wtorek, 24 września 2013

Goście, goście...

    Powracam do zwyczaju, który prezentowałem na onecie:

                                                                                               
                                          artklater.blog.onet.pl



    Zapraszam zatem wszystkich chętnych, którzy gościnnie na moim blogu chcieliby zaprezentować swe posty. Mogą to być teksty archwiwalne, lub specjalnie na tę okazję napisane.
     Na onetowym blogu publikowali:

28 lipca 2007 - Ela Gruszfeld  

30 sierpnia 2007 – Owsianko



26 stycznia 2008 – Alinka

  7 kwietnia 2008 - Lady Basia Witwicka

 1 lipca 2009 - Pydzia

 8 lipca 2009 - Pydzia (tłum. Klater)

2 października 2009 - inesse

 3 marca 2010 – Sarmata



    Ponadto gościnny post umieściła tu Andante (dawniej Babcia Barbie), ale nie mogłem go jakoś odnaleźć. Tyle pamiętam, że był (za moją podpuchą, ofkors), że był skrajnie feministyczny i dotyczył tzw. manify. Niestety w mej mailowej rozmowie z Andante okazało się, że tekst jest nie do odzyskania , a szkoda!
    Ciekawy był również casus blogera Owsianko.  Przez pół roku udzielałem mu gościny i publikował swe literackie posty jako rezydent. Na tę formę jestem również otwarty, przede wszystkim dla tych blogerów, którzy z różnych przyczyn nie prowadzą własnego bloga, a jedynie komentują innych.
    Na dziś wybrałem z onetowego archiwum piękny post Pydzi. Publikuje na swym blogu wyłacznie po śląsku, co jest bardzo blisko memu hanysowemu sercu. Dotarłem do niej przez mego serdecznego przyjaciela, który obecnie prowadzi bardzo popularny i kultowy blog na onecie. Przyjaźń naszą utrwala to, że podobnie jak stary Klater jest rdzennym hanysem (zgadnijcie kto to?!) z krwi, kości i miłości.
    Pydzia pisze dosadną i soczystą ślaszczyzną, która w pełni oddaje specyficzną ślaską obyczajowość.
Przedstawiam zatem dwa archiwalne posty, w drugim bowiem pokusiłem się o tłumaczenie poniższego tekstu na język ogólnodostępny:

1 lipca 2009r.

    Pydzię poznałem niedawno… Od razu ją polubiłem! Nadesłała mi tekst, który dla mnie jest rewelacją!!! Tak pięknej śląszczyzny jeszcze nie czytałem!! Polecam Wam go z całego chamskiego klaterowego serducha!!!
                       

                         Geburstak, gorol i Ślonzoki




Ciotka Gustla zaprosiła cołko familia na geburstak! To mioł być ekstra fajer, bo ciotce pizło fufcich czyli 50 lot. Skuli tego na byzuch ciotka Cilka z onklym Jorgiym szpecjalnie z Niymiec przijechali. Taki fajer, to do kożdego kupa uciechy – idzie się dobrze pojeść, fest popić , poklachać o bele czym, no, i powspominać te lepsze downe czasy!!!


Ale nojwożniyjsze w tym dniu boło poznanie Nowego. Nowym boł szac  łod ciotkowyj cery. Starego szaca wszyscy mieli radzi. Synek łod nos, gryfny jak z łobrozka, a takie wice łosprawioł, że szło dostać lachkramfu, a brzuch jeszcze z tego boloł bez cołki tydziyń. Pszoli my mu wszyskie. No,  ale cosik się młodzi pochatrusili i stary szac przestoł być naszym szacym. Terozki prziszło nom czekać na Nowego. Ciotka z onklym go jeszcze niy widzieli,skiż tego niy poradzili usiedzieć na stołkach!!! Onkiel z tych nerwów, jak ino wloz, charknoł na gibko dwa sznapsy, a ciotka nasuła sie soli do kawy, bo tyż boła tako nerwowo! Godom wom, szpana choby u Hitchcocka,  a jak ciotka Ana sie kichła, to ujek Alojz omało hercszlagu niy dostoł. Młodzi na łobiod niy prziszli, mieli dziepiyro być na kawie. Łobiecali być na półczworto. Ciotka Ana ino godała po nosym:


- Aże już niyskoro, niyskoro!!!


Pydzia ino suchała,  wiela razy czajnik w kuchnie gwizdoł. Sąsiadka Ela, kiero ciotce pomogała, durch przistowiała ta woda i gasiła. W końcu pizło na sztyry, kiej  zaklupali do dźwiyrzy. Ciotka się zerwała,siadła nazod, juzaś się zerwała… Dźwiyrza otwar mały Michałek. Wleźli. Młodo Kaśka pedziała:


- Mamo,tato to jest Szczepan.


A guchy ujek Achim ryknoł:

- Jak? Szczepcio? A Tońko tyż prziszoł?


Nowy dopod ciotka i pado:

- Miło mi poznać, całuję rączki…


Ujek Alojz pedzioł Pydzi do ucha:

- A kaj„padam do nóżek”? !


Ciotka Gustla zbladła, ale się zebrała do kupy i pado:

- Jo tyżcie synek piyknie witom, siednijcie sie z 
 Kasią tam kole omy Rołzy.


A Nowy godo:

- Ja wiem, Rołza to Róża,  a co to oma?


Oma  Rołza  walnyła krykom i rykła:

- Oma to jo! Rołza tyżj o! Ta oma Rołza to jo! Babcia po waszymu!


W końcu wlazła Ela z tortą. Wszystkie się dźwigli ze stołków i ryknyli ciotce „Sto lot”!, wypiyli szampana. Po kawie ujhek pedzieli:


- Dobra, chopy, to rzadziolstwo już my wypili, to terozki dejcie coś do ludzi, !


No toż dostoł. Nowy tyż. Ale ino krziwo wejrzoł i pado:


- Ja, podziękuję, wódki nie piję.

- A co, ty synek, pijesz?

- Ja to bym się koniaczku napił. Ale jak nie ma…


Ujka Jorga aże to tromfło, że aż dźwigło:


- A ftoci giździe pedzioł, że ni ma? Tu wszysko je, wszysko! Dejcie mu ino tego koniaczku!


Mały Michałek szarpnoł ciotka Gustla za szaty i pyto:

- Ciotko,a tyn chop to gorol jes, pra?

Nawet guchy ujek Achim dosłyszoł:

- Ja,bajtel, mosz prawie, gorol cołkim pyskiym. No, ale gorol gorolym a geburstak ciotki geburstakiym.


Toż wszyscy bawili się jak trza. Ino biydny gorol niy za bardzo, bo naszyj godki blank niy rozumioł, wiców niy poradzioł spokopić, napić się niy chcioł, galertów, szałotu, preswusztu i bigosu skosztować tyż niy chcioł…


To niy boł piyrszy gorol w rodzinie, ale inksze jakosik gibko wleźli w naszo familio, serca i Ślónsk. A tyn niy poradzioł! Bezma niy chcioł. A z rynkom na sercu, my się wszyskie moc starali!!!  Pomału my się do niego przywykli, ino ujek Achim ciyngiym go napasztowoł i Szczepciym nazywoł!


Minoł rok. Zaś wszyskie prziszlido ciotki Gustli na geburstag. I juzaś Kasia z Nowym, kiery już niy boł Nowy! I zaź ta samo szpana, zaś wszyskie czekają… Narozki, jak niy dupną dźwiyrze! Wleciała Kaśka. Ujek Achim ryknął:


- A Szczepcio kaj?


A Kaśka na to:

- Kaj?Kaj? Ni ma, bo nachytoł!

- A co,wybroł się na ryby ? -  spytoł się ujek Achim.

- W tyta nachytoł! Co? Po ryju, ujek! Po gymbie, po pysku!!!

-Jezderkusie, biydny synek! A łod kogo?

- Łody mie.

-Dziołcha, bój się Boga, a za co?

- Bo tyn gizd skończył sztudiyrować i pedzioł , że jedzie do Anglii i jo mom tam jechać  śniym.

-Jezderkusie! – rykła ciotka Gustla i łoparła się ło byfyj.

- I co,pojedziesz? – zafrasowała sie moja muter.

-Muter,  za kogo ty mie mosz?! Jo się urodziła na Ślónsku, pra?!!!

- Pra!!! -  ryknyli wszyscy.

-Miyszkom na Ślónsku, pra?

- Pra!!!

- I, do pierona kandego, chopa byda miała ze Ślónska i na Ślónsku umra i dejcie mi świynty spokój.


A ujek Achim spytoł: 

- To co z tym Szczepciym,  toż przidzie łon  eli niy?!

- Niy, ujek ,niy przidzie. I Tońko tyż! !!!


A na to ujek Alojz :                                     

- I padoł do nóżek już tyż niy bydzie… - i ciepnąl mi gupio macha!


I tak to stracioł się nom z łoczów gorol, kiery nos niy chcioł. A Kasia i tak wziyna sie za chopa inkszego gorola, ino, że tyn nos richtich chcioł i to je po prowdzie gryfny synek. A my wszyskie mu pszajymy!!!



8 lipca 2009 r.



         Idąc na przeciw Waszym sugestiom, postarałem się o tłumaczenie tekstu Pydzi z poprzedniego, gościnnego postu. Przypominam jak trafić na pydziowy blog:


                     http://pydzia.blog.onet.pl
                       
                              Urodziny,przybysz i Ślązacy



Ciocia Gustawa zaprosiła całą rodzinkę na urodziny. To miała być super impreza, bo cioci stuknęła„Pięćdziesiątka”!  Z tej okazji,przybywając z samych Niemiec, zaszczycili solenizantkę swą obecnością ciocia Cecylia z wujkiem Jerzym. Taka uroczystość to wielka gratka – wystawne jedzenie, wykwintne trunki, jak i również okazja do plotek i wspomnień.

Gwoździem programu jednak było zapoznanie się z Nowym. Nowym okazał się aktualny oblubieniec ciocinej córeczki. Poprzedniego jej amanta wszyscy bardzo lubili,  bo to nasz ziomek, przystojny niczym gwiazdor filmowy, a miał ponadto niesamowity dar opowiadania dowcipów, że można było zachorować ze śmiechu, bo efektem jego talentu były zawsze przez tydzień obolałe brzuchy słuchaczy! Kochaliśmy go niezmiernie! Wskutek jednak pewnej scysji między kochankami, został odtrącony i przestał, niestety , przebywać wśród  nas. Pozostało zatem wszystkim oczekiwanie na Nowego. Ciocia z wujkiem tak byli tym podekscytowani, że aż trudno im było usiedzieć na swych miejscach, bo tak byli ciekawi jego widoku! Zestresowany wujek już w progu strzelił sobie na uspokojenie dwa szybkie, a ciocia  potraktowała kawę solą. Prawdziwy suspens niczym u Hitchcocka, bo jak ciocia kichnęła sobie, to wujek o mało co zawału nie dostał! Młodzi odpuścili sobie rodziny obiad, zamówili się na kawę, na godzinę 15.30. Ciocia Ania tylko mruczała pod nosem:
- Aże już niyskoro, niyskoro (robi się już późno, przyp. tłum.)!
Pydzia pilnowała czajnika, nasłuchując czy gwiżdże, a zaprzyjaźniona sąsiadka Ela, która ciocia poprosiła o pomoc, na przemian, to załączała kuchenkę, to wyłączała… Kiedy zegar wybił godzinę czwartą, rozległo się pukanie do drzwi. Ciocia wstała gwałtownie, usiadła i znowu wstała… Drzwi otwarł mały Michaś. Weszli. Kasia dokonała prezentacji:
- Mamo, tato, to jest Szczepan!
Przygłuchawy wujek gromko krzyknął:
- Jak? Szczepcio? A Tońko tyż prziszoł?
(imiona te nie są wybrane przypadkowo: Tońko i Szczepcio tobohaterowie bardzo popularnej audycji radiowej w przedwojennym Lwowie. Inna sprawa,że Lwowiacy najszybciej zaasymilowali się na Śląsku. Przyczyny były proste – wychowywali się w kulturze wielkomiejskiej i z racji przebywania pod zaborem austriackim obca im była germanofobia – przyp. tłumacza)
Nowy energicznie przywitał się z ciocią:
- Miło mi poznać, całuje rączki…
Wujek Alojzy szepnął konfidencjonalnie Pydzi do uszka:
- A kaj:  „padam do nóżek”?!
Ciocia Gustawa pobladła, jednakże szybko doszła do siebie i powiedziała:
- Jo tyż cie, synek, piyknie witom, siednijcie się z Kasią tam kole omy Rołzy.
A Nowy na to:
- Ja wiem, Rołza to Róża, ale oma? Nie rozumiem… Czy to ma coś wspólnego z prawem Ohma?!
Babcia Róża stuknęła głośno laską o podłogę i krzyknęła:
- Oma to jo! Ta Rołza to tyż jo! Oma Roza to jo! Babcia po waszymu!!!
Sytuację uratowała Ela wkraczając z imponującym tortem.Wszyscy powstali z miejsc, odśpiewali cioci „Sto lat” i spełnili toast szampanem. Po kawie wujek zaordynował:
- Dobra, chopy, to rzadziolstwo (tu: trunek niegodny mężczyzny – przyp. tłum.) to my już wypiyli, to terozki dejcie coś do ludzi!
Na stole od razu pojawiła się wódka i dla każdego kieliszek. Dla Nowego również. Nowy jednak zrobił kwaśną minę:
- Ja dziękuję, wódki nie piję!
- A co ty synek pijesz?
-  Ja bym się koniaczku napił, ale jak nie ma…
Wujka Jerzego strasznie to ubodło, że aż się podniósł:
- A fto, ci giździe pedzioł, że ni ma?! Tu wszysko je, wszysko! Dejcie mu ino koniaczku!
Mały Michaś szarpnął ciocię za rękaw sukni i pyta:
- Ciotko, a tyn chop to gorol jest, pra?
(gorolem pierwotnie nazywano na dziewiętnastoletnim Śląsku przybysza z gór. Potem określenie to przeniosło się na  wszystkich nie – Ślązaków, a szczególnie mieszkańców Zagłębia Dąbrowskiego! Przyjmowało ono często formę obraźliwą, a to w wyniku animozji podsycanych przez wszystkie aktualne władze: niemiecką,międzywojenną i komunistyczną, ale to już temat na osobny post – przyp. tłum.)
Nawet przygłuchawy wujek Joachim dodał swoje:
- Ja bajtel, mosz prawie, gorol cołkiym pyskiym! No, ale gorol gorolem, a geburstag ciotki geburstaskiem!

Impreza rozkręciła się na dobre. Tylko biedny gorol w ogóle się nie bawił – nie pojmował niczego z rozmów przy stole, nie śmieszyły go śląskie dowcipy, odstawił kieliszek, a nawet nie spróbował śląskich smakołyków: galaretki z nóżek, domowego salcesonu, sałatki ziemniaczanej itd. Gościliśmy nieraz przybyszów spoza Śląska, a każdy z nich umiał się jakość znaleźć i dostosować, a co poniektóry i polubić! Ten jednak był niereformowalny, chociaż obchodziliśmy się z nim jak z jajkiem i żaden go nie obrażał! Powoli przestaliśmy go nawet zauważać, tylko wujek Joachim nieco go zaczepiał, nazywając Szczepciem.

Minął rok. Tradycyjnie zebraliśmy się u cioci przy urodzinowym stole

i znowu to niecierpliwe oczekiwanie na Kasię z jej partnerem, który przestał być przecież Nowym. Nagle walnęły drzwi i wpadła Kasia.  Wujek Joachim gromko krzyknął:
- A Szczepcio kaj?!
- Kaj? Kaj?! Ni ma , bo nachytoł!
- A co, wybroł się na ryby? – zdziwił się wujek Joachim
- W tyta nachytoł, po ryju, ujek, po gymbie, po pysku!!!
(dowcip językowy polega tu na zbitce dwóch zwrotów, dosłownego:nachytać ryb oraz idiomu: nachytać w tyta czyli oberwać po mordzie, przyp.tłum.)
- Jezderkusie, biydny synek! A łod kogo?
- Łody mie!
- Dziołcha, bój się Boga, a za co?!
- Bo tyn gizd skończoł sztudiyrować i pedzioł, że jedzie do Anglii, a jo mom tam jechać śniym!
- Jezderkusie!- krzyknęła ciocia Gustawa i zachwiała się z wrażenia tak, że musiała się oprzeć o kredens!
- I co, pojedziesz? – zmartwiła się moja mama
- Muter, za kogo ty mie mosz?! Jo się urodzioła na Śląsku,pra?
- Pra!!! – głośno potwiedzili wszyscy
- Miyszkom na Śląsku, pra?!
- Pra!!!
- I do pierona kandego (śląskie przekleństwo – przyp.tłum.),Chopa byda miała ze Ślónska, i na Śląsku umra i dejcie mi świynty spokój!
Wujek Joachim dla pewności jeszcze spytał:
-To co ze tym Szczepciym, toż przidzie łon eli niy?
- Niy, ujek, niy przidzie i Tońko tyż!!!
Swoje trzy grosze wtrącił jeszcze wujek Alojzy:
- I padoł do nózek tyż niy bydzie… – spojrzał na mnie i skrzywił się w bardzo śmiesznym grymasie.
                I tak pozbyliśmy się gorola,który nas nie akceptował! Kasia poznała Najnowszego, też przybysza, wyszła za niego za mąż, a był to chłopak przystojny i przyjemny, tak że od razu podbił nasze serca!!!
           Dokonując tego tłumaczenia, pozwoliłem sobie nieco odejść od dosłowności ( wybacz Pydzio!), aby wzmocnić treść, natomiast dla potrzeb stylistyki dialogi zamieściłem po śląsku natomiast narrację i moje komentarze – w języku Mickiewicza i Wałęsy! Mam nadzieję, że ta forma jest lepsza i dostępniejsza dla zaprzyjaźnionych i zasiedziałych tu goroli płci obojga niż np. słowniczek!!! A zatem- miłej edukacji!!!


    I na koniec miła wiadomość. Po krótkich negocjacjach niebawem ukaże się, poprzedzony wywiadem, gościnnny post pewnej przemiłej Blogerki, z którą już zdążyłem się zaprzyjaźnić!

l


50 komentarzy:

  1. Kurcze blade:):):)preswursztu tyż niy chcioł... gizd pieróński :(
    Piękny tekst:):) taki bliziutki, cieplutki:):)
    Pomysł z postami od gości fajny.
    Drap za prawym uchem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł już chwycił, Jaskółeczko. Podobnie jak moje dedykacje..Może też się skusisz?.
      kusiole

      Usuń
  2. Pydzia rarytas :) ja gorolka z dziada pradziada, ale uwodzą mnie takie opowieści :) a zaprzyjaźniony hanys to jak nic nasz Doctore?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiony, zatopiony, Elajo! Dottore pochodzi z Szombierek pod Bytomiem, a Klater z sąsiedniego Chorzowa!
      całuski

      Usuń
  3. Swego czasu pewien Ślązak nie bardzo radząc sobie z moim godanym powiedział: -Ty nie możesz być gorol skoro mieszkasz tam gdzie mówisz, i zrobił ze mnie górala. Co mi się spodobało. Śląską mowę rozumiem, ale mówić nie lza.
    Ten tekst przetłumaczony na polski, szczególnie dialogi, straciłby cały swój urok. Świetny pomysł. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno, Kacprze, przy przekładzie coś się traci po drodze. Też próbowałem przekładów - aglojęzycznej klasyki estradowej (swing, art rock, country) na polski i śląski. Eksperci gratulowali mi dokładności i... finezji.Wg. nich niektóre moje przekłady były lepsze od oryginału. Ale chwalipieta ze mnie i wcielenie skromności
      serdeczności

      Usuń
  4. Dobrze Klaterku żeś przetłumaczył ten tekst, bo po śląsku to ja niewiela rozumiem. Chociaż bardzo mi się ta mowa podoba. Dla mnie - jest przezabawna i pieści uszy me :)

    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autentyczna śląszczyzna jest doskonale przyjmowana w całej Polsce, JaGo. Przekonałem się o tym przemierzając kraj z kultową ślaską imprezą typu "karczma piwna".
      buziule

      Usuń
  5. Śląska gwara jest piękna ale traci na uroku jako słowo pisane. To trzeba słyszeć bo ważna jest też melodia mowy. Czyta się ciężko, słucha się z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie dialekty i gwary, Bet, stanowią tzw. living language czyli żywy język mówiony. Zazwyczaj zapisuje się je w transkrypcjach fonetycznych, aby nak najdokładniej oddać wymowę.Jeśli zaś chodzi o ślaski, to już prawie została skodyfikowana oficjalna pisownia.
      ściskam

      Usuń
  6. W zasadzie zrozumiałem bez tłumaczenia, ale dla paru słów bardzo się przydało. Np. szac - skarb - ulubiona osoba. Sympatyczny dialekt, który rzeczywiście słyszałem w czasie pobytu w Katowicach.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieje tendencja i jest to oddolna inicjatywa Ślązaków, aby śląszczyznę uznać za odrębny język regionalny. Wiele za tym przemawia, choćby to, że istnieje ponad sto gwar śląskich. Opory naszych językoznawców, podejrzewam, nie mają. niestety charakteru merytorycznego, lecz neonacjonalistyczny.. Podobnie jak niesłusznie przypisuje się śląskim autonomistom tendencje secesyjne. Odnoszę wrażenie, przy obojętnej opcji politycznej, że Śląsk ciągle jest kolonizowany, tym razem w sferze kultury. Na to już Ślązacy nie chcą się zgodzić, bo odczuwają silną tożsamość regionalną.
      serdeczności

      Usuń
    2. Byłoby mi bardzo miło, Dibeliusie, gdybyś również dał się zaprosić do gościnnego postu.

      Usuń
  7. o matko...haha,można sobie język połamac i tu ukłon w stronę gwary śląskiej,bardzo to trudne mi się wydaje...Ma niezaprzeczalny urok,ale większy na pewno,przy słuchaniu niż czytaniu,bo na żywo słuchałam takiej mowy,te akcenty,ta melodia,trudno mi nazwac ...Każda gwara ma swój niezaprzeczalny urok,jeśli tak mogę to ując...
    gwara śląska ma jakby troszkę akcentów niemieckich,tak odczuwam...co jej dodaje ostrości,ale może się mylę...
    pozdrawiam po krakowsku,jako centuś,ceper...no nie wiem kto jeszcze...haha

    OdpowiedzUsuń
  8. Na dialekt śląski (inne okreslenie: etnolekt śląski), Smoczko, składa ok. stu gwar. Ukształtował się jako język pogranicza polsko - niemieckiego, a jego korzenie sięgają języka czeskiego. W tek chwili Ślązacy toczą boje, aby ich dialekt uznać za odrębny język regionalny. Germanizmy i czechizmy w śląszczyźnie są zatem rzeczą naturalną.
    całuski

    OdpowiedzUsuń
  9. Aleś napisol teraz już bede jeszcze większąTwoją fankom bardzo lubie beranie posląsku gorzyj bydzie z pisaniym bojeszcze dondzie gwara cieszyńsko czesko tak nie wiem czy bydymy sie rozumieć tak u nas godają i jesteśmy rozpoznawani po dialekcie co jestem tego świadoma czysto po polsku to mnie uczyli w szkole (bo to było gańba godać tak jak sie mówiło w domu)serdecznie pozdrawiam i poproszę o jeszcze serdecznie pozdrawiam pyrsk ludkowie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkałem trzy lata w Cieszynie, w Wodzisławiu Śl. mieszka moja córka, toteż żadne odmiany ślaszczyzny nie są mi obce.
      ukłony

      Usuń
    2. No to witam strasznie szumnie pozdrowiom nie wiym czy wiecj hanys czy cesarok_(mam nadzieję że Cię nie obraziłam)bo jo je cesaroczka spod Karwiny ale miyszkom w Polsce w Wodzisławiu mam rodzinę serdecznie pozdrowiom

      Usuń
    3. Moja pierwsza żona miała zaolziańskie korzenie i te klimaty też nie są mi obce.
      buzinki

      Usuń
  10. I mnie gwara śląska się podoba, chociaż prawie nic nie rozumiem. Podoba mi się "melodia " języka, jego brzmienie. Nigdy nie miałam nic przeciwko jakiejkolwiek gwarze.
    Doskonały tekst i nawet dowcipny:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może Pydzia się tu ujawni, na razie zamilkła na swym blogu::
      http://pydzia.blog.onet.pl
      serdeczności

      Usuń
  11. ojjjj - cymesik !!!
    czytałam a czego nie pojęłam to sobie dośpiewałam. wyszło mi na to prawie co w tłumaczeniu. ... prawie tym razem nie zrobiło zbyt wielkiej różnicyt ...
    Miałeś rację publikując ten post - wart przeczytania. Żałuję, że nie potrafię po ślunsku ja raczej po kresowemu ode Lwowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, Malinko, jak zapewne się domyślasz, rdzennym Ślązakiem i te klimaty są bardzo bliskie memu sercu. Co do Lwowiaków, to odnioszę jak najlepsze wrazenia, mam wśród nich patu przyjaciół, a Ty jesteś tu wprost podręcznikowym przykładem. Wywiad z Tobą, poprzedzający Twój gościnny post, opublikuję najpóźniej w poniedziałek.
      ściskam

      Usuń
    2. ech - Klaterku - dumna jestem jak pawica, że zechciałeś mnie tu gościć :-)

      Usuń
    3. To się okaże, Malinko, w praniu. Mam nadzieję, że tu odniesiesz pełny sukces!

      Usuń
  12. Tekst Twojego gościa fantastyczny, nawet tłumaczenie nie jest potrzebne. Uwielbiam mowę hanysów.
    Odnośnie Twojego "komcia" u mnie .Mnie to "odmrożenie" w ZHP zniechęciło, bo ZHR zbyt brutalnie wchodził w życie młodzieży i harcerskie. Zaczęli odbierać nam harcówki, z takim trudem zdobyte i urządzone własnymi siłami. Masa ludzi zniechęcona utarczkami, zaczęła odchodzić od czynnej pracy. Nie zauważyłam aby jakiś komuch, przez lata mojej działalności wtrącał się w to, co robimy, a nasze dzieci na obozach chodziły do kościoła z instruktorami. Mam stopień harcmistrza i rozpoczętą próbę na "harcmistrza pl", ale zmieniły się czasy. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy, Lotko, podobne poglądy i doświadczenia w tej sprawie.
      buziule

      Usuń
  13. to ja się też chyba muszę zaanonsować :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nareszcie, Brunciu! Oczekuję na Twój post gościnny (od paru lat, ofkors egzakli)!

      Usuń
  14. Tak sobie myślę i myślę, czy moje wpisy mogłyby trafić na Twój blog, Andrzeju i jak tylko wymyślę jakiś, czyli stosowny- to natychmiast Cię poproszę o zamieszczenie.Prawdopodobnie będzie to wpis o tym, że "PODOBNE CIESZY SIĘ PODOBNYM"- a wszystko na bazie A.Schopenhauera, do którego mam słabość mimo,że pesymista i antyfeminista.Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, Dobrochno, najserdeczniej!
      całuski

      Usuń
  15. Choć raz tylko miałam do czynienia z Waszą gwarą, znam ją dość dobrze, gdyż w dzieciństwie lubiłam baśnie Morcinka "Jak górnik Bulandra diabła oszukał", a gdy podrosłam, to czytałam "Czarną Julkę". Oczywiście omawiałam z uczniami słynnego "Łyska z pokładu Idy" i "Serce za tamą". Dobrze, że jest taka Pydzia, która kultywuje gwarę śląską.
    Życzę miłego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Anno,, za dobre słowo. Istnieje ok. 100 gwar śląskich Dlatego dla śląszczyzny najlepszym terminem jest etnolekt czyli język regionalny.
      serdeczności

      Usuń
    2. Również dziękuję za informację, bo zawsze lubię się uczyć czegoś wcześniej nieznanego.
      Gorące uściski w zimną niedzielę.

      Usuń
    3. Uściski odwzajemniam rownie gorąco!

      Usuń
  16. Mam rodzinę na Śląsku i powiem Ci, że przy gorzole - nie kumam nic..najgorzej, że Ślązaki po wypiciu gromko chrapią - tynk ze ścian leci...

    haha, ale mowa odpowiada moim gustom i pisany tekst zrozumiałam bezbłędnie..
    Uśmiałam się przy tym tak, że boki mnie bolą
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  17. Miło mi, Asiu, że sprawiłem Ci (a właściwie Pydzia) choć trochę radości...
    uściski

    OdpowiedzUsuń
  18. Ubolewam Sztukmistrzu, że nie mam tego postu, ale ja go w ogóle nie miałam . Pisałam tylko na Twoim blogu więc mówi sie trudno . Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukałem na poczcie wp, ale też go nie odnalazłem! Mam nadzieję, że dasz sie ponownie zaprosić i wtedy nTwój tekst będzie równie świetny!
      buziule

      Usuń
  19. Od czasu do czasu szkolę się w Rybniku. I jak kto wyżej wspomniał, to mówiony język na ten nieodparty urok: mogę słuchać i słuchać i słuchać i... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako Śląszak, to cieszę się niezmiernie!
      ściskam

      Usuń
    2. Pardon, lapsus! Oczywiście powinno być: Ślązak.

      Usuń
  20. To ciekawy zwyczaj z tym umieszczaniem u siebie archiwalnych postów. Wspomnianą Pydzię kojarzę, parę razy czytałam jej posty ale nie komentowałam. Pomysł by pisać bloga gwarą naprawdę oryginalny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak, Erinti, uważam. Wkrótce ukaże sie pierwaszy gościnny post tu na blogspocie..
      serdeczności

      Usuń
    2. Ciebie, Erinti, również zapraszam do gościnnego postu!

      Usuń
  21. Tłumaczenie przydało się :) Tekst świetny. I Twoja inicjatywa też niczego. :)
    Pamiętam wspomniany mój tekst o Czeczenkach w Polsce. Miło było zagościć u Ciebie z tamtą publikacją.
    Serdeczne pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kule, chopecku mój jak jo sie wzruszyła! Tłumaczenie żeś zrobił zajeb...Tak ino dodom, że Kaśka bez lato do Anglie pojechała :-) Pydzia

    OdpowiedzUsuń
  23. Szanowny Andrzeju.
    Wygrzebałem na moim blogu zapowiedź nowego nurtu w poezji, skromnie przez Ciebie nazwanego KLATERYKAMI.
    Trochę pogrzebałem też u Ciebie i ze smutkiem stwierdziłem, że kierunek ten nie rozwija się tak jak na to zasługuje.
    Nie wiem jak Ci pomóc. Bo wklejona poniżej nędzna imitacja KLATERYKA, mojego autorstwa zapewne może być wszystkim - pomocą jednak najmniej.

    Na Warszawy barykadach
    Kaczor zdemaskował generała,
    Że kiedyś służył on u cara!
    Może zna ktoś z was większego wała?
    Anders w pisowskich "układach"?
    Jest za idiotyzm jakaś kara?

    OdpowiedzUsuń
  24. Powiem tak. Pydzię czytywałam na bieżąco z wielką ochotą. Odwiedzały my się na blogach i bardzo mi Jej brak. Ze z tego miejsca serdecznie Ją pozdrawiam.))))))

    OdpowiedzUsuń