poniedziałek, 29 września 2014

Diokles - dojście do władzy.

    W trzeciej scenie nasz bohater w sposób dość konkretny, chociaż w swobodnej gawędziarskiej narracji, informuje nas,  jak doszedł do władzy. W skrócie relacjonuje  wypadki sprzed półwiecza, opisując zwięźle swych poprzedników na cesarskim tronie.
    Mimo lekkiego stylu wypowiedzi, wieje tu autentyczną grozą. Autokracja w podręcznikowym wydaniu:


                                                                           
       


Scena III



(D. ubrany w strój swobodny i nieobowiazujący: jeansy oraz t – shirt, siedzi na blacie biurka, opanowany i wyraźnie odprężony)



Kiedy doszedłem do władzy, to wytyczyłem sobie trzy główne cele:

  • odbudować od podstaw zgliszcza Imperium
  • wprowadzić i realizować oświeconą dyktaturę, w oparciu o doborową, zawodową armię, wspieraną eksperckim doradztwem na wszystkich obszarach bytu państwowego
  • umrzeć naturalnie we własnym łożu z koturnami pod nim

    Ta ostatnia kwestia stanowiła nie lada problem. Zrelacjonuję wam teraz, jak też wcześniej obiecałem, wypadki sprzed ostatniego półwiecza. Przygotujcie się na dużą dawkę silnych emocji niby w hollywoodskim thrillerze o zapierającej dech w piersiach akcji.



(D. zasiada ponownie za biurkiem i uruchamia laptop; w tle na ekranie, w odtylnej projekcji sylwetki postaci, prezentowanych w jego wypowiedzi)



     Pominę tu prezentację kilku mych, z gruntu nieciekawych, mniej nawet niż przeciętnych poprzedników, takich jak Alek Sewer, trzech Gordianów, Decjusz i jemu podobnych tandeciarzy. Skończyli marnie, usmażeni na skwarkę, powieszeni za nogi, poszlachtowani jak świńskie tusze czy też wrzuceni żywcem do mrowiska.

     Kilku jednakże zasługuje na uwagę. Niejaki Walerian, malkotent, cierpiętnik, chociaż, w zasadzie, postępowiec. Zdradzony i wystawiony przez swych dowódców, wpadł w ręce perskiego satrapy Sassanidy Sapora. Azjaci wydali go na tortury, łaskotali aż do utraty zmysłów, wsadzili do klatki jak zwierzę, a w końcu, popaprani zwyrodnialcy, darli z niego pasy!

     Zupełnie nieoczekiwanie pojawił się Aurelian, facet kompetentny i poukładany, swoistego rodzaju fuks w kategorii cesarzy rzymskich. Próbował i słusznie, wprowadzić rządy żelaznej ręki, aż pewnego razu dał zwabić do zamtuza pewnemu śmieciowi, wyzwoleńcowi Mnesteusowi. Ów, post consummatum, osobiście, w towarzystwie, stworzonemu ad hoc boys bandu, odśpiewał mu marsza żałobnego.

     Po pewnym czasie pojawił się Probus. Typowy mózgowiec, rozsądny, precyzyjny i uważny. Z tymi, jakże rzadkimi przymiotami, zdołał aż sześć lat utrzymać się w siodle. W związku z tym uznał, że Pax Romana, to wyśmienity pomysł na przedłużone rzymskie wakacje, balsam dla duszy i ciała każdego, wyczerpanego do ostateczności, wojownika.

     W ramach resocjalizacji próbował tychże zaprząc do pracy na roli. Od razu sprawili mu garnitur z desek.

Po skasowaniu kolejno Karusa, Numeriana i beznadziejnego lubieżnika Karynusa, umówiłem się na męską gorzałę z Arriuszem Aprem, wszechpotężnym i krwawym Prefektem Imperium. Aby nie pozostać w tyle za obowiązującymi procedurami, ścinam łeb Kaprowi, funduję mu kosztowny grobowiec i już, finita la comedia!

I co to ma, do zbója pana, być?!!! Renomowane imperium czy jakaś mniej udana trylogia Ajschylosa?!!!


(D. (wstaje, wychodzi za biurka przed publiczność)


    Najpospolitsza przyczyna śmierci rzymskich władców miała zazwyczaj ten sam scenariusz. Sukcesy uderzały do głowy, pławiących się w glorii zwycięstwa, ambitnym generałom. Ci, w poczuciu pełnej bezkarności, mordowali swoich suwerenów w celu zastąpienia ich na najwyższym tronie.

Niestety, żadna czystka nie wchodziła w grę. Zwycięscy generałowie byli niezbędni do utrzymania w szachu Franków, Brytów, Germanów, Iberów, Sarmatów, Saracenów, Ormian, Persów i innych sąsiadów. Znowu jakaś śmierdząca hołota ante portas?! 
W życiu!

     A niechby na przykład pojawił się jakiś nowy Atylla, Hannibal czy inny Spartakus?! Zacząłby głosić i rozpowszechniać jakieś chore mrzonki o abolicji, wolności, równości, ewentualnie braterstwie?! „Alons enfants de la Patrie”, „Bój to jest nasz ostatni” „O cześć wam panowie, magnaci” - to dobre odzywki co najwyżej na uliczną zadymę. Do robienia wielkiej polityki trzeba mieć choć odrobinę talentu!

     A niechby tak jeszcze ów nawiedzony cymbał wykombinował sobie jakieś genialne szaleństwo np. Wspólnotę Niepodległych Państw?!!! Na myśl o tym krew mi się gotuje i rosną mi włosy na zębach!



(na ekranie mapa Cesarstwa Rzymskiego z III w. n. e.)



     Tak pięknie i okazale to wygląda jedynie w kartografii. Jakiż to jedynowładca ogarnie samodzielnie takiż szmat ziemi i tę najgorszą z możliwych dzicz, która wiedzie tam swoją marną egzystencję?!

     Aby zatem zapewnić sobie względny spokój i umknąć rozlicznym jatkom, wpadłem na prosty i, przyznacie, wprost genialny koncept. Oj, przydały mi się pobierane, tak niechętnie i opornie, nauki mych mentorów.



(wyjmuje z kieszeni kalkulator i stuka w przyciski)



    Znacie zapewne teorię Euklidesa o proporcji i proporcjonalności... Prosty rachunek arytmetyczny wskazuje, że gdyby zamiast jednego istniało aż czterech imperatorów naraz, to mozliwość skasowania cesarza zmalałaby do 25 %. Załóżmy przy tym, że żaden z tych oszołomów, nie rezydowałby w Rzymie. Stołeczny motłoch już byłby niepocieszony. Nie miałby najmniejszych szans, by, niedaleko od swych domostw, oddać się swym ulubionym rozrywkom – wydłubania purpuratom szpiku z kości, zbeszczeszczenia ich dostojnych szczątków i wrzucenia ich, mit Pompe und Parade, do Tybru.

     Jakież to biuro podróży załatwiłoby im taką ekskursję, z całą logistyką, aprowizacją i zapleczem technicznym?! A mówię tu o ekspedycji do najbardziej niebezpiecznych zakątów kraju. Dokładnie zaś mam na myśli, oprócz pobliskiego Piemontu, Germanię i dzike pola przyszłej Jugosławii. Sam natomiast wybrałbym się do przyjaznej, tak klimatycznie jak i politycznie, Nikodemii w Azji Mniejszej. Byle jak najdalej od tych nieoliczalnych zakapiorów!

     Tak oto zredukowałbym te niepokojące dwadzieścia pięć procent do mniej więcej, zadowalająych mnie, circa about, pięciu. Tak czy owak jakieś drobne straty muszą być, jak nie materialne, to w kapitale ludzkim.



(chowa kalkulator do kieszeni, dalej ustawiony przed publicznością; z tyłu na ekranie podobizny władców i mapki ich ziem)

    Oczywiście, miałem już swych ulubieńców, których wybrałem wg najbardziej oczywistego klucza. (bierze do ręki wskaźnik) Najbliżej siebie ulokowałem mego zięcia Galeriusza, oddzielały nas tylko Bosfor i Dardanele, ale to w zupełności nie naruszało mej tureckiej samotni.
Mój najlepszy przyjaciel Maksymilianus, druh do bitki i wypitki, przyczaił się najbliżej tego gniazda os, bo w pięknym Mediolanie. Jego natomiast zięć Konstanciusz Chlorus zajadał się duszonymi kiełbaskami w kapuście, popijąjąc to zacnym piwem. Gemuetlichkeit und heilige Ruhe...

     Rodzina, ach, rodzina... Wiem, ze nepotyzm to rzecz naganna i z natury ryzykowna, myślę jednak, że rodzinne albumy chętnie będą oglądane przez mych późnych wnuków. A jako, że od epoki kamienia łupanego do mego, mam nadzieję, spokojnego końca, dane było mym przodkom i mnie nosić brzemię l'Italiano vero, toteż rodzina zawsze będzie dla mnie numero uno, capisce?!

     A teraz to najważniejsze. Metodami do końca pokojowymi, bez jakiejkolwiek, nawet aksamitnej, rewolucji, osiagnąłem swój życiowy i polityczny cel. Tetrarchia... Ten nowatorski system to niby stół o trzech nogach w powietrzu, a jednej na ziemi..

Klasyczny absolutyzm bez odczuwalnego krwawego despoty. Z pozoru typowy centralizm, a pozbawiony pępka czyli właściwego ośrodka dyspozycyjnego faktycznej władzy. Okrąg bez środka i konturów, z nie do końca określonym promieniem wpływów. Graniastosłup bez podstawy et caetera, et caetera...

     Przy okazji zaś, ujęta w instytucjonalne ramy, atrakcyjna, dla każdego władcy, pokusa. Nie wskrzeszenia Imperium, lecz co najwyżej mumifikacji jego zwłok. Tak jak to czynili zapobiegliwi Egipcjanie, którzy nie chcieli mieć przed oczami rodzinnej zgnilizny!

                   
                                                                            


    W scenie IV tego monodramu Imperator wygłosi swoje  exposé...


























20 komentarzy:

  1. Nio... coraz bardziej mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Władza absolutna, Rensto, może być pasjonującym zajęciem, niekiedy nawet działa jak narkotyk!
      uściski

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja nadiejus', Pietia, szto tawariszczowi Wałodii P. takij gieroj, możet byt', toże oczien narawitsa!
      s priwietam

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tekst śliczny, lecz bohater robi się taki jakiś......
    A gdzie "za naszą i waszą!"? Jak można zostawić samą Ukrainę? A Gruzja?
    Obie zostawione na pastwę moskiewskiej dziczy tuż pod bokiem imperium?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Dioklecjana Ukraina to na razie stepowe pustkowie...
      żapraszam niebawem na ciąg dalszy.
      Serdeczności

      Usuń
  5. Hey I know this is off topic but I was wondering if you knew of any widgets I could
    add to my blog that automatically tweet my newest twitter updates.
    I've been looking for a plug-in like this for quite some
    time and was hoping maybe you would have some experience with something like this.
    Please let me know if you run into anything.
    I truly enjoy reading your blog and I look forward to your
    new updates.

    Here is my web-site; nibbles and bits catering

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Write here polish, please.
      see you

      Usuń
    2. przecież to robot jest, spam... prześliznął się przez kontrolę celną Blogspota...

      Usuń
    3. That's a really nasty prick in pickle, dammit!
      Chyba masz, Piotrze, rację Bedę od dzisiaj ten spam shit kasował!

      Usuń
  6. Fajne Imperium. Choc ja bym (dla urozmaicenia), łapnęła kawałek Skandynawii.... Zeby póżniej zaokrąglić i wyrównać obszar..... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na fazie dbam o realia epoki. W następnym poście Diokluś staje sięcoraz bardziej konkretny.
      ukłony

      Usuń
  7. Po przeczytaniu muszę się skonsultować ze swoim psychiatrą. hihihi Zabronił mi czytania horrorów. ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imperatorskie rządy rzymskie to parusetletni horror zze śladowymi elementami sitcomu...
      serdeczności

      Usuń
  8. Nie ma nic gorszego jak władza absolutna. Pozdrawiam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest niezmiennie niestrawna, nawet przy najpardzeij duszaszcipatielnych pieśni!
      buziulki

      Usuń
  9. To tyle na razie wynurzeń ostatniego rzymskiego despoty. pozostały jeszcze trzy sceny + happy end. Jeżeli wyrazicie taka ochotę, to je w najbliższej przyszłosci tu opublikuję.
    Jutro nowy post, być może lżejszego kablibru, choć odrobinę ekscentryczny...
    usciski najsłodsze z lewej, a z prawej młodzieżowy uścisk dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  10. Padnie wreszcie wielkie imperium wraz z ostanim okrutnym wladca i nastana jeszcze gorsze czasy: ciemnota, zabobony, diably na czubku szpilki i czarownice palone na stosie.

    OdpowiedzUsuń
  11. ...nastanie Święta Inkwizycja i prawie tysiącletnia historia zbrodni, w tym ludobójstwa. Wiara wprawdzie góry przenosi, tyle, że na zgruchotanych grzbietach wiernych!
    ściskam niezmiennie

    OdpowiedzUsuń