czwartek, 14 listopada 2013

Z niemieckim jak z dzieckiem...

    Dziękuję Wam wszystkim, bo jestem mocno zbudowany tym, że mój post rocznicowy spotkał się z takim odzewem! To właśnie motywuje mnie, by pisać tu dalej. Kiedyś, mniej więcej 40 lat temu, posługiwałem się, w stopniu przynajmniej podstawowym, czterema językami obcymi (otrzymałem wtedy ksywę: poliglotek winylu!):

  • rosyjski; bo takie były to czasy
  • niemiecki; pod względem etnicznym jestem prawie półkrwi Niemcem
  • francuski; był to od 1967 r. mój pierwszy wyuczony język zachodni.
  • angielski; z czystego snobizmu


    Obecnie, w mej twórczości satyrycznej, podobnie jak u Juliana Tuwima, niezmiernie pociągają mnie igraszki słowne: słownyje igruszki, der Wortenspiel, joie des mots, the word's games...

    Niestety, obecnie języki te wymagają u mnie ponownego doszlifowania, jednakże zabawa jest zabawą i to się tylko tu liczy!

    Sięgam zatem do mego archiwum i serwuję Wam podśmiechujki z języka niemieckiego:

                                                   


    Język niemiecki jest stosunkowo łatwy. Osoba obznajomiona z łaciną oraz z przypadkami, przyzwyczajona do odmiany rzeczowników (deklinacja), opanowuje go bez większych trudności. Tak w każdym razie twierdzą wszyscy nauczyciele niemieckiego podczas pierwszej lekcji. Następnie zaczyna się odmiana przez rodzajniki (przedimki) der, die, das, des, den, dem, po czym słyszymy, że wszystko tłumaczy się w sposób precyzyjny i logiczny. Zatem jest to łatwe!!!
                                                   

       
    Na początek, kupujemy podręcznik do języka niemieckiego. To przepiękne wydanie, oprawione w płótno, zostało opublikowane w Dortmundzie i opowiada o obyczajach plemienia Hotentotów (auf Deutsch: Die Hottentotten). Książka mówi o tym, iż kangury (Die Beutelratten) schwytane i umieszczane w klatkach (Der Koffer) krytych plecionką (Die Lattengitter) po to, by nie uciekły i nie zrobiły sobie krzywdy! Klatki te nazywają się po niemiecku „klatki z plecionki”(Der Lattengitterkoffer), jeśli zaś zawierają kangura, to całość nazywa się:
Der
Beutelrattenlattengitterkoffer.


Pewnego dnia,Hotentoci zatrzymują mordercę - zamachowca (Der Attentaeter), oskarżonego o zabójstwo pewnej matki(Die Mutter) hotentockiej (Die Hottentottenmutter), do tego jeszcze matki głupka i jąkały (Der Stottertrottel). Taka matka po niemiecku zwie się: Die Hottentottenstottertrottelmutter, zaś jej zabójca nazywa się: Der Hottentottenstottertrottelmutterattentaeter.

Policja chwyta mordercę i umieszcza go prowizorycznie w klatce na kangury (Der Beutelrattenlattengitterkoffer), lecz więźniowi udaje się uciec. Natychmiast rozpoczynają się poszukiwania. Nagle przybiega hotentocki wojownik, krzycząc entuzjastycznie:
- Złapałem zabójcę!
(Der Attentaeter).
- Tak? Jakiego zabójcę? – pyta wódz.
-
Der Beutelrattenlattengitterkofferattentaeter – odpowiada wojownik.
- Jak to? Zabójcę,, który jest w klatce na kangury z plecionki? – pyta hotentocki wódz.
- To jest – odpowiada tubylec – Der
Hottentottenstottertrottelmutterattentaeter
(zabójca hotentockiej matki głupiego i jąkającego się syna).
- Ależ oczywiście – rzecze wódz Hotentotów – mogłeś od razu mówić, że schwytałeś
Der
Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentaeter!
                                                                

    Tak oto zostało udowodnione, że niemiecki jest łatwym i przyjemnym językiem. 
    Aber da ist der Hund begraben und ist nicht alles Gold was glanzt...
                             

81 komentarzy:

  1. Chyba skonam, naprawdę łatwiuśki język, a zdawało mi się że jest odwrotnie ;))
    Już pędzę do samouczka a może i na kursa jakieś haha- herzliche gruse- Adela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danke schoen, Adele!
      słodziutkie dziubeczki choby piwo z beczki

      Usuń
  2. Ale się uśmiałam :)))
    Odmiana rodzajników w niemieckim jest do bani... Wolę po rosyjsku, przez przypadki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla początkujących adeptów nauki niemeickiego to poważny problem, bo rodzajniki chyba pozbawione są "płciowości".
      ściskam

      Usuń
  3. No to mnie zaskoczyłeś.
    Zajmujący się obróbką chemiczną fotografii barwnej, wiedzą, że głównym składnikiem wywoływacza barwnego (technologia ORWO) jest - d w u e t y l o p a r a f e n y l e n o d w u a m i n a - odczynnik trudno dostępny w latach 60' ub.w.
    Gdy otworzono nam granice, m.in. do NRD, oczywiście wybrałem się na zakupy. Pod zapisaną nazwą, na wszelki wypadek, dopisałem wzór chemiczny tego odczynnika. Obawiałem się, że dostanę monstrum podobne do tego co opisujesz. Sprzedawca jednak przyniósł 0,5 kg różowiutkiego proszku z napisem "TSS". I to było to!!!
    Faktycznie niemiecki jest prosty. ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiem Ci, Andrzeju, cytatem z Antona Czechowa:
      "Wszystko trzeba robić tak prosto, jak to tylko jest możliwe, ale nie prościej."
      Natomiast niemieckie zasady językowej morfologii aż się proszą o dowcipy..
      serdeczności

      Usuń
  4. może nie centralnie na temat, bo o angielskim, ale przypomina mi się, gdy za małolata jakiś wujek w trakcie luźnej, towarzyskiej rozmowy testował moją znajomość wspomnianego języka... nie wiedziałem, jak powiedzieć "siłownia" /czyli obecnie "siłka" lub "pakernia"/, więc skleciłem neologizm "muscle building room"... zostałem pochwalony za inwencję, ale wydaje mi się, że za Kanałem La Manche /nie mówiąc już o "Za Wielką Wodą"/ używa się innego terminu...
    mam pytanie dodatkowe...
    skąd się wzięli Hotentoci w Australii, ewentualnie kangury w Namibii?... teleportacji /ponoć/ nie ma, na samoloty jednych i drugich nie stać, inną drogą za długo, za drogo i upierdliwie... tylko zagubiony na jednym lub drugim pustkowiu "flyin' carpet" wyjaśnia tą sytuację...
    ...
    natomiast wracając do niemieckiego, to znałem anegdotę, gdy gość miał kupić w niemieckiej hurtowni dwubenzometyloketon... ale zapomniał słowa, zgubił kartkę z wzorem chemicznym, więc poprosił o "der szajs aus wir Polacken amfetamine machen"...
    bulba :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz przyjaciel Dr Bruncio, Ptr, swych kaszubskich pacjentów nazywa Mongołami. Ma w tym chyba jaką ukrytą rację. A tak poważnie: my geografic clutter służył do wzmocnienia absurdu tej notki (pewnie się tego domyśliłeś, ale na wszelki wypadek postanowiłeś sprawdzić i chwała Ci za to!).
      Z kłopotu z niemeckim wybrnąłeś doskonale mit Pompe und Parade!
      pacisko

      Usuń
  5. Hast du nicht genug auf dem Deutschunterricht aufgepasst? Es gibt nicht DER WortENspiel, sondern DAS Wortspiel. Wie peinlich!
    Trotzdem, viele Küsschen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, Du hast recht! Natuerlich - Das wottspiel!
      Deine Küsschen sind sehr süß für mich!

      Usuń
    2. Pardon, literówka - Das Wortspiel, ofkors,egzakli

      Usuń
  6. No tak, łatwizna. W końcu wszyscy znamy łacinę już od przedszkola,phiii!
    Mnie śmieszy, że po niemiecku Wisła to jest ten Wiseł.
    Historyjka przednia, śmieję się do rozpuku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę Się, niezmiernie, Bet, że Cię rozbawiłem! Z niemieckim miałem do czynienia prawie od pieluch, Rodzice zdali okupacyjną maturę (na Śląsku wyłącznie niemiecką), a zatem był to nasz język domowe, gdy rozmowy mamy z tatą musiały być przy nas utajnione!. Ubolewam, że niemiecki znam najsłabiej i muszę natchmiast coś z tym zrobić!
      uściski

      Usuń
  7. Zazdroszczę znajomości tylu języków! Ja się zdołałam nauczyć angielskiego, ale na niemieckim poległam z kretesem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, Erinti, obecnie to znajomość zaledwie pobieżna! Ale jestem dobrej myśli!
      serdeczności

      Usuń
  8. Mnie najbardziej "podoba" się w niemieckim to, że w zdaniach złożonych na końcu występują 3 czasowniki, z tego 2 często w bezokoliczniku.
    Ale nie każ mi dawać przykładu, bo też już dosyć dawno tego języka się uczyłam.
    Herzliche Gruesse fuer dich, mein Freund!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Viel danke, Gänseblümchen,Meine Herzelein! Oczywiście moja impresja ma charakter prześmiewczy, ba, absurdalny, ale ja lubię te własnie klimaty!
      całuski

      Usuń
  9. Ja z kolei zaczelam sie uczyc jezykow w wieku bynajmniej nie szkolnym ,z potrzeby - musialam szybko,nagle wszystko rozumiec . Efekt - po niemiecku umie mowic ale nie pisac,nie mam problemow ze zrozumieniem, po nederlandzku - rozumiem przy pomocy slownika nawet cos napisze ale mowic - katorga .Ja sie pytam sama siebie jak to jest,ze dogaduje sie tu z kimkolwiek z belastungiem tez...Hitoryjka o Hotentotach - przednia. Okazalo sie,ze prydatny czasem jest rosyjski a jakze - niedawno rozmawialam z greczynka w tym jezyku - z tym - ze ona mloda znacznie lepiej sobie radzila. Mam kociokwik jezykowy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno najlepszym tłumaczem jest, Renatko, dobry alkohol! Z ucze­niem się języ­ka obcego. jest tak, jak z miłością. Pier­wsze po­jedyn­cze słowa są naj­pros­tsze, a scho­dy zaczy­nają się do­piero przy kon­struk­cji zdań złożonych.
      buziulki

      Usuń
  10. a tak co do jezykow - siedze sobie ze znajoma i sie pyta ta kolezanka co to jest meer - wiec ja,ze mi z kontekstu wynika,ze jest to wiecej , na to ona - tak ale Mike powiedziala mir, ja mowie ze kazdy holender wymawia inaczej to jest wiecej i juz a mir to po rosyjsku jest pokoj, ale nie kamer tylko to po niemiecku jest to vreihat - a na to ona no to jak to jest po nederlandzku ten mir...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymowa w języku obcym musi być precyzyjna i to w wersji tzw. literackiej. Trzeba też uważać na homonimy czyli wyrazów o tożsamym brzmieniu, ale odrębnym znaczeniu.

      Usuń
    2. niby masz racje ale nederlandzki to jest cos strasznego - meer np to jest wiecej ale tez jezioro zalezy w jakim kontekscie sie go uzyje. Poza tym kazdy holender wypowie je zdziebko inaczej - jeden powie mir,drugi mier a trzeci zabulgocze niezrozumiale.Ulubionym tekstem holendrow ,ktorzy rozmawiaja miedzy soba jest pytanie -wat zeg je? co znaczy - co powiedziales?Szczegolnie przy piwku...

      Usuń
    3. Właśnie wspomniałaś tu o homonimach. Nie chce się czepiać, ale nazwy narodowości piszemy z dużej litery, ale to pewnie tylko literówka, a nie ewidentny błąd ortograficzny.Nie przeczę, że w języku mówionym czy kolokwialnym (ang. living language) taka wielolakość wymowy może się zdarzyć. Jednakże każdy oficjalny język musi mieć swoje skodyfikowane normy, które też dotyczą wymowy. Chyba, że Holendrzy mają to w dupie i na to nic i nikt nie potrafią tego zmienić!.

      Usuń
  11. Jezusie Maryjo:( Pozor- u Klaterka można se język połamać:( Próbowałam wymówić ostatnie, ale wyszło ogólne trurrrrlanie.
    Cmok ( dzisiaj zrezygnowany)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółeczko Kochana! Post ten ma charakter prześmiewczy i parodystyczny, toteż zapewniam Cię, że takie wyrazy jak ostatni tasiemcowy potworek w języku niemieckim faktycznie nie istnieją!
      buziulki optymistyczne

      Usuń
    2. Przysiegam,ze Holendrzy maja to w dupie.Kazdy moderator inaczej wymawia, kazdy Holender ma inna uitsprake. zaprawde - wole czytac - wiecej rozumiem. Do tego jeszcze co 5 km jest inny dialekt. zwariowac mozna. Jedna studentka nederlandzkiego mi powiedziala,ze nie ma czegos takiego jak jezyk holenderski. Hmm..Calkiem glupia nie jestem ale czym dluzej tu mieszkam ,czym lepeij poznaje jezyk tym wiecej mam watpliwosci co do moich umiejetnosci. pojmowania...Najlepiej rozumiem Belgow mowiacych po nederlandzku...

      Usuń
    3. Tu przyznaję Ci rację, bo od początku lat 80 obowiązuje nazwa: język niderlandzki, którego nie mozna jednak utożsamiać z jęz. flamandzkim czy fryzyjskim, choć są ze sobą spokrewnione. Pardon, że tak się wymądrzam, ot, usiłuje podtrzymać rozmowę...

      Usuń
    4. Klaterku- wiem, że nie istnieje, ale spróbowałam i strasznie się z Jaskółem uśmialiśmy:):) Ale przyznasz, że łączenie wyrazów w niemieckim w jeden wymaga czasem takich łamańców.

      Usuń
    5. Taką Niemcy mają zasadę morfologiczną w swym języku.Podobnie jak np. w fonetyce czeskiej wystepuję obcy nam akcent iloczasowy (naprzemienność sylab długich i krótkich), w języku francuskim elizja czyli łączenie międzywyrazowe, w angielskim upraszczanie grup spółgłoskowych itp.

      Usuń
  12. Witaj :)
    Szacunek dla Ciebie :)
    Ja obiecuję sobie, że nauczę się w końcu angielskiego i nic :(
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Może za bardzo, Morgano, jesteś zbyt niecierpliwa?!
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  14. Odpowiedzi
    1. Ależ JanToni, jest spokojnie jak na wojnie: tam cos huknie, tam pierd... Trzeba pozbyć sie naprężeń, nogi lekko ugiąć w kolanach, a stopy skierować w kierunku miejsca wybuchu...
      ukłony

      Usuń
  15. no taaak,ten podręcznik do jęz.niemieckiego jest łatwiuśki,hahaha
    niemieckiego uczyłam sie w podstawówce,jest dośc latwy,to fakt,nie mogłam się przyzwyczaic do tego,,że rzeczowniki są z dużej litery,jakże inaczej niż u nas...P
    a co do długich nazw,to za cholerę nie mogłam się nauczyc ani jednej nazwy ulic np.w Wiedniu,właśnie takie długaśne były jak w Twoim cudownym podręczniku..jakieś xxxxxxxxxxxstrasse,gasse,koszmar....jak to się ma do nazwy ulic pewnej podkrakowskiej miejscowości,gdzie są ulice:A1,B2...hahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiem Ci jednym z najzabawniejszych niemieckich idiomów:

      "Das bringt mich auf die Palme".

      Czego też mogą Niemcy szukać na palmie? Otóż tłumaczenie tego niewinnego zwrotu jest zasjakujące: " to mnie strasznie wkurwia!

      całuski.

      Usuń
    2. hahahahaha,a wiesz Klaterze,już siebie widzę,jakbym takiego Niemca czyms wkurzyła,a on mi tak powiedział,to bym pewnie nie zareagowała....:P)))))
      nie znamy w większości specyfiki danego języka,przez co możemy sie naciąc,zresztą oni też nie znają wszystkich naszych idiomów i gdyby tak na przykład podsumowac jakąs opowieśc Niemca,że to są "flaki z olejem",pomyślałby o naszej jakiejś potrawie regionalnej....:P))))
      pozdrówki:-)

      Usuń
    3. Podobny, Krakowianko, niezrozumiały dla nas idiom to: Ich bin in Bilde (dosł. jestem w obrazku), co faktycznie oznacza: jestem zorientowany, wiem o co chodzi!

      Usuń
    4. z tego wynika,że...trzeba uważac na ten język niemiecki...:P))))
      ale Ty pokazujesz tu Klaterze,że to też świetna zabawa...:)
      ktoś pomyśli,że nauka języków,to trudna rzecz,nudna rzecz,nożeszszsz,oni na pewno nie są w obrazku...:P)))))

      Usuń
    5. co najwyżej w fotce nagrobnej...

      Usuń
  16. Kompletny antytalent do nauki języków !!! A tak poza tym, kobietą renesansu jestem :))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej obcym językiem jest dla mnie, Paczucho, wszelkiej maści i odcieni ksenofobia! Tobie to na pewno nie grozi!
      uściski

      Usuń
  17. Gdyby nie te der die das to by były Niemce z nas :) Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mieli swój gemuetlichkeit,
    Dawniej mieli Drang nach Osten,
    Teraz siedzą cicho, sza,
    Bo Obama wścibski gostek!

    Cieszę sie, Brunciu, że tu zajrzałeś. Odwiedzisz niebawem stare hasioki?!
    tóż patrz tam jako

    OdpowiedzUsuń
  19. Andrzeju to Ty naprawdę poliglotą jest.
    Kiedyś w szkole trzeba było uczyć się języka rosyjskiego, więc się uczyłam.
    W szkole średniej miałam do wyboru: niemiecki abo angielski, wybrałam ten drugi, bo tego pierwszego jakoś nie cierpię!
    A język francuski, stawiam nad tymi wszystkimi językami, uwielbiam go!

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta dokładna znajomośc języków, JaGo, to niestety czas przeszły. Nie miałem za wiele okazji, by ich używać. Nie ma języka, którego bym nie lubił. To tylko sposób porozumiewania się - nie ziębi, nie parzy i ciała oraz umysłu nie nęka!
      ścviskam, całuję

      Usuń
  20. Czytam to wszystko - i wstydzę się!
    Już kończę i idę go kąta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież to tylko, Leszku, prześmiewcza zabawa słowem, tyle, że niemieckim!
      Podobne nieporozumienie zaszło, gdy Ślazak chciał nabyć wódkę w warszawskim sklepie:
      - Dejcie mi, frelko, halba (półlitrowa flaszka)...
      - A co to jest "halba"?! - pyta ekspedientka
      - Mocie recht, Frelko! Co to jest halaba?! Dejcie zaroz dwie!!!
      czuj duch

      Usuń
  21. Zabawa językiem całkiem przednia. Dawniej obowiązkowy był tylko rosyjski i o dziwo bardzo go lubiłam. Uczyła mnie rodowita Rosjanka. W szkole średniej można było wybrać drugi język i wybrałam niemiecki. Niestety skończyło się na czterech lekcjach. Nie było nauczyciela. Z tych czterech lekcji cośkolwiek pamiętam, ale bardzo niewiele. Ten post czytaliśmy już wczoraj i ubawił nas bardzo. Może zauważyłeś, że poszła promocja na Google.
    Serdecznie pozdrawiamy:-) B&S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się dopieszczony i uhonorowany! Radzieckiego uczyli mnie prawie przez 10 lat i coś jeszcze mogę pagawarit'
      ukłony & serdeczności

      Usuń
  22. Uczyłam się po kolei lub łącznie rosyjskiego, niemieckiego, łaciny i staro- cerkiewno- słowiańskiego, jednak żadnym z tych języków nie posługuję się biegle, bo jeśli nie ma się kontaktu z językiem, to tak jest.
    Angela Merkel w rozmowie z Obamą nawiązuje do podsłuchów.
    Auf Wiedersehen.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja to noga jestem z języków obcych ,ale łaciną podwórkową to władam biegle :):):)pozdrawiam sąsiedzie serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otej biegłosci, do qrvy nędzy yebanej w pysk, to mozna by podyskutować!
      kusiole

      Usuń
  24. no niestety - ze mnie lingwistyczny tumanek. W szkole uczyłam się rosyjskiego i niemieckiego,, niemieckiego uczył nas wychowawca w związku z czym zamiast nauki języka były pedagogiczne połajanki, w związku z czym ja jestem niemiecka noga stołowa. Na studiach doszłam do wniosku że - z niemieckiego jestem tumanek, na angielski i francuski w moim wieku za póżno i wybrałam włoski BINGO lektorkę mieliśmy cudowną, 9 osób na lektoracie wię haj prywatne lekcje. Pani miała kajecik a w kajeciku każde z nas swoją stronę. nie było kolokwiów ani niczego takiego, jeśli w czasie konwersacji Pani zauważyła, że czegoś nie znamy wpisywała pod nazwiskiem i wracała do tego słówka aż delikwent się nauczył, wtedy wykreślała. Po zakończeniu lektoratu chodziłam na zajęcie jeszcze chyba 3 lata, nawet jak podjęłam pracę. Pani nie przerabiała tych samych tekstów więc było ciekawie a poza tym zajęcia były świetnie. na przykład układaliśmy po włosku kryminał ktoś zaczynał zdanie, drugi dodawał następnew i powieść zaczynała żyć, a że myliliśmy się to czasem zamiast kryminału wychodziła komedia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była chyba najlepszy dydaktyczny sposób - nauka przez zabawę. Język włoski urzeka swą urodą, a w operowych ariach lśni jak klejnot! Dla mnie już same nazwy włoskich potraw sprawiają, że ślinka sama cieknie z ust i zaostrza się apetyt.
      uściski

      Usuń
  25. Andrzeju, piszesz. że jak Tuwima, pociągają Cię igraszki słowne. Wierzę w to. Zastanawiam się jak u Tuwima było z językami obcymi?
    Ale wracając do igraszek słownych - jak po niemiecku brzmiałby mój najnowszy wymysł:

    Pewien pan, z miasta Bydgoszczy,
    Miał apetyt na pęczek szczy-
    piorku. Lecz mu żona niestety,
    podawała tylko kotlety.
    Więc skończył jako nieboszczyk!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł zacny, Leszku, tylko ta organizacja rytmiczna...Klasyczny limeryk tworzony jest w systemie tonicznym, opartym na regularności akcentowanych sylab w wersie; 3/3/2/2/3
      try later

      Usuń
    2. Niestety, Leszku, przkład tego drobiazgu na niemiecki przekracza me kompetencje i talent!

      Usuń
    3. Z tym rytmem, Andrzeju masz oczywiście rację.
      Ale "limeryki zaangażowane<" mają swoje prawa.
      Przynajmniej u mnie ! :)

      Usuń
    4. Ja też. Leszku, piję duzo, choc niechętnie!

      Usuń
  26. P. S.
    Powyższy limeryk zalicza się do grupy "limeryków zaangażowanych".
    Angażuję się w ni m w walkę z otyłością. Tak rekompensuję sobie niepowodzenia w tej dziedzinie w realnym świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otyłość często jest wrogiem, ale może też być sprzymierzeńcem. Puszystą damę mozesz np. całować przez cała noc i ani razu się nie powtórzysz!!!

      Usuń
  27. Witaj Andrzeju.Dziękuję za komentarz::))
    Jakie to szczęście ,że nie musiałam uczyć się tego języka .Może błąd,może nie..Nigdy nie wiadomo kiedy się przydać może..::)) np.Moja siostrzenica ukończyła architekturę w Łodzi..Poznała chłopaka ,obecnie już mąż Niemca.I co? języka nie znała bo uczyła się francuskiego ,angielskiego..Żeby zaistnieć trzeba znać język...Musiała w szybkim tempie pobierać nauki już w Niemczech..Ale bardzo się dziewczyna męczyła..Bo nie dość ,że język ,to dołożyła sobie jeszcze trzy letnie studia grafiki komputerowej..Było ciężko ,ale dzisiaj jest już" panią lekko zniemczałą"""_))..Ale moje córka kiedy jeszcze uczyła się w Polsce,nie znosiła tego języka,mylił się z angielskim..Nie mogła go opanować..I na dodatek byle jaki nauczyciel ,nie wysilił się wcale by coś tych dzieci nauczyć...Nacisk położyła na j, angielski i łacinę,troszkę włoskiego..Teraz angielski perfekcyjnie córa ogarnia i dobrze...Bo Szwedzi znają angielski i można się fajnie dogadać do czasu ,aż pozna szwedzki język .I tu niespodzianka ...Bo świetnie sobie radzi,fajnie uczą ,mają świetne pomoce do nauki i dużo rozmawiają w tym języku na lekcjach ..Szwedzka gramatyka nie jest trudna...Ale jakby nie patrzeć uczmy się ...........::)))) No ze mną jest gorzej ,bo zaparta jestem w jednym ojczystym języku ,angielski na ocenę -3....rosyjski "toże" 3..::)) Radzę sobie dobrze ,najlepiej uczyć się będąc na miejscu..I mam tu fajne sąsiadki ,które ze mną rozmawiają ....A rozmowa jest fajna...Ida w ruch ręce,gesty,uśmiechy ,słówka nawet patyk by narysować jakąś rzecz::))))Ale idziemy ciągle do przodu....Dzisiaj powiem że jakbym była z j,szwedzkim w epoce kamienia łupanego.hihiihihih..Ale nauka trwa .
    Twój tekst mnie rozbawił ,ale takich długich słów jak żyję nie znałam i nie wypowiem::) No chyba że na sylaby.Trzeba naprawdę mieć umysł silny ,by zapamiętać owe wyrazy ...Tu też są zawijasy na szwedzką nutę hihih
    Pozdrawiam serdecznie ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten tekst, Danko, ma charakter parodii i takie tasiemce jak finalny składak w rzeczywistości nie istnieją. Właściwym tematem tej pośmiechujki był system morfologiczny obowiazujący w języku niemeckim.
      buźki

      Usuń
  28. Aaaaa...... znam też polski wyraz długachny hihihiih Uwaga piszę..........."napijmysięalkoholunajwedelstewaniuchniejszego".....ale poleciałam no i jak może być ?::)))))♪♪♪☺

    OdpowiedzUsuń
  29. Tym oto sposobem zachęciłeś do wnikliwej nauki językó obcych:)
    Pozdrawiam serdecznie
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  30. Wunderbar! To się dorzucę w temacie.
    Ein älterer Mann steht an der Kasse im Supermarkt an.
    Fragt ihn die Kassiererin: Haben Sie schon einen Plasticksack?
    Darauf der Rentner ganz entrüstet: Fräulein,ich habe schon ein Holzbein,das genügt!


    Immer mehr Senioren verschwinden spurlos im Internet -

    sie haben auf alt und entfernen gedrückt


    Najpiękniejsze połączenia polsko-niemieckiej mowy zastosował A. Waligórski:

    „O krojc donnerwetter noch ajnmal
    O sztumbanfirer naser mater hausbezecung!
    O kurdupel selbstbedinung kurwen sztrase!
    Zanitet, zanitet, wo ist waser und klozet!?
    Ich will zofort nach dojcze republik faren
    Wo ich habe majne Helge und auto mit golden felge.”

    oder:

    Wio! Wiśta! Heta, heta! Gdzie idzieta?
    Halt! Halt! Halt! Tam je kalt!
    Naści cyklamen und komm zusammen!
    Alle Leute marsch nach gemeinsam Arsch!
    Kommt Erike etwas ficke!
    Przełóż wajchu taj do Reichu

    Wuensche Dir ein wuenderschoenen Tag. Tschuuuus.))))))

    OdpowiedzUsuń
  31. Viele danke, Mein Herzlein! Odpowiem fragmentem tekstu jednej z mych piosenek:
    Cwaj chopen siano kopen,
    Cwaj baben siano graben
    Und zwei Jungs,
    Und zwei Jungs
    In die Gnojówka plumps!

    buziule

    OdpowiedzUsuń
  32. U mnie z j. niemieckim to bardzo krucho (wiem tyle co rodzice rozmawiali jak mieli coś ważnego do powiedzenia a dzieci były obok)uczyłam się w szkole j .rosyjskiego ,póżniej angielskiego ale ciężko by mi bylo w porozumiewaniu się akurat tę zwrotkę piosenki po niemiecu bym się umiala domyśleć pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w domu było to samo.. A ta zwrotka to oczywiście dowcip...
      całuski

      Usuń
  33. Na wyścigu wyścigówek wyścigowych
    wyścigówka wyścigowa wyścigneła wyścigówkę wyścigową
    wygrywając wyścig wyścigówek wyścigowych.

    Szła pchła koło wody.
    Pchłę pchła pchła do wody.
    Tak, że potem ta pchła płakała,
    że ją tamta pchła popchała.



    Ach ten polski i ten niemiecki. Hst du gewidziolt die kleinen świnkes po polu gelaufen?

    Wenn hinter Fliegen Fliegen fliegen, fliegen Fliegen Fliegen hinterher

    OdpowiedzUsuń
  34. Po polu gelaufen und trinken kakao...
    kusiole

    OdpowiedzUsuń
  35. pękam ze śmiechu, super pomysł. Nie myślałam, że ten twardy i szorstki język można tak zabawnie złożyć. Naj..

    OdpowiedzUsuń
  36. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  37. Gdy przeczytałam Twoją anegdotę, przypomniała mi się pewna audycja radiowa.
    Słuchacze opowiadali o swoich przygodach polsko-obcojęzycznych.
    Niektóre historyjki były zabawne, ale dosłownie popłakałam się ze śmiechu, gdy wysłuchałam opowieści, jak to polscy studenci (całkiem na serio) chcieli nauczyć NIemca języka polskiego. On pokazywał na jakąś rzecz pytał: "Was ist das?" a oni podawali polską nazwę. Ale - kiedy pytał o jakieś dziwne elementy - oni na pytanie "Co to jest?" odpowiadali "Wichajster". Kilkukrotnie...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń