środa, 20 lutego 2013

Ech, życie...








     Na swoje życie spoglądam z dystansem, niezłomnie jednak uważam, że jest intrygujące, zaskakujące nieprzewidzianymi zwrotami, barwne i urodziwe. Nawet w swej nieuniknionej szarości ma tyle pięknych i subtelnych odcieni od perłowego, matowego blasku do wytwornego grafitu.

Uroda mego życia jest niepodważalna, toteż z wielkim smutkiem i współczuciem spoglądam na wszelkich malkontentów, mizantropów czy też outsiderów z własnego, nieprzymuszonego wyboru:

                                                 


Zgasnąć jak płomyk ogarka,
Tego nie robi się psu ani kotu1,
Na szczyt ciemnogóry miotając się targać,
Uciec od łez, krwi i potu.
Czmychnąć do niby to schronu,
Gdzie cisza wydzwania godziny niewiary,
Plecami do słońca, przyjaciół i domu,
Marzyć i chcieć nie do pary.

Sokoły bitewne wzór tkają na niebie,
Kto dojrzy, nie zbłądzi donikąd.
A myśli twe przaśne jak dzwony pogrzebne
I nic, na co gotów byś przysiąc.
A na to promienne uśmiechy dzieciaków
Zderzają się z tobą w dysonans,
Na przekór harmonii i ludzi, i ptaków,
Śnisz dalej banalny swój romans.

Nie dojrzeć jasnego poranka,
Tego nie robi się oknom i ścianom,
Nie wspomną cię lalki w przykrótkich ubrankach,
Nieważny też cmok na dobranoc.
Skoczyć do mdłego bajora,
Gdzie szlamu wystarczy na setki pamfletów,
Gdzie bańki bulgoczą: „Ty, fora ze dwora,
Ty won do krainy gadżetów.


 ______________________________________________________                                                                                        

1. Aluzja do wiersza Wisławy Szymborskiej „Kot w pustym mieszkaniu”.


 
     Podobnie jak w poprzednim poście, posłużyłem się mym najnowszym wierszem, który odbiega od poezji, którą uprawiałem przed laty. Zastosowałem tu metodę tradycyjną, respektującą
prozodyjny reżim, z tego prostego powodu, że teksty te są przeznaczone do śpiewania dla
singlowych” bardów. Ta szlachetna odmiana artystycznej prezentacji jest dzisiaj niszowa, niedoceniana, a nawet lekceważona i dezawuowana. A szkoda! Bo piosenki marynistyczne czyli odupie Maryni lub baśniopodobne – o siedmiu zbójach, nie tylko wychodzą mi już bokiem, ale wręcz wywołują odruchy wymiotne.
     Pora na odmianę ad maiorem Arte gloriam!


                                                              

                                                                            



                                                                                                

24 komentarze:

  1. Sztukmistrzu roztomiły,wzruszona pytam grzecznie - kiedy uciekamy , bo mnie takie postawienie sprawy nęci...Vale!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może lepiej, Andante, pogonić króliczka - go, go, gonić go!
      ściskam, tulę circa ebałt czule

      Usuń
  2. A ja myślałem, że to znaki mojego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naszego czasu, Kacprze! A pieprz tam znaki, patrz na serce!
      serdeczności

      Usuń
  3. Pozostaje mi pogratulować podejścia. Ja się jeszcze muszę wiele nauczyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo średnich stanów wieku średniego, Erinti, nieustannie się uczę! A zatem to chyba dla nas chwalebne, n'est pas?!
      ukłony

      Usuń
  4. No tak, takich pieśni już się nie śpiewa. Dobrze, że jeszcze się je pisze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście istnieje jeszcze, Bet, cudowny i akomercyjny nurt w piosenkarstwie zwany Krainą Łagodności, którego prekursorem i klasykiem był mój rówiesnik, śp. Wojtek Bellon.
      całuski

      Usuń
  5. bardzo mi sie podoba,ta odmiana...Klaterze,
    niech bardowie śpiewaja ku naszej uciesze,a maryni-stykę zostawmy na razie...haha
    pozdrówki miłe:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tak,mimo wszystko...niech żyje!

      Usuń
    2. ...i rozwija się niczem rozmaryn!

      Usuń
  6. Ech, życie, intrygujące już od narodzin. A'propos Klaterku, spóźniłam się, ale od serca życzę Wszystkiego Najlepszego!
    Buziaki**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najderdeczniej dziekuję, Błękitności Moje!!!

      Usuń
  7. a ja właśnie jestem mizantropem - nie kocham ludzi, kocham osoby...
    jestem też outsiderem - nie mam stadnego odruchu i nie lubię maszerować w szeregu...
    ale malkontentem nie jestem na pewno, co to, to nie...
    bulba :))...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Ptr, zarówno Twoja mizantropia jak i outsiderstwo wymyka się oficjalnym definicjom, bo to tylko umiłowanie wolności ducha! O malkontenctwo Cię wcale nie podejrzewam, wymaga to sporego treningu, bo w tym kraju mamy malkontentów zawodowych!
      pacisko

      Usuń
  8. Zmiany, odmiany zawsze są mile widziane... :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, JaGo, obym tylko w tych zmianach zachował umiar, bo może byc tak jak u Sztaudyngera - ja będe juz stały, a one siebedą zmieniały!
    całuńki

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio odnoszę wrażenie,że im więcej lat przybywa, tym życie wydaje mi się piękniejsze. Niegdyś wielkie problemy, zaczynają być drobnymi kłopotami.
    ***
    Czytałam ten wiersz i uśmiechałam się. Dlaczego? Jakiś taki bliski mi się wydał, "jakby mnie w nim zawarto"....
    ***
    Skorzystałam z zaproszenia. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze miło mi będzie Cię goscić. Wiekszość tutejszych komentatorów to zacna Wielka Emigracja z onetu! Ponadto tu strefa beztrollowa...
    ukłony & serdecznosci

    OdpowiedzUsuń
  12. Nasze pokolenie by to jeszcze zaśpiewało gorzej z naszymi dziećmi i wnukami ,pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukaj przyjaciół, gdzie pieśni śpiewają...
      kusiole

      Usuń
  13. w mdłym bajorze, wena pływa na peshka :))) nasumi

    OdpowiedzUsuń