niedziela, 22 marca 2015

...potato fields forever...

                                                                            


Ziemniak to roślina taka,
która wszystkim robi smaka.
Na ziemniaka sposób taki
zrobisz z niego w mig przysmaki.
Czipsy, frytki i paluszki
chętnie zjedzą też maluszki.
Ziemniak nigdy się nie znudzi,
chęć do życia w ludziach budzi.
Znany jest na całym świecie,
dzięki niemu rośnie dziecię.
Jaki morał z tego mamy?
Jedz kartofle, nie bądź chamem!

(anonimowe, znalezione w necie)

                                                         K L I K  

      Dziś proponuję odetchnąć nieco od przedwyborczej zadymy poświęcić się i sztuce kulinarnej. Odgrażałem się przecież w mej krótkiej blogowej wizytówce, że jestem także smakoszem!
    Polecę Waszym podniebieniom specjał europejskiej kuchni kontynentalnej, bardziej popularny w środku i na wschodzie naszego kontynentu niż na dekadenckim Zachodzie… Ale i tam tym się, exactly, delektują!
    Francuzi nazywają to danie „Les pommes de terre au sauvage”, Niemcy - „Die Suessenwildkartoffeln", a my po prostu Kartofle po męsku” lub „Sałatkę ziemniaczaną na dziko”!

                                                           
                                                           



                                                                           K L I K

      Oto przepis:


     "Bierzemy wiadro ziemniaków, które to bulwy dokładnie płuczemy i starannie obieramy.Teraz należałoby pokroić je w drobną kostkę, ale nam się nie chce, zatem partiami wrzucamy to cuzamen do miksera i dobrze, i z głowy! 
Teraz dodajemy sól, ale soli… nie ma!
     W zamian wrzucamy do otrzymanej pulpy rodzynki, kandyzowaną skórkę pomarańczową, garść suszu owocowego, wymoczone w białym winie migdały, słodzimy obficie cukrem trzcinowym, ewentualnie zalewamy to starym kompotem z agrestu i usilnie zastanawiamy się, co dalej?! 
     Z kolei czeka nas najważniejszy etap – smażenie!!! Usilnie szukamy masła, smalcu, margaryny lub banalnego oleju z pierwszego tłoczenia…
Ale… nie ma!!! 
     Pod ręką znalazła się odrobina drożdży… Wrzucamy śmiało! Będzie ciasto!!! Prawdziwy i oryginalny wszechpolski i partriotyczny domowy wypiek!!! I kto nam podskoczy?!
Przerwa w dostawie gazu i nici, kurde, z pieczenia!!! 
     W stanie silnego wzburzenia emocjonalnego, aby oszczędzić sobie wstydu przed Rodziną, potajemnie zlewamy tę obrzydliwą breję do zapasowego tzw. baniaka i ukradkiem wynosimy to świństwo do piwnicy!!!
    Po trzech tygodniach schodzimy, niby przypadkiem do tejże piwnicy, w towarzystwie sąsiada, rodem z Kielecczyzny, w celu rzeczowej i profesjonalnej debaty na temat „Co dalej?!”
    Sąsiad, wyspecjalizowany dietetyk i dyplomowany specjalista od zdrowej żywności, na pewno doprowadzi sprawę do szczęśliwego końca!
  
    Czysta kobieta i czysta konsumpcja czystej po zachodzie słońca...

                                                                               K L I K


Wypada Wam życzyć powodzenia, udanej degustacji i…
NA ZDROWIE !!!



                                                                             K L I K 


                                                               

48 komentarzy:

  1. Aż brzuszek rozbolał ze śmiechu! Lekarstwo? Oczywiście przedestylowany kartofelek!!!! Przepis wklejam do faworytów :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, a miało być ku zdrowotności!
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  3. I pomyśleć, że w chwili, gdy przeczytałam o wiadrze ziemniaków na sałatkę, od razu dostałam olśnienia :)))) Bo przecież co innego z j e ś ć wiadro ziemniaków, a co innego w y p i ć :) Genialne, pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba się, Anulo, zarumieniłem...
    w Twoje rączki suplikuję

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisałeś ten tekst przed albo po tej,, sałatce" hehe..

    OdpowiedzUsuń
  6. Byś niy miała mie za chapsa,
    Charknij, Uśka, sy mnóm sznapsa!
    dziubeczki we pucele

    OdpowiedzUsuń
  7. No to stuknijmy się tą sałatką, na zdrowie!





















    OdpowiedzUsuń
  8. .......hehehe !!!!.
    Nichts nowego !!.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aber gehst Du, Peter! Am West nicht neue und bei uns alles klar!!!
      Tschüß!

      Usuń
  9. nie lubię wódki
    bo rozum krótki
    ale ten jeden raz
    namówić się dam
    Twoje zdrowie Andrzejku
    Art Klaterku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozum krótki u rozwódki,
      Marne skutki nie od wódki,
      Więc po sznapsie,
      Oby nam się, Alinko!
      buzinki

      Usuń
  10. Kartoflanki samogonnej napilam sie dwa razy w zyciu: pierwszy i ostatni. O malo nie zeszlam... :)
    Caluski :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to, Anne Marie, trunek dla wybranców! Trunek to łacny a zacny - krew czyści, żyły prości, wygónio choroba z kości!

      Usuń
  11. Wyobraźnia ludzka nie zna granic. To o klipach, które poleciłeś:)) A bimber, czyściocha....jak dobrze przepuszczone, to nie ma nic lepszego. W każdym razie ja tam wolę takie niż te perfumowane od których łeb pęka i wzrok mętnieje. No, ostatecznie może jeszcze być cytrynówka. A z innej postaci kartofli to te ze skwareczkami, zielony,m szczypiorkiem i maślanką. Może być też kiszka do nich:):) ( kiszka- wiesz o co chodzi?)
    Buziole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coca - cola to jest to,
      a kiszka to blank co inkszego!
      Banalną colę toleruję, Jaskółeczko, jedynie z jamajskim rumem ( Captain Morgan, zum Beispiel)!
      kusiolki

      Usuń
    2. Jaka Cola????? Rumu nie toleruję w żadnej postaci. Kiszka to jest banalny kefir, zsiadłe mleko:):):) Kartofle z kiszką, Klaterku :):):):)
      Cmoki :)

      Usuń
    3. Doskonale wiem, Jaskóleczko, co to jest kiszka. Przez trzy lata mieszkałem w Cieszynie jako pierwszy (tj. słuchacz pierwszego, pionierskiego rocznika '71) student tamtejszej Alma Mater. przetrawestowałem jedynie nasze tj. w obrębie katowickiej aglomeracji powiedzonko, osmieszające ówczesny slogan reklamowy:
      "Coca - Cola to jest to,
      Ale maślónka to jest blank co inkszego."!

      Wprawdzie maślanka to nie to samo, co zsiadłe mleko, ale sens dowcipu jest taki sam! Tyle mej uczonej eksplikacji.
      I tak przepadam za Tobą, Jaskółeczko!

      Usuń
  12. wartościowym naczyniem zbiorczym jest tradycyjna bańka na mleko... autorytety radzą zakopać po same uszy i obłożyć szerokim fartuchem z folii... tracimy zainteresowanie do czasu, aż sąsiad zacznie nabierać zainteresowania i podejrzanie zbyt często przystawać przy wejściu do piwnicy... to jest sygnał, by zaopatrzyć się w tęgi, długi kij i po odbyciu ekstraordynaryjnego pożycia intymnego z żoną /bo kolejnej okazji może nie być/ schodzimy na dół i otwieramy zachowując odpowiedni fizyczny dystans... pora dnia nieistotna, bo i tak mocno pieprznie, niemniej jednak polecany jest dzień... wtedy można zwalić na dzieciaki, że dupnęły z kaliflorku, albo z jakiegoś chińskiego wynalazku, a w nocy zleci się cała kamienica, bo to na pewno wybuch gazu... popatrzeć, powaniać, zebrać z foli to, co się rozbryzgło i zasadniczo dla niecierpliwych, mało wybrednych temat się kończy, a dla konesera dopiero zaczyna...
    bulba :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat męskiej przygody jest cudowny, Piotrze!
      "Umyte zdrowe i dojrzałe owoce w miarę możliwości rozdrabniamy. Umieszczamy w beczce 200l dodajemy rozpuszczony w wodzie cukier. Uzupełniamy beczkę wodą tak by znalazło się jeszcze miejsce na matkę drożdżową (około 5l). Już po kilku godzinach obserwujemy intensywnie pracujący zacier (..) Mijają kolejne trzy tygodnie zacier powinien już wypracować. Odlewam około pół szklanki zacieru by spróbować czy nie jest słodki. To bardzo ważne żeby zacier był wytrawny (...) Zawartość beczki możemy przelewać do kotła i rozpocząć gotowanie. W moim przypadku są to cztery gotowania. Z każdej beczki 200l odlewam kolejno 50 litrów do kotła, z którego otrzymuję 10l. Bimbru o mocy 35-40%. Po przegotowaniu całej beczki 200l mam 45l 35-40 alkoholu (...) Pierwsze gotowanie zwiększyło moc i oczyściło alkohol. W smaku czuć charakterystyczny smak użytych owoców. Nie jest to jeszcze koniec naszej pracy. Prawdziwy bimber musi mieć MOC. I tu ważna wskazówka – dokładnie myjemy kocioł przed drugim gotowaniem(...) Na tym etapie kończymy gotowanie bimbru z owoców. Nie należy gotować po raz trzeci (...) Prawidłowo przeprowadzony proces pozwala na wyprodukowanie wysokiej jakości bimbru o mocy 70-75%. W smaku możemy wyczuć owoce oraz charakterystyczną dla młodego bimbru goryczkę. Bimber umieszczam w dokładnie umytym szklanym balonie na okres 2-3 tygodni. W tym czasie zmieni się smak charakterystyczna goryczka zanikania na korzyść smaku owoców. Możemy rozcieńczyć bimber do 50% dolewając przegotowaną wodę. Po upływie 2-3 dni możemy przystąpić do degustacji."(netmark.pl)
      Czyż to nie poezja?!!! Dla wielbicieli patriotycznej prostoty sugeruję powtórkę z bitwy pod Grunwaldem: 10l wody, 4kg cukru, 10dag drożdży...
      pacisko, że aż hej

      Usuń
    2. Czy to przepis Jakuba Wędrowycza? No i jemu też wybuchło, cała ziemianka wyleciała w powietrze:)

      Usuń
    3. @Jaskółka...
      przepis majstra murarskiego pana Stasia...

      Usuń
    4. Senks- idę kombinować bańkę:)

      Usuń
    5. Dogłębne i wielostronne badania nad stężeniem procentowym cukru w cukrze mają swą chwalebną przeszłość i świetlaną przyszłość. Przepis, który tu przytaczam jest autentyczny sprawdzony i autoryzowany - podałem adres strony, a jej autor doradza także w kulinariach ogólnych oraz w sferze gospodarstwa domowego. Polecam tę stronę.
      My zaś wsłuchajmy się w kojącą ciszę i może usłyszymy słodkie: bul... bul...

      Usuń
  13. Klik dobry:)
    Będę musiała pokosztować takiej kartoflanej sałatki, żeby wyrobić sobie zdanie i błyszczeć wiedzą na ten temat w towarzystwie. :)

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym błyszczeniem to niełatwa sprawa - chłopom łatwiej, szczególnie tym łysym, bo do tego jeszcze puszczają zajączki.
      A sałatka zacna i bezmięsna!
      buziulki

      Usuń
  14. Pozdrawiam milutko.Miłego nowego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najmilsze i najsłodze buzinki, Agatuszko!

      Usuń
  15. Nie odważył bym się próbować, nawet po leżakowaniu i innych zabiegach uszlachetniających. Należało zacząć od ugotowania tych ziemniaków i dalej choćby według przepisu: http://alkohole-domowe.com/destylat/zaciery-zbozowe-i-ziemniaczane/zacier-z-ziemniakow.html
    Skrobia surowa nie poddaje się fermentacji, a wiec co tam mogło powstać?
    Widziałem kiedyś produkcję tzw spirytusu gorzelanego w gorzelni pochodzącej jeszcze z XIX w.Najbardziej utkwiły mi w pamięci ogromne kadzie fermentacyjne oraz strumień spływającego do beczek spirytusu. Wszystko pod plombami i w obecności urzędnika akcyzy.
    Podobno dobry fachowiec z wszystkiego może wyprodukować bimber więc nie zdziwię się, gdy ktoś podejmie się wdrożyć ten przepis i do tego zaprosi na degustacje. Będę śledził dyskusję.
    Miłego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w czasie II wojny światowej żołnierze amerykańscy na upalnych wyspach Pacyfiku dostawali puszkowane owoce w syropie /puszka ok. 20 litrów/... nakłuwano obficie denko i wynoszono w dżunglę... po ok. min. tygodniu otwierano puszkę, wygarniano warstwę różnych stworków, które tak wlazły i się utopiły... nazywano to "gwóźdź"... porażająco mocne i smaczne to nie było, ale sponiewierać potrafiło...

      Usuń
    2. @tatul
      Rosyjski pisarz, pochodzenia żydowskiego, Izaak Babel był piewcą tzw. radzieckiego NEPu (. Новая экономическая политика, Nowaja ekonomiczeskaja politika) w Odessie lat dwudziestych dwudziestego wieku. Bohaterem literackim był tu niejaki Benia Kszyk, odesski gagster, który podobno potrafił wypędzić bimber nawet ze... stołka!
      serdeczności

      Usuń
    3. @pkanalia
      W czasie najgłupszej wojny polsko - jaruzelskiej miałem paru przyjaciół wśród internowanych opozycjonistów.. Rodzina masowo dostarczała im do więzienia / ośrodka internowania puszki "Dodoni" z sokiem grejfrutowym. Odpowiedni fachowcy wywiercali w denkach niewielkie dziurki, odciągalki strzykawka sok, a następnie ta samą strzykawką wtłaczali tęgi bimber. Pozostało tylko puszkę artystycznie potem zalutować!
      Polak potrafi!
      ob y nam się...

      Usuń
  16. Ubawić się ubawiłam . I znowu jestem w opozycji... bez ziemniaków mogę żyć a już na pewno bez sałatki kartoflanej...
    Jakoś żyto wolę.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasiałaś z góralami jak w słynnym śląskim trojoku ("Zasiali górale...") ?!
      De gustibus...
      buxki

      Usuń
  17. Tak,to tylko dobra zabawa.Pozdrawiam.Ewa

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak,to tylko dobra zabawa.Pozdrawiam.Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W samej rzeczy, Ewo!
      Pozdrawiam i zapraszam na zaś

      Usuń
    2. Przepraszam Szanowny Komentariat za wszystkie literówki, które coraz częściej mi się zdarzają! Nie mam pojęcia, dlaczego?!

      Usuń
  19. A ja żrem ziemniaki na potęgę..A co mi tam..

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja jestem Eating Sting Potato King!
    hi

    OdpowiedzUsuń
  21. O, takie salatki lubie:)) Maja moc i dodaja skrzydel :))

    OdpowiedzUsuń
  22. Proszę, chodźmy gdzieś na stronę,
    Rzekł spłoszony korniszonek,
    Mam dylemat niepojęty,
    Przecież jestem abstynentem!

    całuski jak z makiem kluski

    OdpowiedzUsuń
  23. Klaterku - mnie już chyba nic nie pomoże, bo na wymarciu jestem.
    A kartofelki to tylko z masełkiem lubię.

    Pozdróweńki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotna Jadzienko! Na wymarciu to są ci, co pali(li) kota! Pożyj jeszcze i długo z... tym, którego jeszcze pragniesz!

      ściskam niemożebnie

      Usuń
  24. Klaterku, wspomniałeś wojnę polsko-jaruzelską.
    Mam z tym historycznym epizodem wiele wspomnień, w tym również "kulinarnych".
    Kiedyś amatorsko robiłem wino porzeczkowe. Wychodziło całkiem nieźle.
    Ale "kartkowa ekonomia socjalizmu" zmusiły mnie do rozszerzenia asortymentu.
    Niestety, w moim ogródku za nic nie chciały rosnąć ziemniaki. Może dlatego, że nigdy nikt ich tam nie sadził?
    Za to jabłek, śliwek i gruszek miałem zatrzęsienie.
    Ale proces fermentacji wina wydawał się za długi. pozostawało więc skorzystanie z przepisu na "sałatkę ziemniaczaną na dziko".
    Perypetie z organizowaniem odpowiedniej aparatury to temat na osobne opowiadanie.
    Przygody z transportem pod czujnym okiem patroli milicyjno-wojskowo-robotniczych - gdy wybrałem opcję powierzenie swego "kompociku" fachowcowi - to prawie thriller. Ryzykowałem trzy razy bardziej, niż Jarosław K. w swej opozycyjnej działalności. Ale za to potem ten SMAAAK!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  25. Akurat, Leszku, w najgorszej zimie najgłupszej wojny ('82) obchodziłem swoją trzydziestkę i to w doborowym towarzystwie opozycyjnych dysydentów, którzy jeszcze nie trafili do "internatu". Obchodziłem ją przez okrągły tydzień w nastroju beznadziei i wściekłości! Gdy się ocknąłem, to byłem trochę zdezorientowany tym, że piłem gorzałę, a odbija mi się... pączkami!
    Nagle zabrakło cukru, a nie da się przecież bez cukru określić zawartości cukru w cukrze. Okazało się, że nawet taniej wychodzi pędzenie z jaboli, trzeba było tylko uważać na temperaturę. Efekt był nieoczekiwany: SO2 wyparował, a alkoholomierz wykazał prawie 90%.
    Odstało przez godzinkę, schłodziło się, a następnie, wymieszane z sokiem "dodoni" spłynęło do zaschniętych gardziołek naszych!
    Masz rację, Leszku, miło powspominać!

    OdpowiedzUsuń
  26. No widzisz Klaterku z jakim opóźnieniem do Ciebie przyszłam, kurcze blade! Przyznaję, jeszcze batatów w swoim życiu nie jadłami dokładnie nie wiem jakie są w smaku. Wiem tylko, że są słodkawe no i od Ciebie, że "gotowane są mdławe". Muszę je wypróbować według Twojego przepisu, bo co ze mnie za kucharka by była, jakby nie spróbowała :)
    Buziole.

    OdpowiedzUsuń
  27. Spróbuj, JaGo! Placki batatowe na słodko to jest to!!!
    ściskam

    OdpowiedzUsuń