Śląsku, pra?!
-
Pra!!!
- I do
pierona kandego (śląskie przekleństwo – przyp.tłum.),Chopa byda
miała ze Ślónska, i na Śląsku umra i dejcie mi świynty
spokój!
Wujek
Joachim dla pewności jeszcze spytał:
-To co
ze tym Szczepciym, toż przidzie łon eli niy?
- Niy,
ujek, niy przidzie i Tońko tyż!!!
Swoje
trzy grosze wtrącił jeszcze wujek Alojzy:
- I
padoł do nózek tyż niy bydzie… – spojrzał na mnie i skrzywił
się w bardzo śmiesznym grymasie.
I tak pozbyliśmy się
gorola,który nas nie akceptował! Kasia poznała Najnowszego, też
przybysza, wyszła za niego za mąż, a był to chłopak przystojny i
przyjemny, tak że od razu podbił nasze serca!!!
Dokonując tego
tłumaczenia, pozwoliłem sobie nieco odejść od dosłowności (
wybacz Pydzio!), aby wzmocnić treść, natomiast dla potrzeb
stylistyki dialogi zamieściłem po śląsku natomiast narrację i
moje komentarze – w języku Mickiewicza i Wałęsy! Mam nadzieję,
że ta forma jest lepsza i dostępniejsza dla zaprzyjaźnionych i
zasiedziałych tu goroli płci obojga niż np. słowniczek!!! A
zatem- miłej edukacji!!!
I na koniec miła wiadomość. Po krótkich negocjacjach niebawem ukaże się, poprzedzony wywiadem, gościnnny post pewnej przemiłej Blogerki, z którą już zdążyłem się zaprzyjaźnić!
l