czwartek, 9 listopada 2017

: „Jestem niezależnym fighterem” – wywiad z Gościem Anzai



     Dziś mam niezmierny zaszczyt przedstawić Wam w wywiadzie kolejnego znamienitego Gościa. Używa na swoich trzech blogach dwóch nicków:  Anzai i Andrzej Rawicz.
W blogosferze możecie go odnaleźć tu,   tam oraz tamże
      Mężczyzna to stateczny (66+), zorganizowany w każdej sferze swojego życia, z marginesem na małe szaleństwa. Z wykształcenia jest humanistą o "ścisłym umyśle", do niedawna pracujący w wymarzonym zawodzie psychotronika, posiadający tzw. szerokie horyzonty, otwarty na świat i ludzi.

     Tu mała dygresja. Przykład naszego Gościa dobitnie świadczy o tym jak anachroniczny i niezasadny jest podział ludzi myślących na humanistów i „ścisłowców”. Mym skromnym zdaniem istnieje tylko jedno rozróżnienie w tej kwestii: na umysły otwarte i zakute łby!!!
                                                                   

                                     Lodołamacz oziębłych serc niewieścich. 

      Zazwyczaj zamieszczam szerszą informację o Gościu, tu jednak uważam to za zbyteczne. W publikowanych tu materiałach Anzai aż nadto otwiera się przed Wami.     Zapraszam do lektury wywiadu z Gościem Anzai:


1. Od jakiego czasu zajmujesz się blogowaniem i co skłoniło Cię do tego?

     To pytanie zawsze sprawiało mi kłopot z udzieleniem odpowiedzi. Jako informatyk, a właściwie serwisant hardware'u, już od 1971 r. na t.zw. "drugim etacie" (pierwszy to urzędas typu: referent, inspektor, specjalista) zajmowałem się uruchamianiem, wdrażaniem i serwisowaniem przemysłowych sieci komputerowych. W 1985 r. firma zamówiła dla mnie PC (personal computer czyli komputer osobisty; przyp. A.K.) Schneider/Amstrad CPC 664, którego spłacałem przez kilka lat (kosztował ok. 20 moich pensji), i od tego czasu zajmowałem się instalacją PC w firmach i domach prywatnych.

     Gdyby przyjąć, że blogowanie jest wysyłaniem do sieci informacji tekstowych i graficznych o rozdzielczości maksymalnej ok. 2.000 pikseli, (nota bene pierwsze aparaty telefoniczne miały rozdzielczość ok. 1.000.000 pikseli) to pierwszy taki "seans" zaliczyłem w 1992 r.     
Od 1996 r., tj. od chwili uruchomienia w Polsce dostępu do internetu, w trakcie przyłączania komputerów do sieci, łączyłem się ze znanymi portalami zachodnich firm.
     W 2004 r., gdy TP "Neostrada" udostępniła tańszy internet, prowadziłem już kilka zamkniętych blogów, głównie poradników z zakresu psychologii, informatyki i elektroakustyki. Na "Onet" próbowałem przekopiować co cenniejsze posty, ale nie udało się. W 2007 r. uruchomiłem opcję komentowania i ... zaczęło się typowe blogowanie. 


2. Z informacji, którą mi przesłałeś, respekt budzą Twoje ukończone fakultety, zdobyte umiejętności i wykonywane zawody. Poświęciłeś temu kawał swego młodego życia, kosztem rozrywek i „szumiącej” młodości. Co zmotywowało Cię do takiej aktywności?


       Prawdziwe sukcesy edukacyjne odnosiłem w wieku od 3 do ok. 10 lat, ale nie w szkole tylko w domu, bo ojciec był na rencie inwalidzkiej. Niestety tę wiedzę zaniosłem później do szkoły i to właśnie było przyczyną moich późniejszych porażek edukacyjnych. Jako 3-4 latek czytałem, pisałem (koślawo), liczyłem, grałem w szachy. Do nauczania nie przywiązywałem większej wagi. Z trudem więc ukończyłem szkołę podstawową i liceum. 
     Pod koniec lat 60. ubiegłego wieku zainteresowałem się psychotroniką. Jednak kierunek ten, po dojściu Gierka do władzy, został utajniony i przekazany uczelniom wojskowym. Cywilom zaproponowano dokończenie studiów elektronicznych i uzupełnienie ich na specjalnie uruchamianym zaocznym kierunku psychologii pracy. Niestety strajki z 1980 r. objęły także wydziały humanistyczne, gdzie ograniczono znacznie ilość przedmiotów polityki społecznej (wiadomo niesłusznej, bo socrealistycznej), i w końcu kierunek psychologii pracy przekwalifikowano na pedagogikę pracy. 
      Na studiach też nie wykazałem się pilnością, bo nad studiowanie przedkładałem właśnie rozrywki i "szumiącą" młodość. Aż czterokrotnie skreślano mnie z listy studentów (przekładałem egzaminy) i raz, ale za to na zawsze, skreślono mnie ze studiów doktoranckich
    
3. W psychologii klinicznej istnieje pojęcie, które jest wariantem wtórnego analfabetyzmu – analfabetyzm funkcjonalny. Przybliż, proszę, to wysoce niepokojące zaburzenie osobowości w kontekście jego źródeł, występowania wśród warstw społecznych i ewentualnych zagrożeń.




           Analfabetyzm wtórny, a szczególnie jego odmiana -  analfabetyzm funkcjonalny, staje się zmorą ostatnich dekad. Jako niepożądane zjawisko wśród rozwiniętych cywilizacyjnie społeczeństw pojawił się w połowie ubiegłego wieku. Źródeł powstawania analfabetyzmu wtórnego/ funkcjonalnego (dalej aw/f) można doszukiwać się w wielu miejscach, w zależności od stref kulturowych, obyczajowych, ekonomicznych, systemowych, itp. funkcjonujących w danych społeczeństwach. Inaczej też aw/f rozprzestrzenia się w społeczeństwie podzielonym warstwowo, klasowo, czy chociażby ekonomicznie.   
          Gdyby przyjąć jedną z wielu definicji aw/f, iż jest to utrata wcześniej posiadanej wiedzy, umiejętności i zdolności percepcyjnych, to okazuje się - co jest zupełnie normalne - że zjawisko to jest najbardziej zauważalne wśród osób z wyższym wykształceniem, oraz osób wypchniętych na margines przemian cywilizacyjnych. Upraszczając, można przyjąć starą zasadę, że "narząd nie używany zanika". 

     Nieco trudniej jest z ustaleniem winnego. Oddziaływaniu nauczycieli i rodziców na dzieci w wieku szkolnym nie da się zaprzeczyć, bo wynika ono z zasad kultury, etyki i edukacji. Jest jednak pewien kłopot wynikający z faktu, iż z reguły rodzice i nauczyciele nie nadążają za innowacyjnymi technologiami, a młodzież pozostawiona sama sobie korzysta z mediów elektronicznych w sposób nie mający nic wspólnego z oświatą i rozwojem. W efekcie media elektroniczne stanowią dla młodzieży jedynie sposób zaspokajania niezdrowej ciekawości (wchodzenie na strony 18+), oraz zapewniający rozrywkę. A więc skoro nie ma już "nadzieji" (cytat z poprzedniego prezydenta) na poprawę sytuacji, to wypada tylko łączyć się w "bulu" z wtórnymi analfabetami i zrzucać winę na kogo się da Są jednak pewne okoliczności "łagodzące". Teoretycznie gwałtowny rozwój nauki, oświaty i cyfryzacji w jakimś sensie zrobił z nas wszystkich analfabetów funkcjonalnych. Ale czy doktora nauk prawnych można nazwać analfabetą tylko dlatego, że nie potrafi obsługiwać skomputeryzowanych urządzeń (smarty, tablety), nie posługuje się kartą bankową (bo nie ma konta), i nie posiada prawa jazdy? Czy analfabetą funkcjonalnym może być profesor nauk ścisłych, który w jednym prostym zdaniu robi kilka błędów ortograficznych? Te pytania nawiązują chyba w jakiś sposób do niedawno przeprowadzonej reformy edukacyjnej, która nadal nie zauważa problematyki tzw. wykształcenia ogólnego społeczeństwa.
     Czy można zapobiec aw/f, który pod pewnymi względami   przypomina demencję, zwaną inaczej otępieniem starczym? Oczywiście można. Przede wszystkim należy „ćwiczyć” swój mózg. 
     Rozwiązywanie krzyżówek i zagadek intelektualnych, gra w szachy i warcaby, czytanie książek, oraz wszelkie inne czynności angażujące procesy myślowe i pamięciowe – mogą ustrzec nas przed wtórnym analfabetyzmem. 
     A więc grajmy z naszymi wnukami w ich gry komputerowe, spotykajmy się z przyjaciółmi, angażujmy się we wszelkie formy aktywności społecznej, bo badania udowodniły, że demencja starcza, a więc i aw/f, częściej dotyka osoby, które nie wychodzą z domu, są typami samotników.


4. Czy kiedykolwiek zajmowałeś się czynnie polityką czy innym rodzajem działalności społecznej. Czy możesz Twoje wybory w tej kwestii uzasadnić?


     Polityką się nie zajmowałem, ale za to polityka zajmowała się mną. Ok. 30 lat piastowałem zaszczytną funkcję ławnika w sądach PRL i III RP i pełniłem obowiązki kuratora społecznego. 
     Zawodowo nie "robiłem" w polityce (wyłączając kilka miesięcy zastępstwa po zmarłym radnym), ale dorywczo, m.in. jako dziennikarz w prasie papierowej, a potem wirtualnej wielu osobom napsułem sporo krwi. To zresztą stało się powodem utrzymywania anonimowości w sieci. Nie należałem do PZPR, i "Solidarności" i obecnie także jestem niezależnym fighterem ( chodzi tu o tzw. wolnego strzelca; przyp. A.K.).
    Nie zarzekam się jednak, że tak będzie nadal.


5. Jak widzisz dalsze losy tego kraju i jego obywateli?
 
          Nigdy nie bawiło mnie wróżenie z kart (może poza grą w brydża), gdy jednak moje krótkotrwałe prognozy polityczne i ekonomiczne zaczęły się sprawdzać, władza wyciągnęła po mnie swoje lepkie łapy. Otrzymałem propozycję na tyle niemoralną, że wypadało tylko odmówić, co zrobiłem.    Wzbudziło to podejrzenie środowiska uważającego, że ze mną można było "konie kraść". Jeszcze większe wzburzenie wywołałem wyjaśnieniami, że odmówiłem nie dlatego, że "ja taki święty", tylko dlatego, że jeżeli już muszę "konie kraść" to wolę robić to sam i na własny rachunek, czyli "lepiej z mądrym zgubić ...". 
         Wspominam ten epizod, ponieważ poraża mnie obecny poziom oportunizmu. : Prostytuują się wszyscy, od księży, poprzez polityków, aż do sędziów, ale tylko prostytutki robią to legalnie, a to nie może się dobrze skończyć!

        Moim zdaniem musi w końcu dojść do dramatycznego przełomu.

                                               

         Zwierzę drapieżne, choć ujmująco i spektakularnie... towarzyskie 

      Po wyczerpaniu się Waszych komentarzy opublikuję post gościnny, który także będzie miał charakter zdecydowanie konfesyjny....

p.s. misałem drobne kłopoty z edycją, ale jakoś tam wyszło.

                             KOMUNIKAT


Nasz tak pięknie przez Was indagowany Gość
oczekuje jeszcze na wypowiedzi swych w miarę stałych komentatorów, z którymi toczy dyskusję na swych trzech blogach.
Z tego też powodu ustalamy termin publikacji postu gościnnego na najbliższy poniedziałek, dn. 20 listopada.
Najserdeczniej zapraszamy!
                                        


 




 

 

 
 



 
 







142 komentarze:

  1. wynotowałem ciekawy cytat:
    "...kierunek psychologii pracy przekwalifikowano na pedagogikę pracy"
    dlaczego przekwalifikowano?...
    bo zamiast próbować zrozumieć, dlaczego ludziom robić się nie chce /psychologia/, prościej jest gonić ich do roboty /pedagogika/... tak?...
    bulba :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 1981 r. byłem na III roku kierunku "Psychologia czegoś tam" (n.b. szczegółów nie podaję, bo to były tylko dwa kierunki w Polsce). Jak niektórzy zapewne pamiętają wówczas na murach pojawiały się napisy w stylu: "precz z behawioryzmem". Prawie równocześnie ze strajkiem w Stoczni protesty rozpoczęły się w łódzkich, a potem innych uczelniach:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Strajk_student%C3%B3w_uczelni_%C5%82%C3%B3dzkich_w_1981_roku
      W efekcie z mojego kierunku wycięto 6 przedmiotów o randze egzaminu, co mnie bardzo ucieszyło, bo aż trzy egzaminy miałem odłożone. Niestety po stanie wojennym część z nich przywrócono i dwa musiałem zdawać w terminie późniejszym. Z psychologii pozostała pedagogika. Takie "byli" czasy.

      Usuń
    2. Efekty tego strajku były imponujące. ale cóż z tego, bo w czasie wybuchu najgłupszej wojny w nowoczesnej Europie poszły się je*ać na zachwaszczoną łąkę!

      Usuń
    3. I w ten sposób karnie na 2 lata trafiłem do zawodu nauczyciela.

      Usuń
    4. Do tego zawodu trafiłem na własne ży7czenie i wytrzymałem 20 lat!

      Usuń
    5. Pedagogika pracy była kierunkiem łączącym andragogikę i psychologię pracy. Jednak po 1981 r. zaczęto likwidować odnośne jednostki organizacyjne i jakby nie ze swojej woli zostałem nauczycielem. Na szczęście po dwóch latach awansowałem do jednostki nadrzędnej, a potem do kuratorium. W międzyczasie przez okres kilku miesięcy (studia doktoranckie), w ramach ćwiczeń, prowadziłem modelowe zajęcia ze studentami ... w sumie nazbierało się jeszcze 16 lat nadzoru nad szkolnictwem.

      Usuń
  2. Anzai nie ma kwalifikacji aby zaliczyć go do kategorii "zakuty łeb":)) Przeciwnie, wielość fakultetów, wiedzy i zainteresowań może czytelników wpędzać w kompleksy. Choć znamy się blogowo i goździkowo już lat kilka to zaskoczeniem jest dla mnie wyrażona tu ewentualność wejścia w politykę.
    To tak na serio?
    Macham z sympatią bo w roli Gościa prezentuje się Anzai imponująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom kiedyś mi zakuto łeb na dwa tygodnie wbijając na niego hełm ochronny. To był luty 1982 r., gdy zostałem zmilitaryzowany. Stali Czytelnicy pewnie pamiętają te moje wspomnienia i zdjęcia z tamtych lat. A wielość fakultetów nie świadczy o niczym, bo jak ktoś się zna na wszystkim to nie zna się na niczym. ;)
      A polityka? Jeżeli już to tylko papierowo i wirtualnie, bo tym raczej nie można się pobrudzić. Odmachuję z sympatią.

      Usuń
    2. Kiedy wybuchła wojna polsko - jaruzelska, byłem świeżo upieczonym trzydziestolatkiem i, na moje szczęście junta mnie olała. Nie miałem zatem sposobności przymierzyć ów piękny, zielony dżyns.
      Najmilsze wspomnienia z tego ponurego czasu wiążą się z masową i szczególną higieną pokarmową. W każdym niemal domu, na honorowym miejscu sttała mniej lub bardziej specjalistyczna aparatura do uzdatniania wody pitnej i rozmownej.
      Przyznam jednak, że po pierwszej degustacji byłem odrobinę zdezorientoany, kiedy to po wypiciu gorzały odbijało mi się... pączkami.

      Usuń
    3. Z przymierzaniem zielonego, poplamionego szarymi i czarnymi plamami, dżynsu miałem kłopot, ponieważ ćwiczyłem kulturystykę - żaden mundur na mnie nie pasował. Dostałem więc kasę na krawca, ale mundur w pasie zwęziłem sobie sam.
      Uzdatnianą i rozmowną wodę znałem już z degustacji, tak więc pierwszą inwestycją w stanie wojennym była szklana aparatura. I od tej chwili w moim mieszkaniu zagościł piękny zapach ciągle fermentowanych drożdży.

      Andrzej Rawicz (Anzai)

      Usuń
    4. Całe szczęście, Andrzeju, że po licznych degustacjach owego likworu nie rozmnażamy się... przez pączkowanie!

      Usuń
    5. Ale czasami jednak widzimy podwójnie. ;)

      Usuń
  3. Facio,ta Twoja fotka mnie wkurwiła!
    No macie..MACZO.pogromca kobiet..!
    Debilu,schowaj się do mysiej nory,jeśli wolna taka jeszcze jest,bo takich debili jest multum!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że się zgadzamy. Fotka pochodzi z 1982 r. i mnie też się dzisiaj nie podoba.
      Przepraszam tylko, że wtedy przeleciałem pana mamę. Byłem pijany. ;) :)

      Usuń
    2. Raz już u mnie, Waszku, podpadłeś klasycznym hejterskim gównem! Zostajesz skasowany!
      Najprawdopodobniej będziesz miał tu szlaban na zawsze.

      Usuń
    3. @A - AK...
      czy pamiętasz, o czym był był mój gościnny post u Ciebie?... przypomnę: nie o hejcie, lecz o zawiści... właśnie taki przypadek się objawił...
      bulba :)...

      @Anzai...
      żółwik i fląderka, bo riposta super!...

      Usuń
    4. Piotrze, to nie moja zasługa. To przeciwnik był raczej do dupy.

      Usuń
    5. @PKanalia
      Oczywiście, Piotrze, że pamiętam! Beziteresowna zawiść to niemal nasz skarb narodowy i doskonały artykuł eksportowy!
      pacia

      Usuń
  4. Nawet nie wiedząc o licznych fakultetach, zawsze byłam pod wrażeniem wiedzy ogólnej i szczegółowej bohatera na wiele tematów.
    Nie mówiąc już o pomieszczeniu w czasie i przestrzeni tych wszystkich zajęć i hobby!
    Na pewno nie zakuty łeb, wręcz przeciwnie:-)
    Aczkolwiek odczuwam pewien niedosyt, że wywiad taki krótki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Jotko, jak się ogląda świat jednym okiem trzeźwym, a drugim lekko przymrużonym, można wiele więcej się nauczyć. Ale dziękuję za uznanie, postaram się nie zawieść.
      Wywiad krótki? Zakładaliśmy z Klaterkiem, że braki uzupełnimy w komentarzach.

      Usuń
    2. Jak widać, nie z każdym można komentarze rozwijać, ale będę zaglądać.

      Usuń
    3. Nie każdy się rozwija tak jak "trza", ale zaglądaj Jotko, bo zawsze będziesz tu mile widziana.

      Usuń
  5. Andrzeju, nie wiem, czy nie wchodzę w Twoje kompetencje, jeżeli tak, to przepraszam z góry, ale ja bym nie usuwał komentarzy tego trolla, bo mnie one nie mogą obrazić, a chociaż naświetlają tło dyskusji i tłumaczą powody mojej anonimowości.
    Poza tym jest to nawet fajna rozrywka, gdy ktoś tak nieporadnie próbuje się cywilizować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, Andrzeju, też ćwiczę się w erystyce na takich żałosnych dupkach, aż do spuszczenia delikwenta po brzytwie!
      Jednakże jesteś moim Gościem i to zmienia postać rzeczy.
      Inna sprawa, że mamy tu do czynienia z przypadkiem beznadziejnym.
      Być może znajdzie się ktoś bardziej perfidny i finezyjny.

      Usuń
    2. Miejmy nadzieję, że nie będzie nudno. ;)

      Usuń
    3. Już, Imienniku Zacny, robi się ciekawie choćby ten swoisty czat z Gościem w komentarzach!

      Usuń
  6. Anzajego ( jesu jak się odmienia Twój psudonim i czy się odmienia?) znam z blogowiska i też jestem - jak Bet pod wrażeniem ..
    Czytuje jego blogi, rzadko zanieram głos bo nie czuję się kompetentna .No niezłe ciacho z niego było a może i jeszcze jest. Brakuje mi zdjęcia z dzisiaj. Anzai - na pewno niewiel się zmieniłeś :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renatko, dziękuję za wizytę.
      Co do Anzai'a , to ja też nie wiem jak go odmieniać, i chociaż Art Klater już to roszyfrował, to ja sadzę, że Anzaja już się nie da odmienić ... za stary.
      Twoje wizyty na blogu "bez komentarza" zawsze były miłe i pouczające, nie chodzi przecież o formę, a o treść, bogatą treść.
      Chyba masz rację co do mojego wyglądu, zgoliłem brodę, włosy mam siwe, przybyło kilka zmarszczek pod oczami i kilka kilogramów (11), ale jak się jeszcze sprężam na jakieś imprezy, zrobię "mejkampa" i ufarbuję włosy, to jeszcze "się łapię", nie pamiętam już na czym, ale się łapię. ;)

      Usuń
    2. Pójdź, Anzai, na podwiki,
      Pochędożym jak króliki,
      Przy biesiadnym sutym stole,
      Hejże harce i swawole!
      Nie przebieraj, czasu szkoda,
      A Bóg wtedy rękę poda!

      Usuń
    3. Królik, gdy chędoży jest szybki
      Ja jednak wolę na rybki
      Bo nawet, gdy rybka znika
      To nie będę znajomym królika

      Usuń
    4. Hej, kto Polak, na kobiety,
      Żryj sałatę, wodę pij!
      Tak , z króliczej cnej podniety,
      Wal, zapładniaj, walcz i tyj,
      By ci Prezes nie dał w ryj!

      Usuń
    5. Gdy już będziesz miał króliki
      Wnet poprawią się wyniki
      Lecz królicę dymaj dalej
      Pieprz prezesa i se szalej

      Usuń
    6. Prezes miałby może chrapkę,
      Na króliczą szczęścia łapkę,
      Nie uchroni go ten gadżet,
      Gdy go drapną siły wraże!

      Usuń
    7. Bo w króliku siła taka
      Że jak trzeba dać drapaka
      I jak go "podszyje" trwogą
      To ucieka, gdzie pieprz rośnie
      A w obronie grzmoci nogą

      Usuń
    8. Drepcze kaczor o króliczym sercu,
      Za nim błaznów, pieczeniarzy hordy,
      Na strzelnicy by ustawić te mordy
      Niczym gówno na z Lewantu kobiercu!

      Usuń
    9. Na kaczora przyjdzie pora
      Gdy ciemna luda
      "Na koń siędzie"
      i je.ać go będzie

      Usuń
    10. Cjhoć to proste i subtelne,
      Dla catchora... nieczytelne!

      Usuń
    11. pardon, lapsus; powinno być: "Choć..."

      Usuń
    12. Subtelności mi nie brakuje pomyślał Kaczor
      Gdy z catheringu wyżerać zaczął
      Bo chociaż Kaczor jest ponoć wybredny
      To bez przekąski bardziej wredny

      Usuń
    13. Kacza zupa, kaczy kuper,
      Kaczy chód, no, słowem super...
      Widziałbym go już w buraczkach,
      Choć mnie po tym chwyci sraczka!

      Usuń
  7. Zupełnie nie znam człowieka. I nic nie rozumiem, nie wiem, zarobiona jestem :-))
    Ale pozdrawiam serdecznie z nadzieją na spotkanie na Kaliskiej.
    /będę z obstawą/
    Pozdrawiam obydwóch Andrzejów.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. No, gdyby nie ta obstawa, to może bym spróbował podejść i poprosić o autograf ... ;)
      Ale dziękuję za wizytę i serdecznie pozdrawiam.

      PS. Nie wiem co się dzieje, ale dopiero za trzecim razem weszło tam, gdzie powinno. ;)

      Usuń
  8. No, gdyby nie ta obstawa, to może bym spróbował podejść i poprosić o autograf ... ;)
    Ale dziękuję za wizytę i serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Klaterku - ja mam prośbę.
    Czy mógłbyś wykreślić ten plusik przy tym statecznym mężczyźnie?
    Bo to się nie najlepiej kojarzy.
    Co innego gdyby te cyfry odwrócić...:-)
    Tym bardziej że ja mam nadzieję na spotkanie. Cóż z tego że Twój Gość się wykręca... będę musiała użyć podstępu :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miła, pewno nawet najmilsza, Stokrotko - dlaczego chcesz mi coś ucinać i do tego jeszcze odwracać do góry nogami? To mi też się nie najlepiej kojarzy ... Dlatego tak się obawiam spotkania.

      Usuń
    2. Nie obawiaj się niczego.
      Ja tylko żartowałam.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Dodam, że miałam na myśli zupełnie coś innego. A doszło do nieporozumienia, więc bardzo Cię przepraszam.

      Usuń
    4. Ja też miałem na myśli co innego, bo moje myśli zawsze były kosmate. Ale myślę, że nie musimy się przepraszać, bo nie ma za co - dobry żart spotkania wart. ;)

      Usuń
    5. Cały wywiad, Stokrotko, jest po kilkakroć autoryzowany. Ów plusik to wskazówka samego Anzai. Cóż w nim złego?! Za trzy miedsiące też ukończę 66 i ten plusik również do mnie się na pewien czas przylepi!
      buziulki

      Usuń
    6. @Stokrotka
      Kiedyś starłem się z pewnym duchownym, kompletnym ignorantem w dziedzinie literaratury, który swoje dywagacje opierał na ogranym banale typu: "co poeta miał na myśli...". Oto jedna z moich ripost:
      - Szanowny i Przewiebny Interlokutorze! Istnieje w pełni uzasadniona teoria, że Fryderyk Schiller, pisząc "Odę do radości" miał na myśli... gołą babę!






      '

      Usuń
  10. Jestem "młodą" (stażem) blogerką, ale w zasadzie od początku mojego zaistnienia w sieci "znamy się" z Anzai. Ale że spotykamy się sporadycznie na bazie naszych artystycznych czy kreatywnych działań - pozostaje mi podziwiać szeroką wiedzę i niezwykłą intuicję na innych płaszczyznach. Nie "wtrancam się" w rozmowy społeczno-polityczne. Ponieważ dopadło mnie AW/F... ;-).
    Pozostaje mi więc "śledzić", głównie historię, oczami Anzai. :-)
    Pozdrawiam serdecznie i umykam do mojego świata ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś nie tylko młodą stażem blogerką, ale też b, sympatyczną osobą, która dzieli się z nami blogerami swoim kolorowym światem.
      AW/F się nie martw, ja też walczę z tym draństwem.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Peesik mały mam: na pierwszym zdjęciu-portrecie nie pasuje mi coś z rękami (stosunek ramion do torsu i do reszty). Czy Waść coś pokombinował w temacie? ;-) Bo coś mi się tam "wali"...

      Usuń
    3. Ach, to bezbłędne oko artysty malarza, które niczego nie przepuści! ;)
      Oczywiście, że jest "zwalone". Po prostu ok. 2004 r. zdjęcie zamieściłem na "Onecie", który wtedy nie dysponował automatycznym kadrowaniem, szczególnie w poziomie. A więc co wystawało poza 760 px było automatycznie cięte, i tak straciłem prawą rękę. "Przykleiłem" więc lewą na prawą, przyklepałem i tak zostawiłem. Zorientowałem się dopiero po kilku latach, gdy już nie było sensu odtwarzać całej procedury kolorowania zdjęcia. Ostatecznie wtedy chodziło o ukazanie technik kolorowania, gdy Fotoshop jeszcze nie był powszechnie dostępny. Może jeszcze wrócę do tego zdjęcia, gdy będzie możliwość popracowania z technikami holografii. Na razie jestem inwalidą. ;)

      Usuń
  11. Ja bez żadnego trybu... Dlaczego jest dwa razy pytanie drugie, a nie ma pytania czwartego? Ja koniecznie chcę poznać odpowiedź na pytanie czwarte, dlatego stawiam je tu i teraz (nie jestem zbyt wyrafinowany, więc jest jakie jest):
    4. Jesteś premierem RP (takim prawdziwym, nie malowanym), co zrobisz w pierwszej, drugiej i trzeciej kolejności?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... faktycznie coś Klater zmajstrował z tą czwórką.

      Usuń
    2. Owszem, to mój błąd edytorski! Już poprawiłem, przepraszam...

      Usuń
    3. Ależ ten boja spostrzegawczy, ja skupiłam się na pytaniach...

      Usuń
    4. To stary dobry nawyk, jotko! A boja, być może, najbardzjej przy kupie się skupia i to też jest naturalne!

      Usuń
    5. Te koperty kupujesz za swoje, czy za pieniądze podatników?

      Zwróciłem uwagę na numerację, bo skojarzyła mi się z numeracją Rzeczpospolitych. Zastanowiło mnie, dlaczego akurat czwarta została pominięta...

      Usuń
    6. Boja! Czy mając "R-kę" w kieszeni muszę za cokolwiek płacić? Jasne, że podatnicy fundują, od tego są. ;)

      Usuń
  12. Blogi bohatera wywiadu czytuję chyba od trzech lat. Staram się zależnie od czasu i nastroju zaglądać na nie dwa, trzy razy w tygodniu. Kiedyś w polemice mailowej z żoną szkolno-studenckiego przyjaciela zacytowałem fragmenty wpisów i komentarzy: Co z tymi ruinami i zgliszczami oraz Debata jak wyścig australijski. Małpa nie wytrzymała nerwowo i mimo, że we wcześniejszych czasach w nocnych Polaków rozmowach dla jasności umysłu obalaliśmy nie jedną butelkę palnęła mi:
    Joanna xxxxxxxxxxxxxxxxxx
    31.10.2015


    do mnie
    Skąd Ty bierzesz takich znajomych?
    Odpowiedziałem:
    1. On ma przodków z Wileńszczyzny, Twój mąż i ja urodziliśmy się w Wilnie. Ja mając osiemnaście lat w czasie wycierania talerzy za wypowiedziane słowa "my babciu wilnianie (nie zdążyłem dokończyć) oberwałem mokrą szmatą do garów od stryjenki ojca, który latach trzydziestych wyemigrował z Huculszczyzny na północ.
    2. I u niego i u mnie przodkowie różnili się w poglądach politycznych, wyznaniowych, statusie materialnym a więc i towarzyskim itd.
    I to jest powodem dlaczego czytuję a czasami cytuję.


    Tak trzymać Andrzeju! Pozdrawiam statar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Statar to jedna z najpoważniejszych i zaszczytnych postaci jakie goszczą u mnie na blogu. Jego powaga i ogromna wiedza powoduje, że po każdym komentarzu zastanawiam się jak mało jeszcze wiem. Faktycznie łączą nas wileńskie wspomnienia, które zaczęły się od publikacji tego posta:
      http://foto-anzai.blogspot.com/2013/08/historiografia-zdjecia-od-tyu-odbitki.html
      w którym opisałem charakter pamiątek jakie pozostały mi po przodkach. Więcej "tego" jest na blogu o legionach.
      Co najdziwniejsze, łączą nas także losy naszych rodziców, którzy prawdopodobnie w latach 40 ub.w. studiowali na tym samym Wydziale Politechniki Łódzkiej. Nie trudno więc zgadnąć, że także i nasze światopoglądy są bardzo podobne.
      Dziękuję za wizytę i serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    2. Mnie również, oprócz takich abstrakcyjnych drobnostek jak talent czy poczucie humoru, coś chyba z Gościem łączy:
      - obaj wywodzimy się z wielkomiejskich ośrodków przemysłowych
      - mamy podobne rany i ordery w bojach damsko - męskich
      - dzieli nas tylko b. niewielka różnica wieku
      - mamy podobne priorytety w szeroko pojętych sprawach społecznych
      - fajans to dla nas jedynie tworzywo ceramiczne
      - z drobnymi różnicami w szczegółach - można nas ująć w jednym haśle: "WDZIĘK, PROSTATA i NIEWYPŁACALNOŚĆ"
      - inteligencja to niekoniecznie nasz społeczny kwalifikator, lecz wada wrodzona
      O reszcie nie wspomnnę, bo rzuca się w oczy!

      Usuń
    3. Andrzeju, w pełni potwierdzam Twoje spostrzeżenia. No może tylko z tą niewypłacalnością bym się zastanowił. Bo ja, niestety, jestem pamiętliwy i wszelkie długi honorowe i niehonorowe (te szczególnie) spłacam z nawiązką. ;)
      Faktycznie jestem starszy o kilkadziesiąt dni, ale to wyrównuję bardziej zaawansowanym AW/F, fajans to to co nieraz jest efektem naszych starań, obaj mamy pociąg do pociągania (także dziewczynek za warkoczyki), talentu używamy głównie w przekomarzaniu się z żoną, i wyznajemy zasadę każdy żyje jak może jeden lepiej drugi gorzej.

      Andrzej Rawicz (Anzai)

      Usuń
    4. Przyznaję ze skruchą, Adrzeju,ż z tą niewypłacalnością spudłowałem! W ramch ekspiacji fraszka, która, ewentualnie, trafi w Twój gust:

      Na nastrój

      Wiatr w kominie, za kominem świerszcz,
      Przy skrzypcach, przy winie, ze świecą.
      Co zatem wyraża ten wiersz,
      Męski banał czy fantazję kobiecą?!

      Usuń
    5. Znów te pieprzone literówki! w drugim wierszu powinno być: "...) w ramach...".

      Usuń
    6. Pamiętam ten wiersz, cytowałeś go u siebie w nieco innej formie:
      http://klateracje.blogspot.com/2015/07/klater-stary-satyr.html

      czyli tak:

      Wiatr w kominie, a za nim świerszcz,
      Przy skrzypcach, przy winie, ze świecą.
      Co zatem wyraża ten wiersz,
      Męski banał czy fantazję kobiecą?

      Ja bym dodał tę melodię:
      https://www.youtube.com/watch?v=h_O7PeSR7qU
      i ewentualnie:

      Wiatr w kominie nie zawyje
      Świerszcz nie ścichnie
      W świecy blasku
      Kiedy banał się przebije
      Przez burzę oklasków

      Klimat dobry, ale jakoś muzy mnie "odeszli".

      Usuń
    7. Nałogowo mi się zdarza, Andrzeju, że kilkakrotnie poprawiam swoje teksty, toteż nie jestem pewien czy jest to ostateczna wersja tej fraszki. Teraz improwizuję:

      Świerszczyki dla świerszczy domowych,
      Być może to świeczki niewarte,
      Nim smrody z kominów płacowych
      Na zawsze przeminą z wiatrem.

      Usuń
    8. Na twiterze ćwierkał
      Do lusterka zerkał
      Świerszczyki czytał
      Co się rusza bzykał
      Swoja była to dusza
      Ale już się nie rusza

      Usuń
    9. Na kucie losu swego

      Człowiek kowalem losu swojego,
      Może się walnąć przypadkiem w palec,
      Gdy rzeźbi mozolnie swoje ego,
      Zatnie się nieraz, gdy dłubie niedbale.
      I jedną się tylko rozterką nie chwali -
      Przyjemniej budować czy walić?!

      Usuń
    10. Myślał, że los swój życiem wykuje
      Wyszło inaczej, więc "kulsonuje"

      Usuń
    11. Plotka ohydna i głupia
      To siła polskiego Zadupia!

      Usuń
    12. Czym życie by było bez plotek
      Patrząc na młotek pomyślał kotek
      Bo młotek i kotek dobrze się kojarzy
      Gdzie dwie istoty chcą się poparzyć

      Usuń
    13. Wszak nie ma kotka bez płotka
      I choć to piosenka niedługa,
      Nieznana mi żadna plotka,
      Do kogo on, ku*wa, mruga!!!

      Usuń
    14. Wlazł kotek na młotek
      Niedługa to była zabawa
      Bo ślepy był kotek
      Drzazgi miał młotek
      Więc wszyscy mu bili brawa

      Usuń
    15. Przydałoby się zabawie,
      Gdyby wlazł kotek na grabie...

      Usuń
    16. Ale kotek to nie baba
      Więc nie uda się zabawa

      Usuń
  13. No tak Anzai i owszem znam z blogosfery, bo często bywa tam gdzie i ja, albo na odwrót. I tak sobie zawszem myślała coby do niego zagadać, ale się wstydziłam :)). Teraz byłam "tu, tam oraz tamże" i po obejrzeniu ilości zawartej na każdym z jego blogów, odezwać się wstydzę jeszcze bardziej. Ale co tam "raz kozie śmierć", pójdę, poczytam i może coś tam nabazgram.
    Mam pytanko do Anzai (Klaterku, mogę pytać?)- czy lubisz gotować i dobrze zjeść? Pytam jako gospodyni, która czasem cuda czyni, ale tylko wtedy jak jej się chce.

    Serdeczności dla obu panów ślę.

    P.S
    A do Andrzejów od lat to ja wielką słabość mam... :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miła JaGo, myślę, że już jesteśmy po "zagadaniu", bo ja jestem głównym kucharzem w domu i okolicy. Kiedyś nawet lekko posprzeczaliśmy się o jakąś smaczną zupkę, którą Ty proponowałaś jeść zaraz po ugotowaniu, a ja radziłem na jeden dzień wstawić do lodówki. ;)
      Oczywiście, każdy gość wpadający do mnie na główny blog:
      http://anzai.blog.onet.pl/
      jest mile widziany, szczególnie, gdy lubi kuczarzyć. To prawda, że mój blog nie jest zbyt atrakcyjny i ciężki w odbiorze, ale to jest efekt Czytelników, którzy tam przybywają i wolą posprzeczać się o politykę, pracę, naukę, itp.
      Co do słabości to i moja jest ukierunkowana na JaGi. Specjalnie piszę w liczbie mnogiej, bo wiedziony kiedyś linkami wpadłem do Jagi i - chcąc pomóc w sprawie wypadku drogowego - poradziłem co należy robić, aby w sądzie wygrać z policją i ubezpieczycielem. I wtedy panie napadły na mnie, i zaczęła się wielotygodniowa wojna, o której można tutaj poczytać:
      https://jagatoja.blogspot.com/2016/05/nie-ma-mocnych-czyli-baba-za-kierownica.html#comment-form
      Dopiero po kilku miesiącach wyjaśniło się, że mnie chodziło o JaGę (czyli o Ciebie), a trafiłem do innej Jagi, też sympatycznej, chociaż bardzo wojowniczej. W ten sposób zyskałem kilka nowych czytelniczek.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    2. Tak to jest jak zamiast spać, człowiek się błąka przy komputerze.
      Oczywiście zamiast "kuczarzenie" powinno być: kucharzenie.
      Przy okazji aktywuję linka do Jagi Bis, o której pisałem wyżej:
      https://jagatoja.blogspot.com/2016/05/nie-ma-mocnych-czyli-baba-za-kierownica.html#comment-form

      Usuń
    3. Posty JaGi dla mnie niczym dragi,
      Przy każdym kroku tonę w ślinotoku!

      Usuń
    4. Andrzej Rawicz
      No to super Andrzeju, że lubisz kucharzyć. :)A z tymi zupami to różnie bywa tak samo jak z indywidualnym smakiem każdego. Już zdążyłam się u Ciebie na głównym blogu odnotować i bardzo mi się tam spodobało. Na pozostałe blogi Twe, na razie tylko zerknęłam :)Na nie później (chyba) przyjdzie czas. A do Jagi Bis już zajrzałam i powiem, że też jest ciekawie. Muszę bardziej wgłębić się w jej blogową tematykę i może... zostanę. Tak to z tymi Jagami jest... :)

      Serdeczności.

      Usuń
    5. Klaterk
      Dobrze Andrzeju, że są te dragi, bo bez nich nie byłoby JaGi :)
      Serdeczności.

      Usuń
    6. Na moim głównym blogu (http://anzai.blog.onet.pl) od wielu lat staram się zrobić porządek, chociażby przez tematyczne sortowanie postów. Na razie udało mi się sięgnąć do lat 2004-2005. Nie wiem jednak jak "przerobić" tę masę postów (od 1996 jest coś ponad 4.000), ale wśród nich jest także spora grupa, ok. 50-60 z zakresu porad kucharskich.
      Co do Jagi Bis to jest to bardzo ciekawy blog i polecam wszystkim, nie należy tylko zaczynać tam od pouczania (nawet jak się ma rację), bo wtedy kończy się tak jak w moim przypadku.
      No i właśnie ... myślę, że problem nieporozumień na blogu ma o wiele większą skalę niż w realu. Nie widzimy się nawzajem, nie znamy naszych reakcji, mowy ciała, i nawett ikonki nie pomagają nam w odróżnieniu tego co jest żartem, pouczaniem, pytaniem, napaścią, próbą nawiązania znajomości, grzecznościową rewizytą, itd, .itp.
      A więc uczmy się prawidłowego dystansu jaki niezbędny jest w tym wirtualnym przecież świecie. Ja przynajmniej staram się tego uczyć, a że nie zawsze wychodzi ... ;
      Serdecznie pozdrawiam

      Andrzej Rawicz (Anzai)

      Usuń
    7. Ha ha ha ...tyle o mnie - beze mnie :)) JaGa :) miło Cię poznać - to właśnie z Tobą byłam notorycznie mylona :)

      Usuń
    8. Andrzej Rawicz - ja wojownicza ?? Coś TY.... tosz ja pokorna i spokojna - wszystko o mnie można powiedzieć ale nie że niby wojownicza - broniąca swojego zdania, konsekwentna wygadana z bogatym zasobem słownictwa itp...

      Usuń
    9. No jeżeli Ty jesteś pokorna i spokojna to już mnie ciarki oblatują, na myśl jak może wyglądać wersja Jagi wkurzonej. Znam to z praktyki, bo mam żonę góralkę, a to chyba Twoje rejony. ;)
      Ale najważniejsze, że wszystko dobre co się dobrze kończy.
      Dziękuję za miłą wizytę, z jeszcze milszym happy endem i serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    10. No jeżeli Ty jesteś pokorna i spokojna to już mnie ciarki oblatują, na myśl jak może wyglądać wersja Jagi wkurzonej. Znam to z praktyki, bo mam żonę góralkę, a to chyba Twoje rejony. ;)
      Ale najważniejsze, że wszystko dobre co się dobrze kończy.
      Dziękuję za miłą wizytę, z jeszcze milszym happy endem i serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    11. Bieszczady - najdziksze polskie góry - ja do nich mam przysłowiowy rzut beretem. Masz rację - nikt nie chce oglądać Jagi wkurzonej - ale na co dzień jestem potulna i cicha

      Usuń
    12. No i znowu pomyliłem kierunki, bo nie wiem czemu lokalizowałem Cię w okolicach Bielska Białej? W Bieszczadach byłem w połowie lat 70. ub.w. nad Zalewem. I tego nie da się zapomnieć. Morze soczystej zieleni i czystego nieba.
      https://www.youtube.com/watch?v=8p-eyra0owc
      Nie wiem, czy to prawda, że teraz pozostało tylko wspomnienie po tamtych widokach?
      Miło Cię czytać w wersji "Jagi na co dzień" ;)

      Usuń
    13. Ach więc to tak, o mnie myślał a do Ciebie pisał :))) To już teraz Jago A widzę, że nie taki diabeł straszny, jak go malują :) Malował oczywiście Andrzej Rawicz. :)
      Serdeczności.

      Usuń
    14. Malowałem, malowałem ... ale chyba w ciepłych kolorach?

      Usuń
  14. Witam Serdecznie.Zaczytałam się ,wspaniały wywiad Klaterku. Ciekawi ludzie przyciągają do siebie jak magnes ☺ .Na blogu możemy się poznać i nawet wirtualnie dowiedzieć się troszkę o życiu każdej osoby.Tylko ,żeby każdy to szanował..W komentarzach czytając,zauważyłam ,że owy Wacław Jasiński,ma parcie na ubliżanie..Dlaczego ?Znana mi jest ta osoba ,bo zagląda też do mnie i jestem rozczarowana.Jeżeli tak ma wyglądać dyskusja Wacławie Jasiński ,to lepiej zaszyć sobie buzię ,lub zakleić .Jak to człowiek się może pomylić .Pozdrawiam Serdecznie Panów ♥ Fotki-ech kiedyś, to byli przystojniacy::)))))I ta bródka☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że wpadłaś tutaj. To prawda, że u Klaterka zawsze jest ciekawie. I nie zawsze jest tak jak było jeszcze kilkanaście godzin temu, gry brylował tutaj Wacław Jasiński, znany też jako "Waszek" i "m-16". To postać tak obmierzła, że wreszcie Klater nie zdzierżył i spuścił go z tego bloga.
      Masz rację, że blogi poszerzają zakres naszych znajomości, niestety w świecie wirtualnym każdy może pisać co zechce, problemem więc głównym jest odpowiedni dystans zanim poznamy się bliżej.
      No i z tym mam problem, kilkanaście lat temu napisałem post o odradzającym się nazizmie, padły nazwiska przywódców skrajnych ugrupowań, i w efekcie otrzymałem szereg pogróżek typu: "wiemy, gdzie pracuje twoja żona i do jakiej szkoły chodzą twoje dzieci". Potem podpalono mi drzwi wejściowe do mieszkania, i tak zakończyła się moja imienna aktywność w sieci, a zaczęła anonimowa.
      Dlatego miałem problem z wyborem fotki i wybrałem tę z 1982 r. ... bródka i długie włosy, taka była wtedy moda. Spodnie wąskie w talii, obcisłe w udach i poszerzane ku dołowi - czyli zupełnie inaczej niż dzisiaj. ;)
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  15. Mam wrażenie że spotykanie się na wybranych blogach, to tak jak spotkania przed laty u różnych znajomych na imieninach i prywatkach, czy zwykłych Kolacjach. Wiadomo było u kogo spotkamy ciekawe osobowości, kto powie DOWCIPNY dowcip a kto jest wtyką. Tą zamierzchłą przeszłość znajdujemy w sieci. Od nas zależy jak te znajomości i towarzystwo wygląda. Anzai, cieszę się, ze zawsze znajduję Cię w ciekawym miejscu. Żałuję, że sama coraz mniej mam czasu na odwiedzanie innych. Same serdeczności!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie! To prawda z tymi blogowymi spotkaniami. Im więcej znajomych wokół nas, to tym bardziej świat wirtualny zamienia się w realny. Ja, niestety, nie bardzo mogę w pełni poczuć ten zew przejścia z wirtu do realu, bo od przypadków, które opisałem wyżej, staram się zachować anonimowość w sieci. Byłem na Twoim blogu i jestem oczarowany wspaniałymi obrazami. Serdecznie pozdrawiam.
      Andrzej Rawicz (Anzai)

      PS. Celowo użyłem ikonkę z blogu "foto-anzai", bo takiej duszy artystycznej nie wypada podpisywać się Legionami, nawet w takim dniu.
      Przepraszam też za niedyskretne pytanie: Joanna, Statar ... to te same klimaty? :)

      Usuń
  16. Anzai, Twój blog o Legionach czytałam z wielkim zainteresowaniem, ale coraz więcej pracy ogranicza mi czas na wizyty blogowe. Niestety. Ja tylko namalowałam portret Marszałka. Blog o starych fotografiach bardzo mnie wciągnął, bo odnajdywałam znane mi klimaty. Jak miałam 9 lat weszłam do laboratorium filmowo- fotograficznego mojego taty i na wiele lat tam zostałam. Potem jakoś mi przeszło. Joanna (u Stokrotki) tak, ale Statar nie znam, zaraz poszukam kto i co...serdeczności dla Klaterka i dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  17. DWAJ ANDRZEJE SIĘ SPOTKALI,
    NO I SOBIE POGADALI.
    JA Z WYWIADU WIEM ZAŚ TYLE,
    ŻE DO OBU JESTEM W TYLE,
    BO GDY POSTY WASZE CZYTAM,
    AW/F ZA GŁOWĘ CHWYTA.
    Serdecznie pozdrawiam obydwu Panów i komentatorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś mądry powiedział
      A głupcy powtarzają
      Że Analfabetyzm wtórny
      Inaczej zwany funkcjonalnym
      Jest złem namacalnym
      Jednak mądry zaprzeczy
      Bo AW/F można uleczyć


      Dziękuję Iwonko za wizytę i piękne podsumowanie wierszem.
      Serdecznie pozdrawiam
      Andrzej Rawicz (Anzai)

      Usuń
    2. Ten, kto zmyślił Cię, Iwonko,
      Miał za oknem ciepłe Słonko,
      Może szronu ciut na skroniach,
      Lecz na pewno serce w dłoniach!

      Usuń
    3. Of course, applause standing :)

      Usuń
  18. Wywiad jak wywiad, ale komentarze to dopiero są ciekawe. Obu panom Andrzejom lekko dygam. Pocieszyło mnie Anzai, że nie jestem jedyną, która czyta twoje wpisy i rzadko komentuje. Cóż, opisywany przez ciebie przypadek umysłowej wtórności i mnie dotknął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Oddygowywuję" dyga. ;)
      Co do "wtórności", to nie jest aż tak źle. Trudno bowiem odróżnić symptomy AW/F od zwykłej eksploatacji naszego mózgu.
      Gdyby porównać komputer do mózgu (n.b. dawniej nazywanego mózgiem elektronowym) to zauważa się niesamowite podobieństwo w funkcjonowaniu.
      Nasz mózg w młodości jest jakby takim nowym dyskiem, jeszcze niezapełnionym danymi, który śmiga jak burza, ale wiedzy dużej nie zawiera. Inaczej jest z dyskiem pełnym danych, wtedy zarówno dysk, jak i mózg pomagają sobie dodatkowo. Dysk wzbogaca się o pamięć podręczną i oprogramowania smart, a mózg chwilową utratę danych kompensuje kojarzeniem. To dlatego nie zawsze jesteśmy w stanie przypomnieć sobie nazwiska, i daty, ale pamiętamy osoby i zdarzenia. O tych właśnie zbieżnościach traktuje m.in. psychotronika, która tak mnie zafascynowała.

      Usuń
    2. @iwonakmita.pl
      Ciekawe komentarze,Iwono, wzięły się głównie stąd, że wywiad był jak wywiad.
      Wybacz, że dygał Ci nie będę, lecz ukłonię się czapką do ziemi, po polsku!





















      Usuń
  19. Muszę się przyznać w tym miejscu, że kwestia wywiadu to jakby moja wina. Uznałem, i przekonałem Art Klatera, że właśnie rozwiniemy różne wątki dopiero w komentarzach. Na razie jeszcze nie wiemy, czy to się udało. Ale mamy taką nadzieję. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątki, Andrzeju, rozwijają się pomyślnie niczym rozmaryn!

      Usuń
  20. TYLKO WITAM ... TYLKO CZYTAM ..
    jestem, dawno bardzo mnie nie było, ech,
    ...........
    za to teraz mam tu delicji ile dusza zapragnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic straconego, przyjęcie jeszcze trwa. ;)
      Wprawdzie najlepsze delicje zostały już skonsumowane, albo wyrzucone, ale dla tak miłego i szacownego Gościa spiżarnia stoi otworem.

      Usuń
    2. Domyślam się, Andrzeju, że Hania - Malina M* na jakiś czas odpuściła sobie blogi z powodu bardzo poważnych problemów rodzinnych.
      Bardzo się cieszę, że zajrzała tu ponownie. Swego czasu była tu również Gościem.

      Usuń
    3. Także z lubością wspominam te czasy, kiedy Malinka i u mnie bywała. Ale "domyślam" się, że chyba Jej za bardzo psociliśmy i już tak bardzo nas nie lubi.
      Tak więc dziękujemy za przybycie i życzymy zdrowia, tak bardzo potrzebnego, w obecnej chwili.

      Usuń
  21. Zagadnienie analfabetyzmu funkcjonalnego jest mi znane z zajęć na studiach. Do komputerów to ja nie mam głowy. Póki działa jest ok, a jak się nawali to się potem zastanawiam, jak zrobić, by znowu działało albo wołam kogoś, kto się na tym zna. Dobrze się czytało ten wywiad. Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wizytę i za pozytywną ocenę wywiadu.
      A z komputerem jest tak jak z człowiekiem, nigdy nie wiadomo kiedy się zepsuje i co trzeba będzie wymienić.
      Ale "bądźmy pełni nadziei" ;)

      Usuń
    2. Errare humanum est, ale żeby coś dokumentnie spiprzyć, to już bez komputera się niue obejdzie!

      Usuń
    3. ...znów te literówki! Wzrok czy tylko brak koncentracji?!

      Usuń
  22. WOW. Jestem pod wrażeniem, chyba jeszcze raz prześledzę pewne fragmenty wpisu, bo są dla mnie intrygujące. :)

    No z tym Kulsonem to taka kulawa historia, że wszystko od razu boli jak się słucha i patrzy na to. Teatr nie najwyższych lotów.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie witam Piotrze
      Mam nadzieję, że podzielisz się z nami swoimi wrażeniami.
      A Kulson to faktycznie taka prymitywna wpadka rządu "Dobrej zmiany".
      Pozdrawiam

      Usuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. No masz.. Skasował mój poprzedni koment..Ten chyba też skasuje,maczo..Koulego,chciałbym Cię uświadomić tak ogólnie,że Twoje żywota osobiste wszyscy mają głęboko we wtym..jak to sie zwie? Kojarzysz,czy młotek potrzebny?
    W życiu bym nie myślał,aby swoje tra-la-la puszczać w internet.
    Ale to ja..Ostatnio na ząb wziąłem Ciebie,Klaterku,jako też Twego kumpla pt.Anzai..Aloha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedząc, czy ten komentarz Sancho także zostanie wyrzucony do szamba, gdzie jest jego miejsce, pozwoliłem sobie go skopiować, aby było wiadome do jakiego osobnika się odnosi. Otóż Sancho napisał jak niżej:

      "... Sancho16 listopada 2017 14:29 ... No masz.. Skasował mój poprzedni koment..Ten chyba też skasuje,maczo..Koulego,chciałbym Cię uświadomić tak ogólnie,że Twoje żywota osobiste wszyscy mają głęboko we wtym..jak to sie zwie? Kojarzysz,czy młotek potrzebny?
      W życiu bym nie myślał,aby swoje tra-la-la puszczać w internet.
      Ale to ja..Ostatnio na ząb wziąłem Ciebie,Klaterku,jako też Twego kumpla pt.Anzai..Aloha! ..."

      Napisał jak umiał, czyli niewiele napisał. Króciutko więc o takim przypadku psychologicznym. "Sancho" (a także Wacek Jasiński, vel Waszek, vel m-16, vel kilkadziesiąt innych okazyjnych nicków) to osobnik nie warty nawet jednego zdania zaczynającego się od słowa "kulson mać". Dlatego tylko pozwolę sobie zalinkować dwa blogi na których m-16 spędził wiele pracowitych nocy odpisując każdemu, kto się pojawił na blogu:
      http://szpakowedrzewo.blogspot.com/2017/05/mamciu.html
      W połowie czerwca na blogu j.w. było 67 komentarzy od Wacka m-16, takich jak te wiszące obecnie. Podejrzewam, że później część z nich została skasowana. Taką działalność można jeszcze strawić, chociaż dla autora i jego czytelników nie jest zbyt smaczna.
      A oto drugi, historyczny już blog, na którym m-16 był o wiele bardziej aktywny, nie bacząc na to, że autorka nie jest już w stanie odpisywać, ani kasować, bo jest w stanie agonalnym:
      http://maria-dora.blog.onet.pl/2011/10/23/p-janusz-lewandowski-teraz-sie-nie-usmiecha/#comments
      Tutaj m-16 już był b. aktywny na przestrzeni, bo na przestrzeni X-XII 2011 r. napisał ok. 170 komentarzy głównie opatrzonych wulgarnymi słowami. Autorka już nie mogła kasować, bo ... właśnie umierała, a rodzina nie zawsze mogła wejść na blog. Zachowała się jednak część komentarzy, których jednak nie polecam czytać, bo kontekst jest wstrętny i obrzydliwy.
      To jest jeden przykład prymitywnego trollowania na blogu, mający głównie zniechęcić czytających do siebie.

      Nieco bardziej perfidne są trolle, które podszywają się pod inne osoby i skłócają czytelników i autorów. Nasz Wacek też korzystał z tego obficie do ok. 2009 r., gdy jeszcze nie było aplikacji ujawniających ID, czyli sprzęt i administratora, teraz już nie potrafi aktywować dynamicznego ID i jako analfabeta cyfrowy może sobie tylko pogmerać koło swojego wacka. Trolle, nieco bardziej kumate od Wacka, działają nadal, ale już na własną rękę.

      Najgorsze są jednak trolle wykradające nasze dane ze skrzynek pocztowych i operujące tymi danymi w sieci.

      Wnioski z tego płyną takie, że nie warto odpowiadać na prowokacyjne komentarze trolla i najlepiej je od razu spuszczać do kanału. Nie warto też rozpoczynać kłótni na blogu przed upewnieniem się kim jest autor.

      Usuń
  25. Możesz wymyślać sobie nowe nicki do woli, będzie to zawsze "robota głupiego". Nie jestem pewien, czy też nie dotknął cię przedstawiony przez mojego Gościa analfabetyzm funkcjonalny. Jeśli jeszcze nie, to bądź łaskaw przeczytać poniższe uwagi, dokładnie i ze zrozumieniem:
    - nie kasuję cię wyłącznie dlatego, bo prosił mnie o to mój Gość.
    - obaj z Anzai kształcimy swoje umiejętności erystyczne czyli wprawiamy się w sztuce prowadzenia sporów
    - erystyka wprawdzie jest siostrą retoryki, jednakże jest z gruntu rzeczy... paskudna.
    - w erystyce, której podstawy stworzył Arystoteles, a do współczesnej postaci doprowadził niemiecki filozof Arthur Schoppenhauer nie istnieją figury lecz chwyty; analogia ze sportami walki jest tu zatem jak najbardziej na miejscu.
    - masz jeszcze okazję stąd czmychnąć, obawiam się jednak, że nie skorzystasz z tego aktu naszej łaski
    - kiedy będziesz dalej tu się pogrążał, to też masz wybór: spuszczenie po brzytwie lub wdeptanie w glebę.
    - nie są to czcze pogróżki ze strony mojej i Gościa, taki bowiem ułożyliśmy sobie PLAN.
    - w zabawie w dobrego i złego glinę chwilowo jestem tym dobrym
    - polecam lekturę, którą dedykowałem m. in. tobie:

    http://klateracje.blogspot.com/2012/10/troll-llollo-bec.html

    powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @A.- A.K...
      wiesz, co robisz, więc ani mi w głowie wpływanie na to, co robisz, wyrażam tylko swoje zdanie, bo na sztukach/sportach walki co nieco się znam, zaś zdanie jest takie, że bicie kału w ramach treningu erystyki nie ma żadnych walorów ćwiczebnych, to już lepiej bić deskę lub cegłę, one jakoś tam są w stanie oddać mimo biernej strategii, zaś kałem można sobie tylko narzędzia walki upaprać...
      bulba :)...

      Usuń
    2. Piotrze, oczywiście masz rację, nie ma tu jednak winy Klatera, bo to ja go namówiłem do zostawiania komentarzy trolli. Oczywiście nie chodziło mi o tego gó.nianego dupka, który tyle tu nas.ał po kątach, ale o takich trolli z którymi zetknąłeś się także na swoim blogu. Wymienię, aby nie było wątpliwości, to: Kasia, Szczurzyca, Kloszard, Rosky, Mi, Nieanonim, Stacy, Ryszard, itp. Z nimi da się dyskutować i nawet jest zabawnie jak nie znajdując argumentów "trzaskają drzwiami". A to, że zamiast "zaproszonych" trolli, których chyba strach obleciał, przybłąkało się jakieś żałosne indywiduum, to już zupełnie inna sprawa. Miejmy litość nad nimi, tacy też muszą żyć, najlepiej w domach bez klamek. ;)

      Usuń
    3. @Anzai...
      luz... kasowanie po całości wszystkiego, co hejtuje, co trolluje, i takie tam inne, via, with moderacja prewencyjna lub bez niej, czyli z lekkim opóźnieniem, niekoniecznie musi być najlepszą strategią... czasem dobrze jest zostawić takie gówienko, by nie fałszować rzeczywistości dając zbyt duży priorytet estetyce, a może raczej "ładności"...
      mnie tylko chodziło o to ćwiczenie erystyki, które w tym centralnie przypadku nie wzbudzało we mnie poczucia sensu...
      ...
      nie wszystkie wymienione przez Ciebie nicki znam, zaś desygnat/ka nicka "Kloszard" ciekawi mnie czysto naukowo, ale tak na luzie, niezobowiązująco, bez zbytniej fascynacji... na pewno bez takiego zaangażowania, jak kiedyś badałem, eksperymentowałem na czymś opatrzonym nickiem "Stary Niedźwiedź" i jakieś tam jego poboczne klonoidy, przy okazji bawiąc się przedmiotem badań... to już jest przeszłość, wiem tylko, że dycha jeszcze w kibelku własnego bloga, ale ekspansywność już mu chyba raczej przeszła...

      Usuń
    4. @PKanalia
      Wyraziłem tu, Piotrze, jedynie swój akt dobrej woli, który może zbyt pompatycznie nazwałem aktem łaski. Po za tym wszystko mi się zgadza!
      paciula

      Usuń
    5. @PKanalia
      Przypomniałeś mi dawne czasy, bo ok. 2009 r. miałem przyjemność wymienić wiele komentarzy ze "Starym Niedźwiedziem". Przyjemność polegała na tym, że należeliśmy do zupełnie przeciwnych opcji politycznych, on skrajny prawicowiec, ja wówczas skrajny lewicowiec, a więc walka była ostra. Jednak każdy komentarz zaczynaliśmy "Wielce Szanowny Panie/Kolego", okazało się, że w jakimś czasie ocieraliśmy się o siebie na jednej z uczelni, gdzie on był długoletnim wykładowcą, a ja czymś pomiędzy obserwatorem i wizytatorem. Na ostro poszło między nami o Polańskiego, ale użyte wyrazy nie wychodziły ponad standardowe: "Pan jest w błędzie".

      Usuń
    6. @Anzai...
      ten gość jeśli chciał, to potrafił się kulturalnie odezwać, wręcz z galanterią... sprzeczki sprzeczkami, ale mnie w nim intrygowało to, że był /jest/ to osobnik żyjący w kompletnie oderwanym od realu świecie równoległym, pełnym fikcyjnych zjawisk i osób, o równie fikcyjnych właściwościach... fikcyjnych nie w sensie zmyślenia, ale w sensie takiej metamorfozy, że nie miały już nic wspólnego z pierwowzorem... w tym momencie o jakiejkolwiek komunikacji nie mogło być już mowy przy takiej różnicy systemu pojęciowego... coś było w nim mocno psychiatrycznego, klinicznego, wielkie "nie tak", a że na "dużej psychiatrii" aż tak bardzo się nie znam, konsultowałem ten przypadek ze znajomym psychiatrą i on to w końcu rozpoznał:
      https://psychiatria.mp.pl/choroby/73534,zaburzenia-urojeniowe
      opis pasuje jak ulał, wynika też z niego, że rozpoznanie nie jest takie proste, zaś sam pacjent nie ma kompletnie wglądu w siebie, co więcej, może tak funkcjonować, że otoczenie w realu ni cholery się nie zorientuje w sytuacji, a co dopiero mówić o necie...
      teraz to już jest dla mnie historia, zamierzchła przeszłość, ale wtedy rozkminianie tego dziwoląga było dla mnie zaiste zajmujące...

      Usuń
    7. Net ma taką nieudaną cechę, że o nieporozumienia b. łatwo. Z tego co piszesz to podejrzewam, że ze "Starym Niedźwiedziem" komentowałeś nieco później. Mnie w tych kontaktach z nim też coś "nie trybiło", ale składałem to na karb różnic światopoglądowych.

      Usuń
    8. światopogląd to jest jeszcze osobna sprawa... przez wiele lat doświadczeń, obserwacji zauważyłem, że ludzie o poglądach /nazwę to umownie/ narodowo - konserwatywno - burackich po prostu nie umieją się komunikować, rozmawiać... długo by tu wymieniać: wciski, chwyty erystyczne z najniższej półki, wycieczki personalne, nagminne nie trzymanie się tematu i cały szereg etc... wychodzi z nich też kompletny brak kontroli nad emocjami... żeby nie było, nie uważam to za ich szczególna cechę, tylko im przypisaną, ale korelacja jest nader wyraźna...
      to jest tak, że za pewnymi poglądami stoi pewien rodzaj osobowości... zależność jest natury statystycznej, więc jest wiele przykładów nie pasujących do tego wzorca, ale z takich ptysiów, o których piszę wyłazi koszmarnie wysoki poziom lęku /czyli strachu w obliczu zagrożeń urojonych/...
      czasem ten lęk objawia się patologicznie wręcz...

      Usuń
    9. p.s. nie chcę za bardzo już rozwijać tematu ptysia SN, wspomnę tylko, że widziałem go w realu, na uczelni, gdzie pracuje /pracował?/... rzut oka na niego i kilka rozmów z kilkoma studentkami wystarczył mi, by pojąć jego nienawiść do kobiet, która też przejawiał w necie często - gęsto... zaś z innych źródeł wiem, jaki to jest biedny, samotny koleś...
      a to wszystko po to piszę, by się zastanowić, jak to jest z tym całym Waszkiem?... może zanim się go odstrzeli nieźle byłoby go jakoś przytulić?... może gdyby taka posłanka Pawłowicz /vel Plugawy Krystyn/ pozwoliłaby mu popatrzeć, jak robi siku?... może by się chłopina wtedy ogarnął?...

      Usuń
    10. Jak wspomniałem wyżej jedyny mój ostry spór z "SN" dotyczył sprawy Polańskiego, gdzie ja broniłem reżysera, a on bronił ... dziewczynki z którą Polański spółkował i jej matki ... Ze zdziwieniem więc dowiaduję się, że było odwrotnie. Do tych komentarzy można zresztą dotrzeć.
      M-16 to debilny przypadek nad którym nie warto się rozwodzić, chociaż mógłbym wskazać jeszcze dwa blogi na których Waszek jest słodziutki, grzeczniutki, i sypie samymi komplementami. Ale niech to pozostanie jego problemem.

      Usuń
    11. to, że ich bronił w tej konkretnie dyskusji o niczym zbytnio nie świadczy...
      poza tym kwestia kto kogo i czego broni bywa czasem mocno skomplikowana... kiedyś, nie tak zresztą dawno, tłumaczyłem komuś /nie pamiętam komu, sorry/ znaczenie słowa "pedofil" i dlaczego w casusie Polańskiego nie ma ono zastosowania... w odpowiedzi, ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, dowiedziałem się jakobym "bronił" Polańskiego... tylko rzecz w tym, że w tej rozmowie słowem nawet nie wyraziłem swojej oceny tego, co wtedy zrobił... tak więc owa osoba wmawiała mi, ze powiedziałem coś, czego nie powiedziałem... co zresztą zakończyło ową dyskusję, bo jasne dla mnie było, że ten ktoś nie chce rozmawiać...

      Usuń
    12. Stosunki międzyludzkie są bardziej skomplikowane niż zwykła logika wykładana humanistom. Bo z tego, że np. X kłóci się z Y-kiem, a Y lubi Zeta, wcale nie musi wynikać, że X lubi Zeta. Także zasada, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem też nie zawsze się sprawdza. Jeżeli dodać do tego nieprzewidywalne reguły wg których X w określonej sytuacji kłóci się z Y-kiem, a w innej podobnej go lubi, to widać, że nie warto robić analiz zdarzenia post factum i w dodatku pod nieobecność zainteresowanych. Warto natomiast unikać metkowania naszych interlokutorów, szczególnie jeżeli to ma dotyczyć oceny ich psychiki, warto - bo można się strasznie naciąć.

      Usuń
    13. ta akurat sprawa była prostsza... ktoś ma negatywną opinię o kimś lub o czymś... nie potwierdzam tej opinii, nie wyrażam żadnej innej, mówię na zupełnie inny temat... ów ktoś czuje niedosyt wsparcia, przypisuje mi więc posiadanie opinii pozytywnej, przy okazji odreagowuje to przedstawiając mi to jako zarzut...

      Usuń
    14. Poruszyłeś b. istotny temat komunikacji międzyludzkiej. To prawda co piszesz, ja też staram się szanować wolę interlokutora, który ma prawo do zmiany ucięcia tematu dyskusji, albo do jego zmiany. Można taką chęć zmiany sygnalizować milczeniem, albo rzeczywistym wrzuceniem innego, bardziej pobocznego tematu.
      Inaczej jednak wygląda sytuacja, gdy prowadzimy dyskusję na główny temat, i różnimy się w wypowiedziach. Wtedy - na blogach - m.zd. nie ma zmiłuj! Jeżeli ktoś wdał się w spór i został w tym sporze pokonany, to nie pozostaje mu nic innego jak przełknąć gorycz porażki i przyznać rację przeciwnikowi.
      Niestety na blogach panują inne zasady, rację ma ten, kto głośniej wrzeszczy, a jeszcze większą rację ma ten, kto za sobą ma równie głośno wrzeszczące swoje plemię.
      U "SN" tego nie zauważyłem, natomiast jego plemię (np. Anoda-Katoda, Kira, Smurff - wymieniam tylko te nicki, które są Ci znane, bo też u nich bywasz/łeś) jest już b. krzykliwe i b. strachliwe - bo wiadomo "pies, który się boi głośno szczeka".
      Myślę, że na tej zasadzie nie pojawiły się tutaj moje trolle (poza tym dyżurnym głupkiem), bo teren obcy, a plemię im nie pomoże, więc po co się narażać.

      Usuń
    15. PS. za dużo mi się pozmieniało z tymi zmianami, ale już nie będę zmieniał. ;)

      Usuń
  26. no bedzie bedzie już koniec? przerzucania ważności Świętych Słów, a czy post będzie jeszcze przed... Andrzejkami? :) nasumi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może, nasumi, nasz dyżurny głupek ponownie się ujawni, bo... musi!
      Post natomiast, zgodnie z komunikatem, ukaże się w najbliższy po9niedziałek, 20 listopada.
      pozdrawiam i niezmiennie zapraszam

      Usuń