czwartek, 25 września 2014

Ciąg dalszy rzymskich wakacji wrednego tyrana

                                                                              

   

    Oto zapowiedziany Ciąg dalszy cesarkiej spowiedzi. W pierwszej scenie poznalismy bohatera w zaciszu domowym, w całej jego prywatności.
    W Scenie II będziemy go śledzilć w trakcie tzw. briefingu czyli mniej więcej konferencji prasowej. Podejrzewam, że Dioklecjan sprawia tu wrażenie autentycznego zawodowego polityka, przez co chyba staje się jeszcze bardziej wredny:

 
Scena II



(środek sceny: D., ubrany w trzyczęściowy garnitur z muszką, za biurkiem, na biurku przybory do pisania i laptop; obok duża roślina doniczkowa np. fikus, z tyłu, w tle, parawan ustawiony w półkole, zakryty ciemnym materiałem np. obrusem konferencyjnym, światła)



     Już, gotowe? Chwilka, spojrzę jeszcze w notatki (uruchamia laptop), I'm ready...



(głos z offu)



Cisza w studio! Nagranie!



(D. bierze głęboki oddech, poprawia się w fotelu, przybiera marsowy wyraz twarzy)



     Nie rokowano mi losu Imperatora, Tak przynajmniej wynikało z pozorów. Mogłem zostać hodowcą warzyw, kastrowaczem świń, agentem ubezpieczeniowym lub, co najbardziej prawdopodobne, bohaterem wojennym czyli żołnierzem poległym za Ojczyznę na polu chwały.

     Nie miałem ojca lobbysty ani dziadka senatora, wujka w Opus Dei (to byłoby już czyste sci - f), teścia w Cosa Nostra, ani też skorej do miłostek matki. Słowem wszystkich tych danych, które tak bardzo pomagają w karierze.

     Jednakże przeróżne przepowiednie, krążące wśród plebsu, potwierdzone i wzbogacone tyradami naszych dyżurnych profetów, wskazywały właśnie na mnie, już od wczesnej młodości,

że to właśnie w moich rękach wykiełkuje zbawienie Rzymu!

     Nie mówiąc już o cudownych znakach na niebie i na ziemi. Pewnej upalnej czerwcowej nocy, woda w Tybrze przemieniła się w mleko z miodem, następnie rozległo się wieszcze gęganie kapitolińskich gęsi, z kolei upiorne wycie wiadomej wilczycy, wreszcie sam Jowisz, mój oficjalny papa, objawił mi się we śnie pod postacią barana o złotym runie, bekającego donośnie w świetle błyskawic!

     Na samym początku mej spektakularnej kariery zostałem zawodowym żołnierzem, ot, z braku lepszego zajęcia jak i luk w podstawowym wykształceniu. Po przyspieszonych zaocznych kursach starałem się rozumować w kategoriach naszych wziętych i uznanych filozofów, nierzadko potykając się o wyboje najczystszej abstrakcji.

     Niestety, prawdziwymi moimi skłonnościami było kibicowanie ulubionym niewielkim sportowym centuriom, biesiadowanie pod gołym niebem w cieniu Coloseum oraz wypowiadanie wiadomych słów w domach publicznych.

     Następnie stałem się blagierem, dworakiem i pieczeniarzem. Ochoczo brałem w łapę, rozsądnie inwestowałem na rynku finansów publicznych, nie szczędziłem grosza na proszone kolacje, a dla mediów byłem niezmiennie przyjazny, lecz zarazem bezkompromisowy i pryncypialny.

     Mimo wstrętu, jaki budził we mnie zawód policjanta, uzyskałem dowództwo straży pretoriańskiej. Tłumiłem rozruchy z profesjonalną perfekcją i zadziwiającą skutecznością. Utworzyłem sieć zawodowych delatorów, tzn. dyspozycyjnych i pazernych kapusiów, tudzież specjalistów od podsłuchów, a także ekipę hakerów, którzy precyzyjnie i metodycznie siali dezinformację oraz profilaktyczny defetyzm.



(wychodzi zza biurka , staje przy fikusie, podnosi ścierkię z doniczki, dokładnie, z autentyczną czułością, wyciera liście rośliny)


     Zobacz, kochany, co to się ze mną porobiło... Gdzie się podział ten miłośnik ulotnej poezji lirycznej, wielbiciel i koneser muzyki klasyków wiedeńskich, przyjaciel dzieci i zwierząt, autor i kompozytor paru nastrojowych, chwytliwych protestsongów, wreszcie hojny donator Amnesty International?!!!
     Moja wrażliwość, empatia i niemal ewangeliczna dobroć uleciała hen, w mroki zaświatów. Jeszcze niedawno nie umiałem, bez skurczu serca, patrzeć na ranną przepiórkę, dla umorusanych dzieciaków ulicy zawsze miałem w zanadrzu garść słodyczy i zwyczajnie, bez jakielkolwiek demonstracji, wrzucałem parę miedziaków do puszek, okupujących okolice Kapitolu, żebraków.

A tu nagle z całą bezwzględnością zatopiłem miecz w Prefekcie Imperium i już nic mi nie przeszkadzało, aby zasiąść na cesarskim stolcu.

.

(powraca za biurko)



No i tak się sprawy miały... Koniec nagrania ?! Dziekuję, było super!



(zamyka laptop, porządkuje rzeczy na biurku)!



    I jak myślicie, cóż takiego zastałem i z czym przyszło mi się zmierzyć? Znalazłem się w samym centrum ogromnego śmietnika historii. Przypadly mi w udziale żałosne resztki wspaniałego Imperium Oktawiana i Marka Aureliusza. Beznadziejna republika rogaczy i sodomitów, gdzie już nikt, nikt rozumny, exactly, nie przejawiał, nawet w nocnych koszmarach, zachcianki zasiadania na tronie.
    Ta niegdyś sławna rzymska armia, teraz słabo wyszkolona i zdeprawowana bezrozumnymi posunięciami mych poprzedników, w trybie natychmiastowym wymagała reorganizacji

i kompletnej odnowy.

     Skarb państwa świecił pustkami, a okazjonalne, sporadyczne kontrybucje nie załatwiały problemu. Budżet był zatem dziurawy niczym cnota Królewny Śnieżki i jakiekolwiek prowizoryczne łatanie tej sparciałej szmaty zupełnie mijało się z celem.

     Gdyby tak dokładnie prześledzić wydarzenia sprzed ostatniego półwiecza, co wam też później zrelacjonuję, to szczytne zajęcie w sprawdzonym stylu „divide et impera”, stawało się,

z tej perspektywy, bardziej ryzykowne niż wychylenie duszkiem filiżanki cykuty!



(muzyka, wygaszenie świateł)

                                                  



Diokluś się rozkręca, a będzie jeszcze straszniej...

24 komentarze:

  1. No wiem, że mi się znowu dostanie od Ciebie, pewnie i słusznie, ale cóż począć na to, żem ja taki zbączony jest na politykę. Wg mnie aż się prosi dać na początku "nie miałem dziadka z Wehrmachtu", zamiast (albo obok) dziadka senatora ... Jest też sporo literówek, ale jak wrzucisz na pełnego Worda to on to sam wyłapie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Takich Imperatorów u nas dostatek. Doskonale oddałeś klimat wielkich salonów naszej współczesności. Od "koryta do koryta", jednym słowem. Brawo!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziadek z Wehrmachtu i mnie na myśl przyszedł, że o polskiej armii nie wspomnę.
    Nie ma co, jak na razie, udało Ci się zainteresować i mnie.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziwdek z Wehrmachtu, Ewo, byłby tu grepsem, może i śmiesznym. Zburzyłoby mi to jednak niepotrzebnie cesarską kreację.
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobre Klaterku!
    Przy okazji zapytam czy Ty się z tym monodramem do mojej wsi czyli stolicy nie wybierasz?????
    Pozdróweńki i gratulejszyny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Na razie, Stokrotko, poszukuję potwierdzenia od aktora, czy przyjmuje ten tekst. Sądzę, że z gotowym spektaklem zajrzę i w Twoje strony!
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  7. Just wish to say your article is as astonishing. The clearness for your post is simply spectacular and that
    i could think you are an expert in this subject.

    Fine with your permission let me to seize your feed to keep updated with forthcoming post.
    Thank you 1,000,000 and please keep up the rewarding work.


    My web site: realtor billings mt

    OdpowiedzUsuń
  8. Thank you, but I wanna see here polish answers. Try it, please. My english isn't better.
    you welcome

    OdpowiedzUsuń
  9. Znakomity tekst!
    Pozdrawia m bardzo cieplutko:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Jolanto, za dobre słowo! To jednak tylko tekst. Dojdzie do tego fachowo dobrana muzyka, gra świateł i, co najstotniejsze, perfekcyjna oraz finezyjna gra aktorska. podobno pod tym względem to tekst trudny...
      serdeczności

      Usuń
    2. Wtedy to już będzie arcydzieło...:-)

      Usuń
    3. Będzie po prostu dobry spektakl...

      Usuń
  10. Hmmm, roślina doniczkowa jako tło dla konferencji prasowej jest wspomnieniem dawnej epoki. Obecnie tło stanowią "ścianki" w okolicznościowy deseń. Chyba, że to odniesienie do przeszłości ma znaczenie, którego nie zrozumiałam?
    Nieustannie podziwiam lekkość i dowcip:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fragment z fikusem, Bet, ma ważne znaczenie dramaturgiczne, aby wprowadzić choć odrobinę liryzmu do tego drapieżnego tekstu. W życiu realnym zdarza się, że właściciele, pielegnując roślinę, przemawiają do niej, toteż taki motyw tu wykorzystałem.
      uściski

      Usuń
    2. No tak, do "ścianki" raczej trudno przemawiać:)))

      Usuń
  11. Świetne połączenie czasów Imperium Rzymskiego z czasami współczesnymi oraz z dawką humoru, który u Ciebie... zawsze (prawie) gości. A wyobraźnia moja, zaczyna działać :)
    Buziole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lejesz miód, JaGo na moja twórczą wenę!
      całuski, przytulki

      Usuń
  12. upieram się, że wspomniane wcześniej tortury są bardzo merytoryczne...
    zaręczam Ci Andrzeju, że czytam z wypiekami na twarzy, świetnie się bawię i nie mogę się doczekać epilogu...
    jak twierdzi Ciocia Wiki, Diokluś spędził emeryturę w Splicie uprawiając warzywa... czyli w epilogu, jak rozumiem, będzie jego dialog z nacią marchewki?... mam tylko pytanie natury formalnej, czy to nadal będzie monolog?... i kto w inscenizacji zagra wspomnianą Nać?... Kot Alik /ten, co jego dziadka zamordowano w Katyniu/, czy Gała Haratana?...
    bulba :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprawdzie będę tu, Piotrze, publikował kolejne sceny (jest ich w całości 6), ale Tobie jako potencjalnemu przyszłemu widzowi przeslę całość mailem. Bardzo zależy mi na Twych uwagach i wskazówkach własnie z pozycji widza.
      Wybrałem już aktora, najlepszy śląski fachowiec pisze do tego spektaklu muzykę i opracowuje efekty dźwiękowe. Oczywiście, zachowuję formę sceniczną monodramu.
      pacisko

      Usuń
  13. Obawiam się, że Twój monodram namiesza w głowie tym, którzy nie znają historii, geografii i wszystko biorą na serio. Jednak wierzę, że publiczność będzie wykształcona i zrozumie Twój dowcip.
    Życzę miłej niedzieli i owocnego pisania.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak już wcześniej tu wspomniałem, Anno, to, na razie, tylko tekst. Cieszę się, że uważasz ten mój dramatyczny drobiazg za godny uwagi i nieobojętny dla potencjalnego widza. Próbuję go sprzedać do pewnego renomowanego teatru, gdzie przy wyborze odpowiedniego aktora i finezyjnej reżyserii zrobią z tego perełkę. Ponadto mój znajomy wybitny sląski muzyk, komponuje do niego muzyczna ilustrację i dobiera efekty dźwiękowe.
    Rzecz jasna będzie to spektakl dla normalnej teatralnej publiczności czyli wyrobionej, oczytanej i wrazliwej.
    Ta właśnie publicznośc komentuje tu na mym blogu, co sobie bardzo cenię!
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń