piątek, 8 grudnia 2017

MINI - MINI; flesz

                                                                          


MAŁE JEST PIĘKNE ( z życia bakterii i wirusów) !!!

                                                      


poniedziałek, 4 grudnia 2017

Barbórkowo

Na ukochanym mym Śląsku, dziś wyjątkowo obchodzi się IMIENINY! Tyle tylko, że jest to Święto zazwyczaj... męskie:
                                                                              

     W dniu Waszej Patronki, św. Barbary, Szanowna i Wspaniała Braci Górnicza - Szczęść Boże!!!

     Nie śmiałbym jednak zapomnieć o naszych Solenizantkach!

                                                                           

                                                                          

     Barbary, Basie, Baśki, Basienki, Basiunie, Basice i Barbórki! Wraz z Najsłodszymi Życzeniami, całuję i tulę, tak w ogóle i w każdym szczególe!!!
     A jako prezent - wierszyk. By w pełnej konsyliacji zbratać dwie Tradycje, tekst napisałem w mowie mojej domowej:

Andrzej Skupiński  

                   Baśka i taśka

Wytargała Baśka ze szranku swojo taśka,
Na byzuch się szykowała, a bez taśki jak?!
Wiedzóm przeca sómsiadki, familyjo cało,
Ze Urzóndzynie Baśka bez taśki niy działo,
Choby ta baba ze śpiywki, kiero sieje mak!
Po ranty nafolować chce ta taśka Baśka:

Sztriknadle, lipsztift, trzi knefle  łod przigody,
Ku tymu monatbindy, dwie brałzy do wody,
I bajtlik na fyniole, na rube zaś briftasia,
Nudelkula na buksów tyż tam wrazi Basia…
Jegły , drzewiany grzibek, cwist i inksze nici,
Na smak tyż szokolada, fóncla, co by poświycić,
Klucze do swoji ajncli i tyn dupny łod bramy,
Ze wszyjskim dowo się rady, bo wprzódzi suchała mamy.
Zbiyrają się tam do kupy nojwiynksze klachule,
Loblece się w klajd z pakietu, co by im rosły gule.

Kiej we dźwiyrze zaklupie, bydzie miała jak z górki,
Bo na byzuch się złażóm same ino Barbórki!!!

                      Słowniczek
     (w kolejności występowania wyrazów)

Taśka – tu: torebka damska
Szrank – szafa
Byzuch – właściwie odwiedziny; tu: przyjęcie
Familyjo – rodzina
Kiero - która
Nafolować – załadować, napełnić
Sztriknadle – druty do robótek
Lipsztift – szminka do ust
Knefle – guziki
Łod przigody – tu: na wszelki wypadek
Monatbindy – podpaski
Brałzy – tu: oranżady w proszku
Bajtlik – portmonetka
Fyniole – drobne monety; także: klepoki
Rube – tu: banknoty o wysokich nominałach
Nudelkula – wałek do ciasta
Buks – tu: chuligan
Wrazić – włożyć
Jegły – igły
Cwist – nić do cerowania
Fóncla – latarka
Ajncla – mieszkanko jednoizbowe
Wprzódzi – tu: w przeszłości
Klachule – plotkarki
Łoblyc – ubrać, włożyć coś na siebie
Klajd – sukienka
Pakiet – tu: paczka (z Niemiec)
Dźwiyrze – drzwi
Zaklupać – zapukać

     Istnieje już wprawdzie oryginalna pisownia śląska, ale mnie przypomina to transkrypcję fonetyczną, stosowaną w przypadku przybliżenia wymowy języków obcych.
     Zastosowałem więc przybliżoną fonetykę, z tą uwagą, że „ó” wymawiamy jako ”o” pochylone, dźwięk pośredni „o/u”.

RADOSNEGO ŚWIĘTOWANIA!!!

                                          




Dodatek nadzwyczajny – DOBRANOCKA

     Gdzieś na finlandzkich bezdrożach, w pobliżu północnego bieguna ziemskiego….

- Stary, wstawaj, już czas!

- Odpie*dol się, jeszcze ciemno…

- Zwlekaj się z tego wyra, już parzę kawę…

- A dlaczego masz takie duuuże uuuszy?!

- Nicky, nie wpieprzaj mnie, już szykuję kąpiel!

- A kto ci przyprawił te rooogi?!

- Nikuś, o. k., zrobiłem ci bloody mary na wyprostowanie, ale błagam, wstawaj wreszcie, czas ucieka!

- A kim ty właściwie jesteś, dziwolągu?!!!

-  Jak to kim?!!! To ja, Rudi, twój Renifer Naczelny !!!

                                                                                 
                                        ***

    
     Już od świtu bladego wszystko było nie tak! Najbardziej dotąd niezawodne Elfy, ogłosiły strajk włoski i zaczęły masowo produkować takie badziewie, że Nicky momentalnie odczuwał odruchy wymiotne!

     Bloody Mary pomogła tylko na chwilę, a cały zapas old finest scotch single malt whisky wyparowała za sprawą Nikusia Jr., który dał nogę w tropiki, uchylając się od płacenia zaległych alimentów, zasądzonych na rzecz Królewny Śnieżki.

    Kiedy był w łazience, by zrobić się szybko na człowieka, to zaprzyjaźnione myszy, szczury i wiewiórki zeżarły mu jego ulubioną owsiankę, przygotowaną uprzednio przez ukochaną żoneczkę.

    Walnął pustym talerzem o ścianę, a żałosnych skorup nie było czym posprzątać, bo żoneczka udała się z właściwym sprzętem do sąsiadki Barbary, aby jej pomóc jej w porządkach po imieninowym babskim combrze.
    Wku*wiony do białej gorączki Nicky usłyszał wtedy dzwonek u drzwi. Otwiera, a tam stoi uśmiechnięty, cudownej urody Aniołek trzymający choinkę. Zagaił do Nikusia swym słodziutkim głosikiem:

- Wesołych Świąt, Mikołaju! Mam dla ciebie choinkę, prawda, że jest taaaka duuuża iu taaaka śliiiczna? Gdzie mam ją wsadzić?

    Wierni tej tradycji Tatusie i Mamuśki, ubierając choinkę ze swymi pociechami, zazwyczaj umieszczają na jej szczycie cudnego, uśmiechniętego Aniołka!!!

                                                         

                                                                       





 



czwartek, 30 listopada 2017

O jejku, Andrzejku

                                                                          



Andrzejkową nocą
Me sny się trwożą i pocą,
Wygasłe miłości rdzewieją,
Kosmate me myśli łysieją.
Toteż wybaczcie, Kobiety,
To andropauza, niestety!

                                                    

      Przy korekcie poprzedniego postu znikł mi ten, aktualny. Znacie zapewne wiele andrzejkowych wróżb, które wg tradycji powinny odbyć się ubiegłej nocy i z którymi to zapewne się tu podzielicie.
Liczę na Was!
Wszystkim Andrzejom, Imiennikom  Szanownym a Zacnym Wszystkiego Najwspanialszego!
     Szczególne życzenia przesyłam Andrzejowi Rawiczowi - Anzai, który w tak perfekcyjny sposób tu zagościł w poprzednich postach! Za jego zdrowie kusztyczek wychylę!

                                             

poniedziałek, 20 listopada 2017

"Czy jestem nieudacznikiem, który nie ukradł pierwszego miliona?!!!" - post gościnny Anzai


W związku z niefortunnym wypadkiem jakiemu uległ nasz sympatyczny autor bloga zostałem przez Niego upoważniony do skorygowania błędów edycyjnych jakie pojawiły się podczas edytowania ostatniego wpisu. Nie czując się na siłach dorównania mistrzowi poniżej wprowadzę tekst jaki zaproponowałem Klaterkowi. Oto on:


Mając zaszczyt ponownego wystąpienia na blogu Art Klatera chciałbym podziękować właścicielowi bloga za udostępnienie tego bloga, oraz wszystkim komentatorom, którzy wzięli udział w tej zabawie i zagościli tutaj, i podzielili się swoimi cennymi uwagami. Nie będąc pewnym, czy post konfesyjny jest najlepszym rozwiązaniem w sytuacji - gdy wszystkie dane o mnie opublikowałem na swoich blogach, i można bez problemu do nich dotrzeć - tutaj tylko przypomnę, skomasuję, i uzupełnię niektóre z nich.


Urodziłem się w tym małym niepozornym domku

w ostatnich dniach grudnia 1950 r. Domek, jeden z wielu przeznaczanych do sprzedaży w latach międzywojennych, musieliśmy zasiedlić, aby go nie stracić w myśl nowych przepisów wywłaszczeniowych.
Przodkowie moi od trzeciego pokolenia mieszkali w Łodzi jednak ich genealogiczne korzenie są bardziej skomplikowane, bo przed powstaniami z 1830 i 1863 r. mieszkali w pobliżu Krakowa, a zmuszeni do ucieczki przenieśli się do Wilna, Lwowa i Warszawy. O tych perypetiach pisałem na blogu "LegionyPolskie".


Zdjęcie poniżej

to jedno z wielu publikowanych na w.wym linkach. Stojący, pierwszy z prawej to mój ojciec. Ze zdjęciem tego domu wiążą się najmilsze wspomnienia i legendy rodzinne, bo tu przebywali wszyscy znani mi osobiście członkowie rodziny.

Wśród wielu skrajnych zainteresowań (przez wiele lat uprawiałem judo, kulturystykę i ... taniec towarzyski) najdłużej zachowało się zamiłowanie do radioamatorstwa oraz fotografiki. Z pierwszego hobby dorobiłem się podyplomowej specjalizacji, natomiast fotografika przyniosła zupełnie nieoczekiwane rezultaty, bo moich rodziców zaprowadziła ... przed oblicze Sądu Rodzinnego. Piszę o tym tutaj:
http://foto-anzai.blogspot.com/2013/06/
I tak fotografika skierowała moje zainteresowania w stronę płci pięknej, co spowodowało, że stan "kawalarski" zachowałem aż do 40 r.ż.




Z oczywistych względów nie publikuję na blogu swoich najlepszych zdjęć, bo te z reguły wystawiane są w innych profesjonalnych miejscach i niestety tam są podpisywane przeze mnie, albo przez wystawców, co kłóci się z moimi oczekiwaniami zachowania anonimowości. Na "foto-anzai" pojawiają się wprawdzie zdjęcia moich dziewczyn i modelek sprzed 1984 r., np. to prezentowane wyżej, ale związane są tematycznie nie z osobą na zdjęciu, a wyłącznie z technikaliami, tak jak np. tutaj z zagadnieniem oświetlenia motywu zdjęciowego (strzałkami zaznaczyłem kierunek źródeł światła).


Nie wiem jakim cudem udało mi się (mnie dziecku zaplutych karłów reakcji) przebrnąć przez okres PRL i nie ubrudzić się PZPR-em, policją polityczną, czy NSZZ "Solidarność". Być może głównym powodem było to, że ... chciałem być w tych organizacjach, ale na swoich warunkach. Przymierzam się do napisania dłuższego eseju na ten temat, bo do dzisiaj nie rozumiem jak mógł mi wpaść do głowy pomysł zostania agentem "007 zgłoś się"? Oczywiście wtedy, w latach 70. ub.w. nie wiedziałem, że aby być polskim J. Bondem, to wcześniej trzeba zaliczyć PZPR i tajną agenturę. Teraz podejrzewam, że ta moja niewiedza uchroniła mnie przed kompromitacją.


Niestety po wprowadzeniu stanu wojennego władza polityczna i wojskowa wyciągnęła po mnie łapy, i zostałem zmilitaryzowany na swoje i władzy nieszczęście, co opisałem tutaj:
http://anzai.blog.onet.pl/2014/05/27/moje-male-potyczki-z-generalem/
Do rozwodu z mundurem doszło po dwóch latach, bez orzekania winy. W nową III RP wkroczyłem więc dumnie z podniesioną głową, jako nie należący do PZPR, sympatyzujący z "Solidarnością" i pozytywnie, nawet dwukrotnie, zweryfikowany w kontekście "czystości politycznej i moralnej". To otworzyło drogę do awansów zawodowych, biznesowych i politycznych. Otrzymałem kilka propozycji t.zw. "wysokiego szczebla" z których jednak nie skorzystałem.


Czy jestem więc nieudacznikiem, który nie ukradł pierwszego miliona, i nawet nie otworzył biznesu przenosząc się np. ze sprzedaży ulicznej (jak  jeden z największych miliarderów Z. Solorz) na wyżyny kariery politycznej i zawodowej? To pytanie zadawałem sobie często w okresie transformacji systemowej, ale wtedy już byłem ukąszony strzałą Amora. Poprzestałem więc na kontestowaniu tworzonych i łamanych karier zawodowych tych co skorzystali. W nowej III RP nadal kontynuowałem pracę w zawodzie elektronika i pedagoga, jednak potrzeby rynku spowodowały, że oba te zawody musiałem uzupełnić specjalizacjami podyplomowymi. I tak stałem się zalegalizowanym informatykiem. i psychologiem.


Dość miłą odskocznią od pracy zawodowej okazała się praca społeczna. Już pod koniec lat 70. ub.w. zostałem wybrany społecznym inspektorem pracy, a potem ławnikiem, i kuratorem społecznym. Tymi obszarami działalności zajmowałem się do okresu 2006-2012. Gdy już przymierzałem się do przejścia na wcześniejszą emeryturę otrzymałem propozycję podjęcia pracy w wymarzonym zawodzie psychotronika, którą właściwie kontynuuję do chwili obecnej. Nadal też, na zasadzie zleceń zajmuję się grafiką komputerową. Czy zmieniłbym coś, mając możliwość cofnięcia się o 30 lat? Mam nadzieję, iż na to filozoficzne pytanie odpowiemy sobie wspólnie, do czego zapraszam.  


PS. Poniżej pozostawiam niedokończony tekst autora wpisu.                                           
 
                                         

     Tak jak zapowiedziałem w komunikacie z poprzedniego postu, publikuję dziś występ gościnny Anzai. 
Nie będzie to ostry felieton polityczny, dalszy ciąg historii legionowej czy odkrywanie kolejnych tajników artystycznej fotografiki.

     W swym poście Gość ponownie otwiera się przed Wami, nie tracąc przy tym, niekiedy ironicznego, dystansu do siebie!

                                            
                                                           3HD?!!! 

      Mając zaszczyt ponownego wystąpienia na blogu Art Klatera chciałbym podziękować właścicielowi bloga za udostępnienie tego bloga, oraz wszystkim Komentatorom, którzy wzięli udział w tej zabawie i zagościli tutaj, oraz podzielili się swoimi cennymi uwagami. 

     Nie będąc pewnym, czy post konfesyjny jest najlepszym rozwiązaniem w sytuacji - gdy wszystkie dane o mnie opublikowałem na swoich blogach, i można bez problemu do nich dotrzeć - tutaj tylko przypomnę, skomasuję, i uzupełnię niektóre z nich.

Urodziłem się w tym małym niepozornym domku w ostatnich dniach grudnia 1950 r

                                                


Domek, jeden z wielu przeznaczanych do sprzedaży w latach międzywojennych, musieliśmy zasiedlić, aby go nie stracić w myśl nowych przepisów wywłaszczeniowych.


     Przodkowie moi od trzeciego pokolenia mieszkali w Łodzi jednak ich genealogiczne korzenie są bardziej skomplikowane, bo przed powstaniami z 1830 i 1863 r. mieszkali w pobliżu Krakowa, a zmuszeni do ucieczki przenieśli się do Wilna, Lwowa i Warszawy. 
     O tych perypetiach pisałem na blogu "Legiony Polskie".



Zdjęcie poniżej to jedno z wielu publikowanych na moim blogu wg podanych Klaterowi linków.
                                          
Stojący, pierwszy z prawej to mój ojciec. Ze zdjęciem tego domu wiążą się najmilsze wspomnienia i legendy rodzinne, bo tu przebywali wszyscy znani mi osobiście członkowie rodziny.


     Wśród wielu skrajnych zainteresowań (przez wiele lat uprawiałem judo, kulturystykę i ... taniec towarzyski) najdłużej zachowało się zamiłowanie do radioamatorstwa oraz fotografiki. 
     Z pierwszego hobby dorobiłem się podyplomowej specjalizacji, natomiast fotografika przyniosła zupełnie nieoczekiwane rezultaty, bo moich rodziców zaprowadziła ... przed oblicze Sądu Rodzinnego. Piszę o tym tutaj:
                                            


     I tak fotografika skierowała moje zainteresowania w stronę płci pięknej, co spowodowało, że stan "kawalarski" zachowałem aż do 40 roku życia.

     Z oczywistych względów nie publikuję na blogu swoich najlepszych zdjęć, bo te z reguły wystawiane są w innych profesjonalnych miejscach i niestety tam są podpisywane przeze mnie, albo przez wystawców, co kłóci się z moją intencją zachowania anonimowości. 
     Na "foto-anzai" pojawiają się wprawdzie zdjęcia moich dziewczyn i modelek sprzed 1984 r., np. to:

                                           
 
Związane są tematycznie nie z osobą na zdjęciu, a wyłącznie ze profesjonalnymi technikami, tak jak np. tutaj z zagadnieniem oświetlenia motywu zdjęciowego (strzałkami zaznaczyłem kierunek źródeł światła).



      Nie wiem jakim cudem udało mi się (mnie dziecku zaplutych karłów reakcji) przebrnąć przez okres PRL i nie ubrudzić się PZPR, policją polityczną, czy NSZZ "Solidarność".

     Być może głównym powodem było to, że ... chciałem być w tych organizacjach, ale na swoich warunkach.      Przymierzam się do napisania dłuższego eseju na ten temat, bo do dzisiaj nie rozumiem jak mógł mi wpaść do głowy pomysł zostania agentem "007 zgłoś się"? 
     Oczywiście wtedy, w latach 70. ub.w. nie wiedziałem, że aby być polskim J. Bondem, to wcześniej trzeba zaliczyć PZPR i tajną agenturę. Teraz podejrzewam, że ta moja niewiedza uchroniła mnie przed kompromitacją!!! 
     Niestety po wprowadzeniu stanu wojennego władza polityczna i wojskowa wyciągnęła po mnie łapy, i zostałem zmilitaryzowany na swoje i władzy nieszczęście, co opisałem tutaj:


 Do "rozwodu" z mundurem doszło po dwóch latach, bez orzekania winy. W nową III RP wkroczyłem więc dumnie z podniesioną głową, jako nie należący do PZPR, sympatyzujący z "Solidarnością" i pozytywnie, nawet dwukrotnie, zweryfikowany w kontekście "czystości politycznej i moralnej". To otworzyło drogę do awansów zawodowych, biznesowych i politycznych. Otrzymałem kilka propozycji  "wysokiego szczebla" z których jednak nie skorzystałem.  

     Czy jestem więc nieudacznikiem, który nie ukradł pierwszego miliona, i nawet nie otworzył biznesu przenosząc się np. ze sprzedaży ulicznej (jak  jeden z największych miliarderów Z. Solorz) na wyżyny kariery politycznej i zawodowej? 

     To pytanie zadawałem sobie często w okresie transformacji systemowej, ale wtedy już byłem ukąszony strzałą Amora.        Poprzestałem więc na kontestowaniu tworzonych i łamanych karier zawodowych tych, co skorzystali. 

     W nowej III RP nadal kontynuowałem pracę w zawodzie elektronika i pedagoga, jednak potrzeby rynku spowodowały, że oba te zawody musiałem uzupełnić specjalizacjami podyplomowymi. 

     I tak stałem się zalegalizowanym informatykiem i psychologiem.

     Dość miłą odskocznią od pracy zawodowej okazała się praca społeczna. Już pod koniec lat 70. ub.w. zostałem wybrany społecznym inspektorem pracy, a potem ławnikiem, i kuratorem społecznym. Tymi obszarami działalności zajmowałem się do okresu 2006-2012. 
     Gdy już przymierzałem się do przejścia na wcześniejszą emeryturę, otrzymałem propozycję podjęcia pracy w wymarzonym zawodzie psychotronika, którą właściwie kontynuuję do chwili obecnej. Nadal też, na zasadzie zleceń zajmuję się grafiką komputerową. Czy zmieniłbym coś, mając możliwość cofnięcia się o 30 lat? 
      Mam nadzieję, iż na to filozoficzne pytanie odpowiemy sobie wspólnie, do czego zapraszam.


     Ten gościnny post publikuję z największą przyjemnością. Ośmielę się przypomnieć, że tu, na blogspocie, publikowali  i wywiadów udzielali: JaGaHania - MalinkaStokrotkaPKanaliaLeszek Kowalikowski i Piotr z "Mozaiki Rzeczywistości".

     Jeżeli nadarzy się okazja, to warto byłoby przygotować, w niedalekiej przyszłości, post z udziałem wszystkich mych Wspaniałych Gości!

    Byłaby to zabawa przyjemna a pożyteczna!