poniedziałek, 23 października 2017

Szczęśliwa dwunastka - post rocznicowy


                                                                               


     Parę dni temu minęło 12 lat, odkąd zacząłem blogować. Dokładnie już nie pamiętam, kto mnie do tego namówił i kto polecił mi onet.

     Przy pomocy mego nastoletniego syna założyłem tam stronę blogową pod adresem:

                             artklater.blog.onet.pl

 Zapoznajcie się, proszę, z moim pierwszym blogowym postem:

 przywitanie


Witajcie sąsiedzi, bracia i siostry, partyjni, niezrzeszeni, poukładani, nieprzystosowani, przyjaciele
i ewentualni wrogowie, o ile gnaty zostawią w depozycie w szatni!
    Za namową moich nieocenionych młodych przyjaciół założyłem tego bloga  ku radości własnej
jak i Waszej, o ile będziemy mieli ze sobą po drodze.
    Jestem młody, czuje  się młodo i lgnę do młodych i nie ma to nic wspólnego z moją metryką urodzenia, być może to skaza mego charakteru… Na moim blogu Wszyscy mogą mówić Wszystko,
niezależnie od poglądów, wyznania, preferencji seksualnych czy typu urody… Jestem wprawdzie zdecydowanym mężczyzną rodzaju męskiego i preferuję kobiety rodzaju żeńskiego (mogą mieć nawet 16 lat, byle by tylko młodo się czuły i tak samo wyglądały) , czasami jednak bliższy jest mi urok męskiej szatni niż damskiej sypialni!!! Można zatem ty od biedy też świntuszyć, byle z klasą,
w myśl przykazania mojego ulubionego świntucha Andrzeja Mleczki: „Nie pieprz bez sensu!” Mile
widziane będą wiązanki wierszowane! Dla zachęty i przykładu podaję takowe w wersjach: a) soft
i b) hard

    a)                Docent doktor Niewierny św. Tomasz
                       Powątpiewał w zalety kondoma
                       Żalił się przy rumie
                       Na gumie tak nie umie
                       Takich głupków wypuszcza Sorbona

    b)                Zacny Fredro tj. hrabia Olo
                       Za miłosną optował swawolą
                       Smacznie i dowcipnie
                       Wierszował o cipie
                       A te chamy i tak to pierdolą

    Oczekuję Was zatem Zacni Blogerki i Blogerzy! Czym stronka bogata…     

                        



Kategorie: Bez kategorii

8 Komentarze


  1. http://0.gravatar.com/avatar/ad516503a11cd5ca435acc9bb6523536?s=64~ewi
    17 października 2005 o 12:48

Hejka. Świetny blogasek :-). Fajnio piszesz… W wolnej chwilce wpadnij do mnie z rewizytką na http://23-07-1987.blog.onet.pl Pozdrawiam :-)


  1. http://0.gravatar.com/avatar/ad516503a11cd5ca435acc9bb6523536?s=64~Johny
    17 października 2005 o 15:50

Witam, wielkie dzięki za cenne rady, są naprawdę mądre a tak poza tym – człowiek ma tyle lat na ile się czuje bowiem starzeje się jedynie ciało a dusza pozostaje wiecznie młoda. Fajny blog, będę tu często zaglądał. Pozdrawiam


  1. http://0.gravatar.com/avatar/ad516503a11cd5ca435acc9bb6523536?s=64~art_klater
    17 października 2005 o 17:27

O,dzięki Wam,goście za okazane łaski… prośba o dalsze…Chata moja skraja,U powały jaja,A te głupie siksyMyślały, że czipsy!!! Uzupełniam wiadomości o sobie: początkujący, obiecujący artystaod jutra wybitny…Lubię śpiewać, lubię tańczyć, lubię zapach pani Hańci(gabaryty oraz adres – poufne), nie znoszę buraków i złotych jajek…Bywa jednak, że mam dość przyziemności i szybuję wtedy w wyższychrejonach abstrakcji, gdzie również zapraszam! Art Klater


  1. http://0.gravatar.com/avatar/ad516503a11cd5ca435acc9bb6523536?s=64~agusia718@buziaczek.pl
    17 października 2005 o 18:04

Dzięki za odwiedzinki i masz racje…mamy tyle lat na ile się czujemy. Szara rzeczywistość jest wystarczająco przykra-najlepiej częstować się każdą kroplą szczęścia-skądkolwiek ona spada. Bardzo mądrze piszesz-ten komplement osnuty jest nutką słodyczy którą Ci przekazuje byś trwał w pisaniu.Pozdrawiam Anioł we mgle



jestem leniwy, cieszę się, że doprowadzasz mnie do porządku!już piszę… ANIELE MÓJ !!!



Porządek jest rzeczą świętą-widzę że się starasz…zajrzyj kiedyś do mnie tak „spontanicznie” ;)Anioł we mgle


  1. http://0.gravatar.com/avatar/ad516503a11cd5ca435acc9bb6523536?s=64~fiolet_anulki
    27 listopada 2005 o 13:59

Brzmisz nieźle… :)) Czytam dalej.. :)) Ps. Dzięki za zaproszenie.


  1. http://0.gravatar.com/avatar/ad516503a11cd5ca435acc9bb6523536?s=64cammeleon@poczta.onet.pl
    9 maja 2007 o 22:43

No to ja się przywitam po latach :Dha!



     Rzuciłem się wtedy na głęboką wodę, bo nawet z pisaniem w Wordzie nie za bardzo sobie radziłem, nie mówiąc już o przeróżnych obrazkach, załącznikach, linkach itp.Tak w biegu stawałem się blogerem całym pyskiem i to już mi chyba tak pozostanie.
     Pięć lat temu przeniosłem się tutaj, bo stwierdziłem, że blogspot w obsłudze jest o wiele prostszy i bardziej przyjazny. Nie byłem w tym odosobiony i przypominam sobie, że nas, uchodźców, nazwano wtedy nobliwie - WIELKĄ EMIGRACJĄ!!!
     To jedynie krótkie pięć lat, a już pozyskałem stałych Komentatorów, nowi dołączają do tego Zacnego Grona, a ci, którzy zajrzeli tu przypadkiem, też chyba nie mają czego żałować.
No, to bawmy się nadal, bo zabawa to przyjemna a pożyteczna!

                                      

poniedziałek, 16 października 2017

Nie aż taka stara baśń



Dawno już Wam nie opowiadałem baśni, toteż naprawiam ten błąd:


                                                       


      W pewnej szczęśliwej krainie, mlekiem i miodem płynącej, gdzie krajobrazy zapierały dech w piersiach, człowiek dla człowieka był wiernym psem, a nie wilkiem, mężczyźni byli uczciwi, szlachetni i waleczni, kobiety zaś urodziwe, łagodne, wrażliwe i mądre, z jaja jakiegoś wrednego i podstępnego węża wykłuło się straszne COŚ.

     Umiało przeobrażać się w przeróżne groźne postaci: nieposkromionego żywiołu, krzewu gorejącej nienawiści, w pioruny kuliste i strzeliste i zatrute kłamstwami studnie, itp.,itp…

     Istocie owej paskudnej wszystko to było za mało! Postanowiła zatem przyoblec postać męża o pospolitej fizys i nikczemnej posturze.

     I tak rozpoczął się istny festiwal podłości: zaginięci bez śladu mężczyźni, niewolone seryjnie kobiety i pranie maleńkich mózgów niewinnych dzieci.

 Rada Starszych Krainy na sekretnym posiedzeniu postanowiła wysłać w szeroki świat posłańca, Jasia Wędrowniczka, na poszukiwanie uniwersalnego Rycerza Wybawcy

                                                      

      Szczęśliwie, po paru dniach wędrówki natknął się na Rycerza Giganta. Ten uprzejmie go wysłuchał i stwierdził:

- Owszem, mogę wam pomóc, ale nic na łapu – capu! Muszę dokładnie zorientować się w mych zasobach, tak materialnych jak i ludzkich, opracować jakąś optymalną strategię, a przynajmniej bussines plan! Zajmie mi to mniej więcej miesiąc.

- Niestety, Ekscelencjo Gigancie! Mamy nóż na gardle, a za miesiąc nie pozostanie po nas żaden ślad, nawet w Wikipedii! Przepraszam Cię, że zmarnowałeś ze mną tyle Twego cennego czasu!

Niezrażony swym pierwszym niepowodzeniem dzielny Jaś udał się na dalsze poszukiwania. Po tygodniu dotarł do Rycerza Standard. Ten również uważnie i życzliwie go wysłuchał i rzekł:

- Z mego zawodowego tytułu wynika, że mieszczę się w hierarchii średniego szczebla, a zatem moje kompetencje i możliwości też są średnie. Przede wszystkim nie działam sam. Wspomaga mnie liczne grono pijarowców, doradców i ekspertów. Zanim rozważymy wszystkie możliwe opcje, niezbędnych jest kilka publicznych debat, fachowych gremiów, obszernych opracowań, oddolnych burz mózgów, zanim ogłoszone zostaną jakiekolwiek prognozy. Potrwa to przynajmniej pół roku.

- Za pół roku, Sir Standard, to, co najwyżej, możesz o nas poczytać w jakieś apokryficznej Ewangelii! Kłaniam się i odchodzę, smutny i bez winy.

U kresu swej wędrówki uparty Jaś spotkał człowieka swej ostatniej nadziei – Rycerza Mini. Ten nawet nie wysłuchał go do końca i wypalił:

- Mam dla was jedyne możliwe rozwiązanie tego problemu i to na już. Dla większości mieszkańców mam dokładnie i szczegółowo opracowany plan natychmiastowej ewakuacji. Odchodząc stąd zabierzcie jedynie tyle gnoju i gruzu, ile się tylko da.

Natomiast dla resztek waszych elit mam coś ekstra! Oto zestaw długoterminowych wiz do USA, Chin i Rosji. Proces naprawy potrwa parę dobrych lat, a może nawet dziesięcioleci. To moja jedyna i ostateczna oferta!


Niestety, Jaś nie doczekał...

Tak oto optymistycznie kończy się moja baśń. Dodam jeszcze, że podróże kształcą… wykształconych. Mam nadzieję, że kiedyś i ciemny lud to kupi...

                                             

 


KOMUNIKAT SPECJALNY

Dziś, 17 października br., minęło 12 lat mego blogowania. Dziękuję Wszystkim Najdroższym Komentatorom, którzy tu kiedyś trafili, tym, którzy regularnie tu zaglądają i tym, którzy, choćby przypadkowo tu trafią!
Post okolicznościowy opublikuję mniej więcej za tydzień.
DO MIŁEGO ...





niedziela, 8 października 2017

Rzecz ludzka - flesz

                                                                             


     "Pesymista widzi ciemny tunel, optymista widzi światło w tunelu, realista widzi światła pociągu, maszynista widzi trzech debili na torach." - anonimowe z sieci



                                                                          

wtorek, 5 września 2017

Pan Mężalski



     Przyznaję, rzadko dzielę się z Wami moimi najzupełniej prywatnymi sprawami.  Taka przecież była idea prablogów, toteż do niej powrócę, do źródeł.

Kubcio,  Pączuś - tak pieszczotliwie nazywaliśmy tego rozkosznego dzieciaka, zaskakującego tak pytaniami jak i poważnymi sentencjami o życiu, które nie tylko nas bawiły, ale niezmiennie rozczulały.

     Z dzieciątka przepoczwarzył się w zadziornego nastolatka, a minęło parę dobrych lat, zanim okrzepł w swej prawdziwej dorosłości. Teraz dzieci, kobiety i zwierzęta wprost go uwielbiają, a on obdarza je szczerą wzajemnością.

                                                                                 



I przyszedł na niego czas. Rozsądnie odczekał parę lat w narzeczeństwie, by w tym czasie ukończyć dwa fakultety i ustabilizować swoją sytuację tak zawodową jak i materialną.

     Szkoda, że jego ojciec, w swoim czasie, nie był tak świetnie zorganizowany i poukładany! Wcale nie ubolewam nad tym, że nie jest moim lustrzanym odbiciem, bo patrząc na to szerzej, ontologicznie, przy takiej opcji, do dziś nie zeszlibyśmy z drzew.

     Zatem odpowiednie podpisy zostały złożone, a obrączki założone na serdeczne palce.


                                                                       


Moje ostatnie słowo zawarłem w mowie weselnej:

„(…) Kubusiu, jesteś prawdziwym dzieckiem szczęścia! Nie dość, że ożeniłeś się z prześliczną, dobrą i czułą kobietą, to jeszcze los obdarzył Cię wspaniałą i niesamowitą… teściową. Toż to ósmy cud świata!!!

     Sandro, od dziś masz świetnego męża. Doskonale zorganizowanego, rzutkiego, a przy tym delikatnego, czułego i odpowiedzialnego. Racja, że bywa nieraz nadopiekuńczy i być może upierdliwy, ale to tylko tzw. dobrodziejstwo inwentarza. Od Ciebie przecież też dużo zależy, abyś umiała, w razie potrzeby tak nad nim zapanować, aby on zapanował nad sobą. Zostaw mu też w ewentualnych potyczkach ostatnie słowo. Przynajmniej po to, aby mógł cię prosić o przebaczenie…”

                                                          

Nie uniknąłem przy tym nostalgicznych wspomnień sprzed dwudziestu dziewięciu lat:


                                                                                    

Na koniec wypada Wam życzyć, Kubusiu i Sandro, że nie tylko pobraliście się, ale i dobrali!

A mnie z kolei trzeba tylko cierpliwie czekać na kolejne… świadome dziadostwo!